Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko

26.06.2017
poniedziałek

Walizka, czyli co zabrać w drogę na emigrację

26 czerwca 2017, poniedziałek,

W upalne przedpołudnie w chińskiej dzielnicy Toronto ludzie tłoczą się wokół wystawionych na chodnik stoisk z owocami i warzywami. Jest sezon na mango, więc za grosze można napełnić siatki owocami. Objuczona zakupami czekam z dziećmi na przystanku, gdzie ludzie cierpliwie ustawiają się w kolejce. Kiedy w końcu przyjedzie spóźniony tramwaj, wsiądą gęsiego i nikt nie będzie się przepychać.

Pytanie o Polskę

Podchodzi do mnie starszy pan z trójkątnym słomkowym kapeluszem zawieszonym na karku. W siatkach niesie kilogramy chrupiącej kapusty pak-choi.
– Przeprasiam, czy pani mówi polski?
– Tak, rozmawiamy właśnie po polsku.
– Jak miło. Moja nauczycielka matematyki była z Krakowa, piękna była pani, dużo dobra. Ja chciał powiedzieć, że Polska wspaniały kraj. Dziękujemy za Copernicusa i Madamme Curie. I Lech Waleza, wielki bohater – świat dziękuje i ja dziękuję. Ja modlę za waszego papieża, jestem chrześcijanin. Bądźcie zdrowi, niech mówi pani dzieciom, że jesteśmy wdzięczni za Waleza. Urodziłem się w Korei, ale teraz tu jest mój dom. Welcome to Canada.

Starszy pan pochyla głowę i składa ręce jak do modlitwy. Dzieci patrzą na niego pod słońce, mimo daszków od czapek mają zmrużone oczy. – Mamo, czy ten pan jest z Gdańska? Mówi, że zna Wałęsę.

W tramwaju zastanawiam się, o ilu koreańskich pisarzach i przywódcach duchowych mogę dzieciom opowiedzieć? Ilu koreańskich polityków, naukowców czy sportowców umiem wymienić? Co wiem o świecie, ile z niego rozumiem? Ja, z dyplomem europejskiej uczelni poświadczającym, że jestem wysoko wykształcona. Starszy pan z siatkami pełnymi pak-choi mnie zawstydził. To nie on powinien był pochylić głowę.

Sok pomarańczowy

Kilka dni później czekamy na przystanku blisko parku. Jest po 15.00, skończyła się szkoła i wiele matek czeka z dziećmi na autobus do domu. Inaczej niż w Europie, tu największy upał zaczyna się właśnie teraz. Kilkanaścioro dzieci biega wokół fontanny, ja rozmawiam z matkami. W pewnym momencie podbiega mój syn: mamo, chyba mam jeszcze sok w plecaku. Odsuwa zamek, w środku jest półlitrowa butelka schłodzonego, orzeźwiającego soku pomarańczowego. Oboje czujemy, jak w odruchu Pawłowa ślina napływa nam do ust.

Zamykamy plecak.

Do zmierzchu jeszcze prawie 6 godzin. Kobiety, z którymi czekamy na autobus, dopiero wtedy będą mogły zacząć iftar, wieczorny posiłek kończący kilkunastogodziną głodówkę. Trwa ramadan, więc od brzasku aż do zachodu słońca nie wolno im ani jeść, ani pić. W taki upał to męka.

Po powrocie do domu mój syn powie:
– Wiesz mamo, miałem ochotę na sok, ale zmieniłem zdanie.
– Czemu się nie napiłeś? Widziałam, że tego soku bardzo ci się chce.
– No tak, ale wiem, że im się chce pić bardziej i że byłoby im przykro. Tata też nie kupuje do domu lodów, kiedy mówisz, że się odchudzasz, więc to prawie to samo.

Walizka

Co trzeba włożyć do walizki, z którą wyrusza się mieszkać w innym kraju? Co trzeba ze sobą wziąć, by poradzić sobie w obcym miejscu, wśród obcych ludzi?

Ostatnich kilka bardzo pracowitych tygodni spędzam na rozmowach, do których zaprosiłam Polki i Polaków mieszkających w Kanadzie. To spotkania pełne wspomnień o tych, którzy zostali, pierwszych zaskoczeń i pierwszych wzruszeń w Toronto, a także opowieści o niespotykanych trudnościach i niełatwych nadziejach.

Ci, którzy zgodzili się podzielić swoimi historiami, w większości się nie znają. Pochodzą z różnych środowisk, miejscowości, kultur. Chodzili do innych szkół, patrzyli w różne oczy rodziców: i te ufne, i te zimne. Dotarli tu osobnymi ścieżkami, z bardzo różnych powodów – więc ich historie są nieprzystawalne. Jednen jest tylko wspólny mianownik: odpowiedź na pytanie o walizkę.

Niezależnie od tego, kim są, moi rozmówcy mówią: koniecznie trzeba zabrać ze sobą pokorę.

Pokorę wobec świata i siebie. Świadomość tego, że nikt tu na nas nie czeka i nikt nie pragnie zadoścuczynić krzywdom i pretensjom, o których lubią opowiadać Polacy. Skromność i poczucie własnej małości, umiejętność przyznania, że nie wszystko się należy. A raczej że nie należy się nic. Gotowość do przyznania, że niewiele się wie i jeszcze mniej rozumie. Odrzucenie tej dojmującej pewności, że ma się prawo do lepszego traktowania. Trzeba zapomieć o uprzedzeniach i przeświadczeniach, w których się było zanurzonych, bo rzeczywistość zaraz je zweryfikuje.

Jakkolwiek moi rozmówcy opowiadaliby o tej walizce, jakicholwiek słów by nie używali – przez wszystkie przypadki odmieniali słowo „pokora”.

Przekonanie o misji dziejowej własnego narodu to miraż, który nie dotyczy dziś moich dzieci. Co zrobią i kim będą jutro – odpowiedzieć nie sposób. Wejdą jednak w życie w przeświadczeniu, że świat nie jest jednolity, lecz mozaikowy. A szacunek, pokora i otwarta głowa wystarczą, by elementy tej mozaiki swobodnie przekraczać.

Pod koniec roku szkolnego przeglądam zeszyty i patrzę na zapisane rozchwianym alfabetem postępy. Może akademicko mogłoby być lepiej, może poziom mógłby być wyższy – zamartwiałam się przez cały rok. W tym czasie dzieci spędzały czas na zabawie i budowaniu grupy. Po roku nauki w obcym języku i zupełnie Nowym Świecie nauczycielka położy dłoń na głowie mego syna i powie: on jest gotowy, proszę pani.

Pod koniec roku wiem, że w polskiej szkole oblałby kaligrafię. Dużo lepiej poszłoby mu z „Szacunkiem” i „Wychowaniem do życia wśród ludzi”.

Ale takiego przedmiotu nie mamy, prawda?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 17

Dodaj komentarz »
  1. Oprocz pokory zapakuje do tej walizki tolerancje! Tolerancje dla innych pogladow, innego czlowieka, innego koloru skory, innej religi, innosci poprostu. Tolerancje dla ludzi stojacych w kolejce do autobusu, i grzecznosc, ze sie wypuszcza najpierw wysiadajacych a dopiero potem wsiada. I zycie wedlug zasady: potraktuj innego tak jak sam chcesz byc traktowany! I byc wiernym tej wlasnie zasadzie!!!
    Nie chcesz byc lekcewazonym- nie lekcewaz, nie chcesz byc wysmianym – nie wysmiewaj, nie chcesz byc obrazonym – nie obrazaj. Zyczysz sobie, aby we Francji, Wloszech, Holandii, Tajlandii, Brazylii… potraktowno cie jak Czlowieka, potraktuj Francuza, Holendra, Tajlandczyka, Brazylijczyka w Polsce jak Czlowieka! I nie zapomnij, ze Anglik to tez Czlowiek, i Kanadyjczyk, i Niemiec, i Syryjczyk…
    Takiej walizki zycze kazdemu! Pani Redaktor walizke pokory uzupelniam o tolerancje … i zycze tego jak najwiecej!!!

  2. Niech pani nie przesadza z tym, ze Polakom brak pokory i uwazaja, ze im sie nalezy ‚specjalne traktowanie’. Nie spotkalem sie z tym nawet wsrod pisowcow, z ktorymi mam nieprzyjemnosc spotykac sie w Londynie. Sadzilbym raczej, ze oni cierpia na potezny kompleks nizszosci, poniewaz boja sie i nie rozumieja rzeczywistosci ktora ich otacza.

    Przyklad z muzulmankami z przystanku..no,nie jest to dobry przyklad na ‚szacunek’, raczej na ‚zagrozenie fanatyzmem religijnym’. Jesli te kobiety nie pily wody podczas upalu, to znaczy, ze narazaly swoje zdrowie i zycie w imie absurdalnych wymagan swojej religii. Co roku podczas ramadanu z odwodnienia umiera tysiace ludzi, dwa lata temu w Pakistanie podczas fali upalow zmarlo dwa tysiace muzulmanow ktorzy woleli umrzec niz przerwac post. W mojej pracy kazdy ramadan to problem klientow i pacjentow odmawiajacych przyjmowania lekarstw,bo nie wolno im wziac nic do ust-niewazne,ze niwecza w ten sposob cala terapie. Pani synowi nie powinno byc przykro.
    Kiedy jechalem na moja emigracje,w walizce zabralem ze soba ciekawosc, otwartosc na swiat i zyczliwosc. Po dziesieciu latach doszla do niej rezerwa. Niestety, wiele elementow tej mozaiki okazalo sie zepsutych i nie pasujacych do innych.

  3. Ciekawe co zabraly ze soba miliony, ktore opuscily Polske za czasow rzadu PO… rozumiem, ze dobre wspomnienia.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Po co od razu na emigrację, na to zawsze jest czas.

  6. @dabomar – dziękuję za ten komentarz. pokora z tolerancją są ze sobą blisko spokrewnione. pozdrowienia!

    @zly – to niech Pan zajrzy do grupy „Polacy na emigracji” na Facebooku
    zgadzam się z Panem, że często nie rozumiemy rzeczywistości, która nas otacza – ale nawet to nie usprawiedliwia takiego potoku nienawiści.

    co do sytuacji z przystanku, nie widzę w tym zagrożenia fanatyzmem religijnym, ale zwykłą uprzejmość. religia nie ma tu nic do rzeczy – nie pali się przy niepalących, nie wsuwa słodyczy przy tych, co na diecie.
    ciekawe za to, co Pan napisał o komplikacjach z kontynuowaniem leczenia. czy naprawdę często się to zdarza? i czy udaje się pacjentów przekonać do zaprzestania postu ze względu na zdrowie? przecież osoby starsze, chore, etc. są z postu związane (tak samo chrześcijanie przecież)

    pozdrowienia!

    JGO

  7. @JGO
    Zajrzalem,bardzo nieprzyjemna grupa,ale zdaje sie ze zalozona przez mlodszych dzialaczy Mlodziezy Wszechpolskiej. Ludzie,z ktorymi sie na swoje nieszczescie zetknalem, nie potrafiliby korzystac z Internetu badz Facebooka.
    Niestety, odmowa przyjmowania lekarstw podczas ramadanu zdarza sie wsrod moich podopiecznych bardzo czesto,choc Koran wyraznie zaznacza,ze osoby chore poscic nie musza. Nawet jesli pacjent ma tego swiadomosc (zdarzalo mi sie pokazywac palcem odpowiedni werset), zwykle presja rodziny przewaza. Argument jest zawsze ten sam-branie czegokolwiek do ust jest haraam, bo tak powiedzial imam. Sprawia to ogromne problemy w leczeniu i terapii.
    Analogia ze slodyczami i dieta nie jest wlasciwa, wlasciwsza bylaby analogia ‚nie je sie przy anorektyczkach’.I rzecz jasna bylaby to analogia bledna. Te kobiety niepiciem tak samo niszcza swoje zdrowie jak anorektyczki niejedzeniem, czesto nawet szybciej- bo o ile czlowiekowi zdrowemu nie zaszkodzi nawet kilka dni glodowki, to niepicie przy 30-40-stopniowych upalach (ktore zdarzaja sie na Bliskim Wschodzie) juz po kilku godzinach na sloncu moze byc smiertelnym zagrozeniem. Okrutny jest bog, ktory wymaga takich ofiar od swoich wyznawcow. Mowilem to juz kilku moim kolegom i podopiecznym.

  8. @zly – to bardzo ciekawe, co Pan pisze. w naszej kulturze raczej jako przykłady w głównie akademickich sporach przytacza się kazusy ze świadkami Jehowy, którzy odmawiają ingerencji medycznych ze względu na swoje religijne przekonania. dobrze dowiedzieć się, że w innych miejscach analogiczny problem nie jest tylko teoretyczny. mam nadzieję, że mimo takich trudności, będzie Pan miał wiele sukcesów.
    pisze Pan, że okrutny jest bóg, który wymaga takich ofiar od swoich wyznawców. wydaje mi się, że zazwyczaj najbardziej okrutni bywaja kapłani.

  9. Boga nie ma, ale kapłani na pewno są. 🙁

  10. Pani Redaktor,
    Przed wszystkim, to na emigrację trzeba zabrać ze sobą dumę bycia Polakiem. Tak samo, jak Brytyjczycy biorą ze sobą dumę bycia Brytyjczykiem, a Francuzi dumę bycia Francuzem czy też Turcy dumę bycia Turkiem. Pokora jest przecież cechą niewolników, a nie emigrujemy przecież po to, aby zostać niewolnikami.
    Pozdrawiam,
    LK

  11. @JGO
    Dziekuje pani za slowa wsparcia. O swiadkach Jehowy nie chce mi sie juz nawet wspominac, to klasyczny przyklad pseudoreligijnego prania mozgu. W przypadku muzulmanow takie kazusy nie maja nawet uzasadnienia religijnego, to wylacznie kwestia presji rodziny i spolecznosci. Podobnie z odmawianiem preparatow zawierajacych alkohol,choc Mahomet zakazywal wylacznie konsumpcji alkoholu, nie zas uzywania go w celach medycznych.
    Do czego zmierzam. Pisze pani o szacunku,pokorze i otwartej glowie, ktorej brakuje Polakom. Bynajmniej sie z tym nie zgadzam. Szacunek nie nalezy sie kazdemu. Trudno szanowac rodziny, ktore wola, by ich krewny zmarl niz przyjal transfuzje lub wpadl w maligne zamiast napil sie szklanki wody. Trudno szanowac tez takie przekonania i poglady, nawet w masce ‚religii’.

  12. “Jesli te kobiety nie pily wody podczas upalu, to znaczy, ze narazaly swoje zdrowie i zycie w imie absurdalnych wymagan swojej religii.”
    Nie jest to do konca prawda. Przede wszystkim, podobnie jak w Judaizmie, przepisy podlegaja interpretacji. Przy zagrozeniu zycia w Judaizmie jest wyraznie okreslone, ze przepisy nie obowiazuja. Dwa lata mieszkalem w Egipcie i przezylem dwa Ramadany, co z reszta jest szczegolnym przezyciem. Kto jak posci, bardziej zalezy od bogobojnosci osobnika, niz od przepisow. Woda – na pewno – jest dozwolona. W szkole w ktorej uczylem bylo sporo koptyjskich dzieciakow. Stad, nawiasem mowiac, biora sie tarcia w Egipcie – Koptowie stanowia wyksztalcona grupe ludnosci i zajmuja, nieproporcjonalnie wiecej do liczby ludnosci, stanowisk urzedniczych. Tak, czy inaczej, w czasie Ramadanu, koptyjskie dzieciaki wsuwaly drugie sniadanie obok swoich muzulmanskich kolegow i kolezanek (wode pili wszyscy). Co ciekawe – w kontekscie zdarzenia opisanego przez p. Joanne – mnie to bardziej poruszalo, niz tych poszczacych. Kiedy sie zapytalem Mary chrupiacej przegryzke, tuz obok swojej przyjaciolki Samii – nie mozesz chociaz isc w inny kat klasy, Samia wzruszyla ramionami i stwierdzila “I don’t care”. Obie panienki byly przyjaciolkami, najlepszymi uczennicami w klasie, zawsze uczyly sie razem i obie byly valedictorians – nie wiem jak to jest po polsku. (Wyglaszaly pozegnalna mowe na akademii zakoncznia dwunastej / maturalnej klasy).

    Podobnie, jest w Polsce – post w piatki (nawet w Srode Popielcowa) jest juz od dawna zniesiony (nie pamietam przez ktorego papieza), a ile osob nadal posci?

    Co do emigracji – nie bede sie wypowiadal – juz jest nowy temat. 😉

  13. @schwarzerpeter
    ‚ Woda – na pewno – jest dozwolona’
    Nie wiem,jakie panuje stosunki w Egipcie, ale muzulmanin nie moze podczas ramadanu wypic nawet kropli wody, co czyni ten rodzaj postu wyjatkowo niebezpiecznym. Czlowiek moze sie dlugo obywac bez jedzenia,ale nie bez wody.

  14. czytam blog pani Onaszko i nie moge uwierzyc … a przeciez druga polowe zycia spedzilem w Kanadzie … pierwsza w Polsce za PRL-u. Po pierwsze w mojej mlodosci nie bylo wyboru w czytaniu prasy polskiej i „polityka” nalezala do super uprzywilejowanych tytulow … po drugie … jestem obywatelem Kanady i preferuje Ja ciagle ponad obecna Polske … jednak pani Onoszko musiala widziec przysiege nowego premiera Kanady (o Boze co za nieszczescie spotkalo Kanade w ostatnich wyborach …) pieknisia Selfie lub po prostu Bimbo jak ja go nazywam … otoz przysiega ta odbyla sie nie przed Parlamentem Kanadyjskim ale przed mianowanym przez obca krolowa a nie wybieranym przez elektorat kanadyjski GG czyli gubernatorem generalnym tzw GG , ktory ma wieksze uprawnienia niz kanadyjski Parlament i premier … i moze jak tylko mu sie to spodoba zawiesic wybierany przez caly narod Parlament Kanadyjski na kilka tygodni ( za czasow bylego premiera Harpera mialo to miejsce az 3 razy …) do domu i zaden z kanadyjskich parlamentarzystow nie odwazy sie nawet zamruczec na dowod sprzeciwu … nowy premier Kanady Justin Trudeau przysiegal w zamku gubernatora najpierw przysiege ,ze bedzie wierny obcej krolowej babci (podobnie jak w kolonialnej australii , NZ i wiekszosci krajow Commonwealthu …) i jej dzieciom … a dopiero pozniej Kanadzie … i kto mi tu powie ,ze nie jest to dowodem ,ze Kanada kryje sie ze wstydem … ale nadal jest kolonia brytyjska … tego nawet za komuny w Polsce nie bylo … za czasow PRL-u i „przyjazni polsko-rosyjskiej” … wiec zachecam pania Onoszko by odwazyla sie nikogo nie obrazajac pisac calkowita prawde o swoim kraju pobytu …

  15. @Zdzislaw Kukula
    Czy jest pan moze alter ego jakowalskiego?

  16. Skąd ten pomysł, Panie Zły?

  17. Kukula
    To samo mogę powiedzieć o Australii, gdzie królowa brytyjska ma władzę praktycznie absolutną, jako że może ona poprzez mianowanego przez siebie gubernatora zmienić rząd i zarządzić przedterminowe wyboru do parlamentu, a podobnie jest w Kanadzie i Nowej Zelandii, które także są zamorskimi prowincjami, albo jak kto woli zamorskimi posiadłościami Zjednoczonego Królestwa, posiadającymi lokalny samorząd ograniczony do mniej istotnych spraw.
    Przykładowo: w Australii (formalnie Związku Australijskim) wciąż istnieją Królewska Australijska Marynarka Wojenna (Royal Australian Navy) i Królewskie Australijskie Siły Powietrzne (Royal Australian Air Force), a podobnie też jest w Kanadzie – Kanadyjska Królewska Marynarka Wojenna (Royal Canadian Navy) i Kanadyjskie Królewskie Siły Powietrzne (Royal Canadian Air Force). Należy więc zawsze pisząc czy mówiąc o Australii, Kanadzie czy Nowej Zelandii dodawać, że to są wszystko zamorskie posiadłości korony brytyjskiej, a ich mieszkańcy są poddanymi brytyjskiego monarchy, co zresztą wyraźnie wydrukowane jest w moim australijskim paszporcie.