Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko

30.12.2016
piątek

Język, czyli po co nam media

30 grudnia 2016, piątek,

Od tygodni studiuję podręcznik przygotowany przez kanadyjską agencję prasową. Od 1940 r. „Canadian Press” publikuje grubą książkę, przeznaczoną niby dla dziennikarzy i redaktorów, ale rozchwytywaną przez wszystkich, którzy pracują słowem. To złoty standard – znajomość stylu CP pojawia się w ogłoszeniach o pracę na stanowiska niezwiązane wcale z branżą mediów, ale wymagające obycia i umiejętności układania się z ludźmi.

W podręczniku, jednym z pierwszych, fundamentalnych rozdziałów (obok misji dziennikarstwa i problemów etycznych) są tzw. tematy wrażliwe. A to pokazuje, jak słowa zmieniają patrzenie na świat.

Wiek. Nie wolno mówić: „seniorka”, „staruszka”, „emeryt”, „osoba w średnim wieku”. To obraźliwe. Lepiej już podać dokładny wiek: 43-letni bankowiec, 76-letnia nauczycielka, 35-letnia kobieta. Ale tylko wtedy, gdy ma on znaczenie. Czyli w nekrologu, ewentualnie w tekście o tym, że 85-letnia kolarka objeżdża kraj.

Aborygeni. Pisać „Indianie” czy „Pierwsze Narody”? Subtelności są tu szczegółowo opisane, a zasady skodyfikowane. Przeważa jedna: zawsze używaj określenia, jakie wybiorą sami zainteresowani. Nie wybieraj za nich.

Niepełnosprawności. „Bądź dokładny i delikatny, odnosząc się do osób z niepełnosprawnością lub jakimś schorzeniem. (…) Niepełnosprawność jest tylko częścią ich osobowości, wcale nie najważniejszą”. Nigdy nie pisz: „inwalida”, „kaleka”. Opisz raczej: „Roma, której ręce powykręcał artretyzm”.

Zawsze zaznacz, jak taka osoba pokonuje swoją niepełnosprawność i w jaki sposób sobie mimo niej radzi.

Bądź dokładny – nie pisz „cierpiący z powodu…”, przecież nie wiesz, czy to prawda, nie zmierzysz cierpienia. Ludzie korzystający z wózków nie zawsze są do nich „przykuci”. „Pacjentem” jest się tylko w szpitalu albo w gabinecie. „Ofiara” kojarzy się z bezradnością. Padaczka wiąże się z „napadami”, a nie „atakiem”. Nie generalizuj i nie definiuj ludzi przez pryzmat schorzenia. Nie mów: „ślepi”, „chorzy na raka”. Pisząc „ludzie z niepełnosprawnościami”, a nie „niepełnosprawni”, zabierasz w tekście miejsce – ale zostawiasz przestrzeń na ludzi, nie na chorobę.

Rasa i kwestie etniczne. Poruszaj je tylko, gdy są niezbędne. Czyli: „Za właściwe uważa się podanie informacji, że kobieta, której grozi deportacja, jest Polką”, a „ofiara mowy nienawiści – Żydem”. Ale pisać, że osoba podejrzana o popełnienie przestępstwa jest danej narodowości lub koloru skóry – już nie należy. Nie akceptuje się sformułowań „23-letni Pakistańczyk podejrzewany o kradzież samochodu”.

Wypowiedzi osób pochodzących z mniejszości etnicznych, narodowych etc. nie powinny ograniczać się tylko do ilustrowania wydarzeń kulturalnych, napięć rasowych czy przestępczości. Podręcznik pokazuje, by nikogo nie wykluczać: „Tematy, które są ważne dla opinii publicznej, powinny być komentowane przez jak najbardziej różnorodne głosy”. Ale – o ile nie jest to niezbędne w danej historii – nie pisz „Kanadyjczyk polskiego” czy „jamajskiego pochodzenia” – bo Kanadyjczyk to Kanadyjczyk. Nie myśl, że należy wyjaśniać, na czym polega muzułmańska ceremonia religijna –
a rzymskokatolickiej mszy tłumaczyć nie trzeba. Uważaj z takimi słowami jak „egzotyczny” – co nowe i nieznane dla ciebie, dla kogoś innego może być dobrze znajome. Jak owoc, o którym piszesz. Widzisz go pierwszy raz w życiu, ale twój czytelnik być może w dzieciństwie jadał go na śniadanie. Nie zakładaj, że wiesz lepiej.

Na koniec: nie ma wytłumaczenia dla rasistowskich uwag – nie do zaakceptowania jest wymówka, że „to miał być tylko taki żart”.

Aborcja. Tu dosłownie kilka zdań, tylko tyle, ile być powinno. Ani grama więcej. Pisanie „obrońcy życia”, „środowiska prolife” sugeruje, że ich oponenci są przeciwko życiu. Dlatego podręcznik uczy, by „prolife” albo „prochoice” było używane tylko w cytatach, gdy tak określają się bohaterowie materiału. W tekście lepiej wykorzystać dokładne, ale neutralne określenia obydwu grup: „przeciwnicy aborcji” i „zwolennicy prawa do przerwania ciąży/aborcji”. Tylko tyle, aż tyle.

Seksizm. Płcie traktuj równo i bez stereotypów. Stan cywilny kobiety albo jej sytuacja rodzinna – czy jest panną, wdową, ma dzieci czy nie, musi mieć wyraźne znaczenie dla historii, by o nim pisać. „Zawsze zrób test: czy ta informacja byłaby wykorzystana, gdyby bohater czy rozmówca był mężczyzną?”. Do absolutnych wyjątków należą sytuacje, w których dopuszczalne jest ocenianie czyjegoś wyglądu, poprzez np. użycie sformułowania „atrakcyjna kobieta”, „ładnie zbudowany mężczyzna”. Pisz „kobiety” – nie „panie domu”.

Nie mierz ludzi swoją miarą, nie myśl stereotypami. „Nigdy nie zakładaj, że czeteroosobowa rodzina to mężczyzna, kobieta i dwoje ich dzieci. (…) Nie przyjmuj założenia, że każde małżeństwo to mężczyzna i kobieta”.

Orientacja seksualna. „Nie powinna być wzmiankowana, o ile nie jest niezbędnym elementem historii. (…) Używaj określenia „orientacja seksualna”, a nie „preferencja seksualna” – seksualności się nie wybiera”. Nie należy pisać o „gejowskim stylu życia”, sugerować, że osoby homoseksualne prowadzą nietypowy tryb życia – większość tego nie robi. Nie pisz: „przyznał się do bycia gejem”, bo to kojarzy się z czymś karalnym albo wstydliwym. Jeśli piszesz o parze, używaj słów, jakimi sami o sobie mówią: chłopak, dziewczyna, partner, mąż czy żona. Nie wybieraj za nich.

***

Czytam podręcznik „Canadian Press” jak klucz do kanadyjskiego sposobu patrzenia na świat. Wnioski z tego rozdziału są proste. Nie oceniaj, podchodź z szacunkiem, nie mierz swoją miarą. Nie wybieraj za innych.

Choć sytuacja na rynku mediów w Kanadzie także nie jest łatwa, dziennikarze cieszą się tu szacunkiem i zaufaniem. Mija rok dla prasy bardzo trudny, po obu stronach Atlantyku dyskutowano o rzetelności dziennikarstwa i roli mediów, także obrończej. Choć media same o sobie rzadko piszą, kilka dni temu dziennik „Globe and Mail” zamieścił wyjątkowy wstępniak.

Napisano w nim: „Bez norm i zasad, w których obronie stają dziennikarze – z zaangażowaniem, ale bezstronnie – bez tych norm społeczeństwo upadnie. Liberalna demokracja zależy od zdrowej, wolnej prasy, która przygląda się uważnie naszym coraz potężniejszym i bardziej skomplikowanym władzom”.

Tę myśl i życzenia samych dobrych wiadomości na 2017 rok zostawiam wszystkim Czytelnikom mego bloga. Życzę Państwu szczęśliwego Nowego Roku – i nowego roku!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 67

Dodaj komentarz »
  1. Szanowna Pani Joanno

    Musze pania zmartwic. Kryzys zawodu dziennikarza stal sie powszechny. Dziennikarze zmienili sie w politycznych agitatorow. Prawie wszyscy klamia i oklamuja swoich nielicznych dzieki internetowi czytelnikow. Pisanie prawdy jest niebezpieczne bo czytelnicy nie sa w stanie sie z nia pogodzic. To co pani pisze o kanadyjskiej poprawnosci to jest oczywiscie prawda wyrwana z kontekstu zycia ktore nie jest poprawne.

    Slawomirski

  2. Może czołowi bluzgacze z „Polityki” (zwłaszcza Celiński, Hartman, Szostkiewicz, Passent…) nieustannie posługujący się mową nienawiści wobec mających inne poglądy by przeczytali ten kanadyjski kodeks… Ale gdzie tam…

  3. Polityczna poprawność PP- po angielsku Political Correctness) – PC prowadzi do absurdów, takich jak np. nazywanie niedorozwiniętych umysłowo – „inteligentnymi inaczej”. Niestety, ale w Kanadzie działa, i to od lat, orwellowskie Ministerstwo Prawdy czyli w oryginale Ministry of Truth (in Newspeak, the ministry is known as Minitrue, zaś w nowomowie jako Miniprawd albo Prawdomin). 🙁

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Choć sytuacja na rynku mediów w Kanadzie także nie jest łatwa, dziennikarze cieszą się tu szacunkiem i zaufaniem”.

    Niestety, w Polsce dziennikarze szacunkiem i zaufaniem się nie ciszą. I całkiem słusznie, bo jak na czterdziesto-milionowy kraj należący do Unii Europejskiej i NATO, media mamy na poziomie bliskim dna.
    No, ale czego innego można spodziewać się po kraju, którego najlepsze uczelnie lokują się w piątej (ranking szanghajski) albo nawet szóstej (Times Higher Education World University Ranking) setce światowych rankingów, kultura wysoka już praktycznie nikogo nie interesuje a czytelnictwo książek jest bliskie zeru?

    Dlatego możemy sobie tylko pomarzyć o poziomie prasy np. niemieckiej.
    Albo o poziomie POLITYKI, FORUM, KULTURY, LITERATURY, TYGODNIKA POWSZECHNEGO, FILMU, FILMU NA ŚWIECIE, LITERATURY NA ŚWIECIE, DIALOGU czy ODRY z czasów PRL…

  6. Jeszcze o mediach w Polsce.

    Na weekendowym http://www.gazeta.pl mówi Elżbieta Zapendowska, najpopularniejsza nauczycielka śpiewu w Polsce:

    „Problem polega na tym, że wraz z końcem – słusznie minionej – epoki PRL-u odcięliśmy się również od rzeczy, które były w niej pozytywne. Weźmy choćby kronikę filmową, teatr telewizji czy właśnie muzykę popularną [dodajmy jeszcze do tego choćby Kabaret Starszych Panów, mnóstwo świetnych programów kulturalnych czy też doskonały repertuar filmowy, nie mówiąc już o wysokiej kulturze i klasie występujących w ówczesnej Telewizji Polskiej ludzi, np. Jana Suzina, Lucjana Kydryńskiego, Ireny Dziedzic, Adama Hanuszkiewicza, Zofii Kucówny, Wiktora Zina i setek innych – grzerysz]. Proste kucharki słuchały wówczas Osieckiej czy Młynarskiego, lubiły i rozumiały tę twórczość, która dziś uchodzi za trudną.
    Współczesne media doprowadziły do tego, że poziom intelektualny odbiorców znacznie się obniżył. Zaczął rządzić pieniądz. Myślę, że producenci sami zachęcają wykonawców: ”piszcie sami/same, będziecie więcej zarabiać”. Odpadają wówczas koszty związane z zatrudnianiem tekściarzy czy kompozytorów.
    Muzyka rozrywkowa w PRL-u charakteryzowała się zresztą również tym, że popularne wówczas wokalistki, takie jak Anna German, Krystyna Prońko czy Grażyna Łobaszewska, były rozpoznawalne już po pierwszych dźwiękach. Miały zarówno warsztat, jak i osobowość”.

    Tak, „proste kucharki słuchały wówczas Osieckiej czy Młynarskiego, lubiły i rozumiały tę twórczość, która dziś uchodzi za trudną”…
    „Proste kucharki” czytywały też w czasach PRL PRZEKRÓJ, który szczególnie za rządów w redakcji tego tygodnika Mariana Eilego (lata 1948-1969), prezentował doskonały poziom.

    Teraz polskie „elity” czytają, oglądają i słuchają rzeczy, których w czasach PRL wstydziłyby się „proste kucharki”…

  7. Nie jestem pewien, czy poprawi to poziom dziennikarstwa jako takiego. Na pewno go wyjalowi, sprowadzi do powtarzania wygodnych stereotypow, ktorych pelno w kanadyjskich mediach. Dominuje tu kronika wypadkow i sprawy lokalne. Kanadyjczycy niby zlozeni z wielu kultur i nacji rozumieja tyle swiata, co ich bracia Amerykanie. Ogolnie, nie sa tego swiata zbyt ciekawi.
    Poprawnosc polityczna uprawia sie rowniez w firmach, pouczajac ludzi jak zwracac sie do kogos z innej czesci swiata, co to sexual harassment, etc. Efektem jest to, ze ludzie zamykaja sie w waskich kregach, a rozmowy na zewnatrz sprowadzaja sie do „how are you” i wymaiany glupawych sztampowych uwag. Ten scisly kodeks postepowania to smiertelna bron w rekach niektorych manipulatorow, ktorzy posiedli sztuke jego uzytku na wlasna korzysc.
    Szczesliwego Nowego Roku dla Gospodyni bloga i wszystkich blogowiczow.

  8. O mediach i kulturze we współczesnej Polsce raz jeszcze.

    Z niedawnego wywiadu Doroty Wyżyńskiej z Janem Englertem:

    „– Publiczność też się zmieniła. Nie ma jednej publiczności, która by chodziła do konkretnego teatru. Nie ma co się oszukiwać, dziś ponad połowa widzów to są „zwiedzacze aktorów”. Chodzą do różnych teatrów, żeby zobaczyć gwiazdy, które znają z telewizji. Pierwsze pytanie w kasie brzmi: „A kto w tym gra?”, nie: „Kto reżyseruje?”. Wielu widzów przychodzi na spektakl, ale nie wie, kto go wyreżyserował”.

    Tak, „chodzą do różnych teatrów, żeby zobaczyć gwiazdy, które znają z telewizji”…
    A jakie obecnie „gwiazdy” występują w polskiej telewizji?

    Z niedawnego artykułu Tadeusza Sobolewskiego „Nie ma proroków w czasach twittera. Jerzy Illg o Andrieju Tarkowskim” (o książce „Zwierciadło. Andriej Tarkowski w rozmowie z Jerzym Illgiem i Leonardem Neugerem”, Znak, Kraków 2016):

    „Fellini, Bergman, Kurosawa, wczesny Herzog, Tarkowski: moja pierwsza piątka” – tak Jerzy Illg zaczyna opowieść o swojej „pięknej, sztokholmskiej przygodzie” – spotkaniu z Andriejem Tarkowskim”.

    Gdyby Kurosawę zamienić na Michelangelo Antonioniego a Herzoga postawić ex aequo z Robertem Bressonem i Luisem Buñuelem to byłaby i moja pierwsza piątka…

    Kto dzisiaj w Polsce ogląda ich filmy? Komu te nazwiska mówią cokolwiek?

  9. @PA2155
    31 grudnia o godz. 3:56

    „Nie jestem pewien, czy poprawi to poziom dziennikarstwa jako takiego”.

    Poziom dziennikarstwa jako takiego mógłby tylko poprawić popyt na poważne i ambitne dziennikarstwo ze strony społeczeństwa. W Polsce na to nie ma żadnych szans. Bardzo kiepskie uczelnie masowo produkują ćwierćinteligentów, którzy nie mają w tym względzie żadnych potrzeb. Nikogo w Polsce już nie obchodzą ambitne filmy, spektakle teatralne, książki. A więc nie ma też zapotrzebowania na poważną krytykę filmową, teatralną, literacką. Z drugiej strony, ze względu na mizerię naszej twórczości filmowej, teatralnej i literackiej, nieliczni już bardzo krytycy na jakim takim poziomie odchodzą z zawodu, bo nie mają o czym pisać…

    Gdzie te czasy gdy dyskutowano miesiącami w prasie i telewizji filmy Wajdy, Munka, Hasa, Skolimowskiego, Kawalerowicza, Konwickiego czy Zanussiego albo spektakle teatralne Swinarskiego, Grotowskiego, Kantora, Wajdy, Axera, Jarockiego, Grzegorzewskiego czy Hanuszkiewicza? I te dyskusje – a przede wszystkim te filmy i przedstawienia – interesowały miliony.

    Było o czym pisać, było komu i gdzie o tym pisać na doskonałym poziomie i było komu ze zrozumieniem i zainteresowaniem o tym czytać…

  10. @PA2155
    31 grudnia o godz. 3:56

    „Kanadyjczycy niby zlozeni z wielu kultur i nacji rozumieja tyle swiata, co ich bracia Amerykanie”.

    „ich bracia Amerykanie” mają jednak ze dwadzieścia pięć albo i nawet trzydzieści uczelni na doskonałym poziomie, z czego kilka to absolutna światowa czołówka.
    W USA wychodzi też sporo pism na świetnym poziomie, które jednak mają – nawet biorąc pod uwagę liczbę ludności w Stanach Zjednoczonych – wysokie nakłady: THE NEW YORKER, THE NEW YORK REVIEW OF BOOKS, THE ATLANTIC, FOREIGN AFFAIRS, FOREIGN POLICY – wymieniam tylko te, które czytam od wielu lat albo czytałem przez dłuższy okres czasu. Oczywiście nawet nie wspominam tu o licznych a wybitnych niszowych wydawnictwach – mających jednak kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy nakładu – w rodzaju LAPHAM’S QUARTERLY. Nie wspominam również o popularnych tygodnikach informacyjnych typu TIME czy NEWSWEEK mających obecnie łącznie ponad 5 milionów egzemplarzy nakładu.

    Tak więc „braćmi Amerykanami” bym się nie przejmował – mają oni doskonałe elity, wybitne uczelnie, świetne czasopisma, innowacyjną gospodarkę i ciągły dopływ utalentowanej świeżej krwi z całego świata.
    Co innego u nas – uczelnie podłe, czytać nie ma czego,innowacyjność zerowa a o elitach – szczególnie politycznych – nie ma nawet co mówić. Wystarczy posłuchać śpiewu posłanki Joanny Muchy…

  11. grzerysz – 31 grudnia o godz. 12:57
    NIE na temat.

  12. @ grzerysz,

    „..mają oni doskonałe elity..” „…świetne czasopisma…”

    Wszystko to moze byc prawda. Radze jednak siegnac do ksiazki „Manufacturing Consent” by zauwazyc, ze nic nie jest proste i oczywiste i.e. owe swietne czsopisma moga byc czescia systemu propagandy. Ksiazka jest dosyc stara bo wydana w 1988 roku ale nic nie stracila na aktualnosci.
    Polecam ja rowniez Autorce jako istotny dodatek do lektury „Canadian Press”. Moja uwaga jest taka, ze w momencie, gdy zaczyna sie sterowany dobor slow, zmierzamy sie z niebezpieczenstwem udzialu w zamierzeniu propagandowym, nawet jesli takie nie sa intencje piszacego.

    Pozdrawiam

  13. PA2155 – 31 grudnia o godz. 3:56
    Pełna zgoda! Polityczna poprawność, kontrolowana na tzw. Zachodzie przez globalne, ponadnarodowe Ministerstwo Prawdy, a którą tak dobrze znam z Australii i USA oraz Niemiec, na pewno nie tylko wyjaławia dziennikarstwo i sprowadza je do powtarzania wygodnych stereotypów, których pełno jest dziś zarówno w australijskich czy amerykańskich jak też i niemieckich czy też kanadyjskich mediach (dominuje tam głównie kronika kryminalna, ale bez podania narodowości przestępców oraz drugo- oraz trzecio-rzędne sprawy lokalne), ale prze wszystkim oparta jest na kłamstwie, czyli na pisaniu nie tego, co dziennikarz myśli, ale to, co on powinien myśleć, a co jest mu z góry narzucane przez rządzące od lat Zachodem elity, pod groźba utraty pracy a więc też i źródła utrzymania.
    I zgoda – Kanadyjczycy, tak samo jak Amerykanie i Australijczycy czy nawet dziś i Niemcy, są niby złożeni z wielu kultur i nacji, ale niewiele oni rozumieją oni ze świata. Ogólnie, nie są tego świata zbyt ciekawi – np. pamiętam doskonale z mego pobytu w USA, że największe dzienniki w stanie Minnesota w dziale zagranicznym umieszczały praktycznie tylko informacje z sąsiedniej Kanady, trochę z Meksyku (nielegalna imigracja, przemyt narkotyków etc.) a czasem tylko coś z UK albo Irlandii. Resztą świata dla nich praktycznie nie istniała, do tego stopnia, że potomkowie imigrantów z Norwegii i Szwecji nie mieli pojęcia, że średni standard życia jest w ich „starych” krajach wyższy niż w USA.
    I zgoda – poprawność polityczna uprawia się na Zachodzie również w prywatnych firmach, pouczając tam pracowników, jak zwracać się do kogoś z innej części świata, co to jest tzw. sexual harassment czy też tzw. racial stereotyping, etc. Efektem tego jest zaś to, że ludzie boją się tam rozmawiać z ludźmi z innych kultur czy nawet odmiennej płci, że zamykają się oni w wąskich, na ogół rodzinnych kręgach, a rozmowy z osobami „na zewnatrz” sprowadzają się do stereotypowego „how are you” i wymiany głupawych wręcz, sztampowych uwag na temat pogody i sportu (Australia to krykiet i tamtejsza jajowata piłka kopana, Kanada zapewne hokej na lodzie). Ten ścisły kodeks postępowania to jest jednak śmiertelna wręcz broń w rekach licznych a wpływowych manipulatorów, którzy posiedli sztukę jego użytku na własną korzyść. Niestety, ale najgorszą formą cenzury jest autocenzura, czyli takie zjawisko, że dziś na Zachodzie ludzie boją się powiedzieć, a na pewno już napisać to, co oni na prawdę myślą. Dystopijne proroctwo Orwella „1984” się więc sprawdziło, i to w jeszcze gorszej postaci niż on się tego spodziewał, skoro cenzuruje się dziś już nie tylko wypowiedzi, jak za czasów tzw. komuny, ale także i nasze myśli i to dobrowolnie, z samego tylko strachu np. utraty pracy, a bez bezpośredniej interwencji cenzora. 🙁
    Niemniej Szczęśliwego Nowego Roku dla Gospodyni bloga i dla wszystkich blogowiczów, niezależnie od ich poglądów.

  14. grzerysz – 31 grudnia o godz. 9:42
    Poziom dziennikarstwa obniżył się na całym świecie po upadku ZSRR, jako że znikła wtedy konkurencja w postaci doskonale redagowanych pism wychodzących w tzw. Bloku Wschodnim, w tym szczególnie w Polsce. Dziś ponad 90% dzienników, tygodników czy miesięczników zajmujących się szeroko rozumianą polityką i kultura w wąskim zrozumieniu tego słowa (czyli przykładowo literaturą, muzyką, malarstwem czy rzeźbiarstwem a także teatrem, operą czy kinem) jest finansowana przez wielki ponadnarodowy, zachodni kapitał, a więc dziennikarze piszący do tych periodyków „tańczą” tak jak im zagrają posiadacze tych periodyków, na zasadzie „he who pays the piper calls the tune” („kto płaci kobziarzowi, ten wybiera melodię, którą kobziarz zagra”). Stąd też wielkonakładowe periodyki amerykańskie, australijskie czy kanadyjskie reprezentują tylko i wyłącznie (neo)liberalną ideologię, z jej bezkrytyczną afirmacją kapitalizmu jako systemu ponadczasowego i „jedynie słusznego” a więc będącego ponad wszelaką krytyką. Niestety, ale Pani Gospodyni tego blogu doskonale wtopiła się w ten „mainstreamowy” nurt zachodniego dziennikarstwa, jako że tylko „płynąc” w nim dziennikarz ma dziś realną szansą cokolwiek zarobić ze swego pisania. Ale pamiętajmy, że wszystko ma w kapitalizmie swą cenę, a więc przynależność do tego nurtu pociąga też za sobą obowiązek cenury swoich własnych wypowiedzi a nawet i myśli, czyli obowiązek bycia bycia PP (politycznie prawnym), a więc nie pozwala dziennikarzom na pisanie prawdy o otaczającym nas świecie. Za czasów PRL-u mówiło się, że prasa kłamie i nic pod tym względem nie zmieniło się na lepsze od tego czasu. 🙁

  15. grzerysz:
    Troche porownujesz gruszki z jablkami. 🙂
    Fenomenon amerykanski z oswiata polega na tym, ze tzw. oswiata podstawowa jest beznadziejna, duzo gorsza od polskiej, poziom undergraduate- taki sobie, nawet na Harvardzie. Poziom swiatowy zaczyna sie od tzw. graduate schools, tzn. studiow doktoranckich, medycyny i prawa, te dwa ostatnie kierunki mozna studiowac po zaliczeniu normalnych studiow. Trudno sie na nie dostac, bo sa elitarne, ale daja dobrze platny zawod. Wielu ludzi z tzw. Europy Wsch. probowalo dostac sie na medycyne (poniewaz studia sa etapowe z egzaminem po kazdym roku) i nie byli oni gorsi od Amerykanow, powiedzialbym, ze lepsi. W tzw. badaniach naukowych tez dominuja nie-Amerykanie, zwlaszcza w naukach scislych. Jest kilku Amerykanow, ale po slabej szkole sredniej i zadnym, wybiorczym „undergraduate” (z chemii, ktora jest moja specjalnoscia- niektorzy nie wiedza co to fizyka, matematyka wyzsza, chemia fizyczna, wyzsza chemia organiczna i wiele innych przedmiotow, ktore trzeba bylo zaliczyc na studiach w moim czasie) trudno nadgonic zaleglosci, nawet, gdy ma sie w laboratorium sprzet klasy swiatowej i mentora z Noblem.
    Nie mowmy o czasopismach. To jest strefa jez. angielskiego i zasieg tych czasopism przekracza (tak jak i ksiazki) granice amerykanskie. Nawet niszowy tytul moze jakos przetrwac. Porownujac Kanade z USA, to ta pierwsza nie ma praktycznie zadnego takiego czasopisma, tylko magazyny dla ludu (tez czesto amerykanskie). Podobnie z uczelniami. Univ. of Toronto, flagship nauki kanadyjskiej ma 10-krotnie mniejszy budzet na nauke (ca. 1 mld dolarow) niz, w sumie prowincjonalny, Univ. of Michigan w Ann Arbor. Do Harvardu lub Yale duzo mu jeszcze brakuje. W przeciwienstwie do tzw. oswiaty podstawowej uczelnie amerykanskie maja lepsza prase i moga liczyc na lepsze pieniadze. A to pieniadze buduja poziom uniwersytetu, jego zaplecze naukowe, biblioteke i wiele innych rzeczy.
    Ale jak ogladam zainteresowanie przecietnego Amerykanina przez pryzmat codziennej telewizji, to jest to koszmar.
    O stanie uczelni polskich nie wypowiadam sie. W 1989 r. wybrano pewna opcje, ktora sie realizuje.

  16. grzerysz:
    „Co innego u nas – uczelnie podłe, czytać nie ma czego,innowacyjność zerowa a o elitach – szczególnie politycznych – nie ma nawet co mówić. Wystarczy posłuchać śpiewu posłanki Joanny Muchy…”
    Nie wiem, czy chcialbys za przywodce sen. Teda Cruza lub Lindseya Grahama? Ich wiedza o swiecie to jest zero absolutne, oparta na Biblii i stereotypach. Posluchaj nawet Johna Kerry’ego lub Hilary Clinton, jaka oni maja wizje polityki zagranicznej. A to top intelektualny amerykanskiej elity politycznej.

  17. PA2155 – 1 stycznia o godz. 18:13
    Pani Clinton nie ma w zasadzie pojęcia o niczym. Ona się zna, jak każdy amerykański prawnik, na amerykańskim prawie i też nie za dobrze, skoro wybrała karierę polityczną a nie prawniczą.

  18. PA2155 – 1 stycznia o godz. 17:49
    1. Zgoda co do poziomu amerykańskich uniwersytetów. Dodałbym, że większość z nich, czyli prowincjonalne uczelnie wyższe dla tzw. undergraduates czyli tzw. kolegia (colleges) ma poziom taki jak w Polsce jak nawet nie gorszy i że błędem jest patrzenie na poziom amerykańskich uniwersytetów przez poziom najlepszych kursów dla tzw. postagraduates na najlepszych, elitarnych wyższych uczelniach typu MIT, Harvardu czy Yale. To jest tak, jakby napisać że Polacy są doskonałymi skoczkami narciarskimi gdyż mieliśmy (nomen omen) Fortunę i Małysza, a mamy dziś Stocha, Żyłę, Kota i Kubackiego plus Hulę i paru innych skoczków najwyższej światowej klasy, ale obserwując (bardzo zresztą udane) mistrzostwa Polski w Zakopanem w tej dyscyplinie sportu zauważyłem, jak wielki dystans dzieli ich od reszty polskiej czołówki (bo przecież na tym mistrzostwach występowała praktycznie cała polska czołówka skoczków narciarskich). Po prostu popełniamy zawsze błąd oceniając dany kraj na podstawie jego najlepszych osiągnięć, a nie na podstawie znajomości całego zjawiska – tu konkretnie poziomu większości amerykańskich wyższych uczelni.
    2.1. Tak – pieniądze budują poziom uniwersytetu, jego zaplecze naukowe, bibliotekę i wiele innych rzeczy. Stad też UJ czy UW nie mają szansy bycia w rankingach już nie tylko na poziomie Oxbridge, MIT, Harvardu czy Yale, ale nawet University of Toronto czy też University of Melbourne, gdyż są one (UW i UJ) po prostu za małe, mają za mały budżet, jako że nie mają one w swoim w składzie ani wydziałów inżynierskich, które nota bene w Krakowie rozrzucone są pomiędzy AGH i Politechnikę, ani też, jak np. w Warszawie, wydziałów medycznych, które na ogół bardzo podnoszą poziom uniwersytetu, ponieważ z defincji wymagają one dużych nakładów finansowych, jako że historyka, filologa, filozofa czy nawet ekonomistę można wykształcić przy pomocy samej tylko biblioteki, to wykształcenie lekarza wymaga coraz to droższych laboratoriów oraz klinik.
    3. Tak, zainteresowania przeciętnego Amerykanina, Kanadyjczyka czy Australijczyka a nawet Brytyjczyka czy Niemca, widziane przez pryzmat popularnej telewizji czy prasy, to jest to koszmar. Ale podobnie jest przecież dziś i w Polsce (Polsat czy też Fakt).
    4. Stan wyższych uczelni polskich – tak, w roku 1989 wybrano dla nas na Zachodzie pewną opcję, która się realizuje, a polega ona na tym, że zdaniem rządzących nami, Polakom nie są potrzebne wysokie kwalifikacje, jako że w wyniku tzw. transformacji a la Balcerowicz, Polska miała zostać i została ona typową wręcz republiką bananową, z gospodarką kompradorską, czyli gospodarką typową dla koloni, półkolonii oraz różnego rodzaju protektoratów, gospodarką w której lokalny kapitał jest bardzo słaby, a więc faktyczne rządy sprawuje w nich kapitał obcy, na ogół z tak zwanej metropolii, czyli z mocarstw kolonialnych. W przypadku Polski jest to znów, tak jak przed wojną (czyli w II RP), głównie kapitał niemiecki i amerykański. Taki kapitał jest oczywiście zainteresowany w ograniczonym rozwoju swych kolonii, półkolonii i protektoratów (tu konkretnie Polski), ale tylko w takim rozwoju, który nie zagraża monopolistycznej i hegemonistycznej pozycji metropolii (tu głównie Niemiec i USA). Stąd też w koloniach, półkoloniach i protektoratach zachodniego kapitału, takich jak dzisiejsza Polska pod rządami PiSu, a wcześniej także PO-PSL i SLD, rozwija się w zasadzie tylko rolnictwo i górnictwo (jeśli ono wydaje się być opłacalne) oraz infrastrukturę, n.p. transportową a także niektóre (na ogół „low tech”, czyli „niskiej technologii”), wysoko pracochłonne a mało kapitałochłonne gałęzie przemysłu przetwórczego (n.p. meblowy, odzieżowy czy spożywczy) oraz montownie n.p. samochodów, wagonów, pralek, lodówek etc., ale już biura konstrukcyjne lokuje się, z oczywistych powodów, w metropolii, co oznacza, że Polskę w zsadzi nie są potrzebni inżynierowie, fizycy czy chemicy, a najwyżej, jak w krajach III świata, prawnicy i lekarze do obsługi nielicznych przecież elit, których stać jest na lekarza czy prawnika. Tak więc kryzys w polskiej edukacji wynika przede wszystkim z tego, że brakuje na nią pieniędzy (ale nie brakuje na wojsko, policje jawne i tajne oraz na kościół rzymski), a jeśli chodzi o szkolnictwo wyższe, to problemem jest tu głównie jego nadmierne upowszechnienie, przez co spadła drastycznie jego jakość. A upowszechniono je tylko po to, aby uczelnie wyższe, które dziś są już niemalże w każdej gminie, stały się fabryką i przechowalnią młodych bezrobotnych, dla których od roku 1990 chronicznie przecież brakuje w Polsce miejsc pracy.
    Pozdrawiam!

  19. vandermerwe
    1 stycznia o godz. 16:37
    TAK!

  20. @vandermerwe
    1 stycznia o godz. 16:37

    „swietne czsopisma moga byc czescia systemu propagandy”.

    Ależ oczywiście, że tak.
    Zwracam więc uwagę, że wysoki poziom czasopisma a jego linia polityczna czy też generalnie światopoglądowa to dwie różne sprawy.
    W czasach PRL tygodnik POLITYKA był ozdobiony hasłem „proletariusze wszystkich krajów, łączcie się”.
    Nie przeszkadzało to zupełnie, że w latach 1960. i 1970. (a przynajmniej do połowy lat 1970.) stał na doskonałym poziomie a jego zespół dziennikarski był wyborny.
    Taki dział kultury to było mistrzostwo świata – np. recenzje teatralne pisali Konstanty Puzyna, a po nim Marta Fik. Teraz o takich recenzentach (i o takim teatrze) możemy tylko pomarzyć…
    Tygodnik THE ECONOMIST reprezentuje ideologię neoliberalną, której nie jestem – mówiąc delikatnie – specjalnym fanem. Ale prenumeruję to pismo bo znajduje tam sporo świetnych tekstów i mnóstwo cennych i ciekawych informacji z całego świata.

  21. @PA2155
    1 stycznia o godz. 17:49

    „poziom undergraduate- taki sobie, nawet na Harvardzie. Poziom swiatowy zaczyna sie od tzw. graduate schools, tzn. studiow doktoranckich”.

    Nieprawda. Poziom światowy – na Harvardzie i co najmniej kilku innych uczelniach (Stanford, UC Berkeley, Princeton, Yale, Columbia, Chicago, Cornell, MIT, Caltech) – zaczyna się już na poziomie undergraduate.
    Zresztą na niektórych zajęciach można spotkać i studentów poziomu undergraduate jak i graduate – i to zarówno tych, którzy zamierzają się zadowolić MA jak i tych mierzących w PhD.

  22. @PA2155
    1 stycznia o godz. 18:13

    „Nie wiem, czy chcialbys za przywodce sen. Teda Cruza lub Lindseya Grahama…”

    Ale zdecydowanie chciałbym np. Henry Kissingera.

  23. Coś takiego?Swiat zszedł na psy.To już okres siermiężnego PRL był bardziej światły od obecnego?No tak np.młodzież kiedyś to była na poziomie a teraz to jej „słoma z butów wychodzi”.Myślę,że świat się „zawiesił” jak po upadku Cesarstwa Rzymskiego.Idzie nowe.Nikt jeszcze nie wie jakie.Na nasze wysublimowane rozważania mało kto będzie zwracał uwagęPytanie jakie będą tego koszty.

  24. I jeszcze o politycznej poprawności:
    Otóż Stanisław Lem w „Dziennikach gwiazdowych”, a dokładniej w Podróży 24 Ijona Tichego opisał, jak to problem z narastającym bezrobociem technologicznym „rozwiązano” na planecie (nomen omen) Indiotów budując tam w pełni automatyczną machinę zwaną DUPA (Dobrowolny Upowszechniacz Porządku Absolutnego), która przerabiała owych Indiotów, na początku Proletariuszy zwanych tam „Tyrałami”, a zbędnymi przecież po całkowitym zautomatyzowaniu przemysłu, rolnictwa, handlu oraz innych usług na ich planecie, na lśniące krążki, którymi wykładano w estetyczne wzory reprezentacyjne place i ulice ich planety. Pod koniec, kiedy zabrakło już bezrobotnych Proletariuszy czyli Tyrałów, owa DUPA wzięła się za ocalałych początkowo z tego zmechanizowanego pogromu kapitalistów, nazywanych tam „Dostojnymi”.
    Ciekawe, że ulubiony lemolog Lema, czyli prof. Jerzy Jarzębski z UJ, komentując dla zbiorowego wydania dzieł Lema (Interart, Warszawa, 1994) „Dzienniki gwiazdowe” a więc też i tę podróż, napisał, że to był błąd albo celowe przekręcenie kapitalistycznej rzeczywistości przez Lema, jako że, zdaniem Jarzębskiego (nota bene polonisty a nie ekonomisty) współczesny kapitalizm dawno temu rozwiązał problem bezrobocia. Cytuję: „Lem napisał swe Dzienniki z niebywałą zręcznością. Trzeba było ostatecznie zmylić cenzora — szczególnie w stalinowskich czasach dociekliwego — i napisać coś, co dałoby się odczytywać na dwa sposoby. Najlepiej widać to w Podróży dwudziestej czwartej, która na powierzchni jest kpiną z rzekomo (sic) nieuchronnych ekonomicznych sprzeczności rozsadzających kapitalistyczne demokracje. Autor ostentacyjnie pomija oczywisty fakt, że owe sprzeczności dawno już zostały na Zachodzie rozwiązane (sic). Jego niby-Ameryka nic nie wie o idei welfare state, próbuje się za to leczyć całkiem po sowiecku — przez wprowadzenie „absolutnego porządku”, a jej mechaniczny władca nie umie wyobrazić go sobie inaczej, jak w postaci deseniu układanego na polach z obywateli przerobionych w standardowe krążki. Istny „żywy obraz” z moskiewskiego czy pekińskiego stadionu!” – Jerzy Jarzębski „Spór między Munchhausenem a Guliwerem” (napisane w okolicach roku 1994) – link poniżej:
    http://solaris.lem.pl/ksiazki/beletrystyka/dzienniki-gwiazdowe/67-poslowie-dzienniki
    Jak widać, kiedy nawet dobry polonista bierze się za ekonomię i politykę, to popełnia on kardynalne wręcz błędy, tyle że nie tragiczne, a wręcz tragikomiczne, jako że myli on welfare state, czyli tzw. państwo dobrobytu z likwidacją bezrobocia, nie wiedząc w swej naiwności ducha i braku nawet elementarnej wiedzy z dziedziny ekonomii i politologii, że welfare state nie jest w stanie zwalczyć przyczyn bezrobocia, a tylko może złagodzić niektóre jego skutki, że „leczenie” nieuchronnego przecież w kapitalizmie bezrobocia koniunkturalnego (cyklicznego) a szczególnie zaś technologicznego poprzez zasiłki dla bezrobotnych, nawet tak wysokie jak w najbogatszych państwach kapitalistycznych w najlepszych ich latach, czyli z grubsza w latach 1950., 1960. i 1970, jest tak samo nieskuteczne, jak leczenie nowotworów złośliwych (czyli tzw. raka) środkami znieczulającymi, w tym nawet tak silnymi jak n.p. morfina, że to jest tylko maskowanie objawów, a nie leczenie choroby toczącej dany organizm – czy to raka toczącego organizm ludzki, czy też bezrobocia toczącego społeczeństwa kapitalistyczne. Pomijam tu już to, że owo umiłowanie do estetycznych deseniów cechuje także reżymy kapitalistyczne – nie tylko III Rzeszy Hitlera czy Italii Mussoliniego a nawet i USA czy Francji – wystarczy popatrzeć na plan Waszyngtonu albo na zdjęcia lotnicze stolicy USA czy też podobnie spojrzeć na śródmieście Paryża, radykalnie przebudowane za czasów Napoleona III, aby ułatwić policji rozbijanie robotniczych manifestacji, poprzez likwidację wąskich uliczek i zastąpienie ich szerokimi, prostymi bulwarami, jakże idealnymi dla szarży dawniej kawalerii a dziś samochodów z armatkami wodnymi na obywateli protestujących przeciwko nadużyciom władzy.
    A teraz najważniejsze: Co więcej, sam Lem, obawiając się negatywnego przyjęcia tej podróży w USA, odradzał swojemu tłumaczowi, czyli M. Kandlowi, przetłumaczenie tej podróży (patrz „Sława i fortuna. Listy do Michaela Kandla”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013). Niemniej Kandel przetłumaczył tę podróż, tyle że z Indiotów zrobił on Głupaków czyli Phools, aby nie obrazić Indian i Indusów (amerykańska polityczna poprawność, dochodząca obecnie do szczytów absurdu). Anglojęzyczna Wikipedia, aby uniknąć krytyki kapitalizmu, tak oto streściła tę podróż, usuwając z niej wszelakie aluzje do kapitalizmu: „Elsewhere Tichy meets a race of aliens (called “Indioci” in the Polish original, “Phools” in the English translation) who, desiring perfect harmony in their lives, entrust themselves to a machine which converts them into shiny discs to be arranged in pleasant patterns across their planet.” (Wikipedia, hasło Ijon Tichy).
    Pozdrawiam
    LK

  25. @ grzerysz,

    „Zwracam więc uwagę, że wysoki poziom czasopisma a jego linia polityczna czy też generalnie światopoglądowa to dwie różne sprawy.”

    Z tym nie mam problemu, to sa sprawy oczywiste. Rzecz polega na tym jak przedstawiamy otaczajaca nas rzeczywistosc. Biezacym, dobrym przykladem jest opis wydarzen w Syrii, napiecia polityczne Wschod -Zachod oraz wybory prezdenckie w USA ze szczegolnym uwzglednieniem opisu glownych kandydatow. Mozna sie zastanowic czy przekaz pism tzw. „wysokiego poziomu” jest wysokiego poziomu. Moim zdaniem, w powyzszych sprawach zblizyl sie
    do poziomu zwyklych „brukowcow”, gdzie plotki, pomowienia ( czasami nawet poslugiwanie sie klamstwem), wybiorczy dobor informacji i przedstawianie domnieman jako faktow stalo sie waluta obiegowa.
    To rodzi pytanie, czy media glownego nurtu nie staly sie „his master’s voice”, gdzie w roli „pana” wystepuja elity polityczne. Jesli tak sie stalo to trudno mowic i pisac o wysokim poziomie. Pani Gierak-Onoszko daje ciekawy przyklad, gdzie w oficjalnej publikacji jest cala instrukcja jak nalezy lub nie nalezy pisac, jakich slow uzywac lub nie. Jest to posredni sposob oddzialywania na media jak i szeroka publicznosc – sila rzeczy musi miec wplyw na poziom z czego nie zdajemy sobie sprawy.

    Pozdrawiam

  26. @jakowalski
    Panie Keller, pana slowotok jest bardzo meczacy, ale go skomentuje,bo dotyczy jednego z moich ulubionych opowiadan Lema.
    Kandel przetlumaczyl ‚Indiotow’ na ‚Phools’ nie z powodu politycznej poprawnosci,tylko dlatego,ze slowo ‚indiota’ czytelnikowi anglojezycznemu nie skojarzy sie absolutnie z niczym, natomiast ‚Phool’ i ‚fool’ to homofony.
    Lem (jak na wizjonera przystalo) opisal w tej podrozy zarowno zjawisko bezrobocia technologicznego, jak i doktrynalnego kapitalizmu, czy wrecz neoliberalizmu. Wraz z postepem robotyzacji i automatyki praca fizyczna staje sie zbedna i ogromna rzesza ludzkosci moze w przyszlosci nie znalezc zadnego zatrudnienia.’Welfare state’ jest rozwiazaniem tego problemu: po prostu tym bezrobotnym rzeszom bedzie sie wyplacac dozywotnie zasilki. Pomysl nie jest nowy, praktywowano go juz w starozytnym Rzymie, rozdajac bezrolnym proletariuszom darmowe dzialy zboza.Alisci doktryna neoliberalna glosi, ze owe masy beda musialy umrzec z glodu, no bo skoro nie ma dla nich pracy..Niestety,ideologia Indiotow jest obecnie bardzo popularna zarowno wsrod polskich ,jak i zachodnich elit, wiec nie jest powiedziane,ze jakis Balcerowicz czy dyrektor MFW nie zbuduje nam w przyszlosci podobnej machiny jak DUPA..

  27. Carbon Tax

    Jakakolwiek krytyka carbon tax spotyka sie z kontrkrytyka liberalnych demagodow. Fakty i naukowe rozumowanie zostaly zepchniete na bok przez religie globalnego ocieplenia. Kaplanami tej religii sa politycy wykorzystujacy glupote ludzi dla swoich celow. Dziennikarze nie staj w obronie wykorzystywanych obywateli. Komu sa potrzebni tacy dziennikarze?

    Slawomirski

    Slawomirski

  28. Czytam i czytam te komentarze „frequent fliers” o tym czego nie wie Hillary Clinton albo John Kerry, o tym ze dobrze jest nazywac ludzi debilami zamiast uposledzonymi albo o tym, jak okropny jest poziom szkol w USA – i mysle sobie, ze choc ich wypowiedzi sa nie na temat, mamy do czynienia z wszystkowiedzacymi geniuszami.

    Skromne to cale towarzystwo. Czapki z glow, panie i panowie!

  29. Sz. P. Gierak-Onoszko,
    Konstytucja Kanady zawiera odpowiednik amerykańskiego First Amendment który jasno określa fundamentalne prawa do wolności wypowiedzi, jej formy, etc. Zatem, wszelkie ograniczanie jakimiś wytycznymi są niezgodne z konstytucja. Komuś tam w Kanadzie brak „balls” by zaskarżyć ten nonsens w sądzie konstytucyjnym. W USA są nie do pomyślenia takie „wytyczne” dla mediów. W TV (nawet w PBS) jest mnóstwo seriali, programów z językiem „niepoprawnym”, podobnie jest z filmami i z prasa. To że NYT pisze „poprawnie” nie oznacza, że National Review też ma tak to robić.
    I ja mam swój skromny udział w słowniku poprawnym politycznie:
    „vertically challenged” – to osoby typu Tyrion Lannister znanego też jako „the Halfman”
    „horizontally challenged” – to tacy i takie których jest łatwiej przeskoczyć niż obejść.
    Do Kanady lubię wpadać z dwóch powodów; polowań w Alberta i kilku knajp.

  30. PA (transcriptional regulator?);
    „Nie wiem, czy chcialbys za przywodce sen. Teda Cruza lub Lindseya Grahama? Ich wiedza o swiecie to jest zero absolutne, oparta na Biblii i stereotypach.”
    Ciekawi mnie PA, czy kiedykolwiek miałeś okazję posłuchać T. Cruz wykładu (lecture) na temat US Constitution, US Supreme Court ruling ? Gościu jest po Princeton i Harvard (magna cum laude, editor Harvard Law Review), tyrał jako law clerk w US Supreme Court u samego W. Rehnquist. T. Cruz’s IQ is off the charts, a jakie jest twoje, hmm…?
    Czy cała twoja wiedza opiera się na TV snippets ?
    Czy słuchałeś co ma do powiedzenia L. Graham, J. Kerry dłużej niż 30 sec.? I don’t think so.
    Całe pojęcie o USA zamknąłeś w, cyt.; „Ale jak ogladam zainteresowanie przecietnego Amerykanina przez pryzmat codziennej telewizji, to jest to koszmar.” Nic tylko pogratulować.
    I dalej PA; „Fenomenon amerykanski z oswiata polega na tym, ze tzw. oswiata podstawowa jest beznadziejna, duzo gorsza od polskiej, poziom undergraduate- taki sobie, nawet na Harvardzie.”
    Takiego cytatu to by sam tovarisch Kagan się nie powstydził.
    „poziom undergraduate- taki sobie, nawet na Harvardzie.”
    Czy ty jesteś pewien, że piszesz o Harvard Univ. a nie o Howard Univ.? „Taki sobie” Seriously?
    Czy po Princeton Univ. wychodzi się z „zawodem” czy z licencją na karierę ? MIT to nie zawodówka która dyplomuje „elektryków-teoretyków” – tylko w peerelu takich „kształcono”.
    Czy wogóle wiesz jakie są kryteria przyjęć do Ivy League i do wszystkich innych uczelni w USA ?
    Tam nie wystarcza excellent SAT score, ważniejszym jest, czy kandydat to materiałem na lidera, czy był np. Eagle Scout, jakim jest wobec otoczenia, czy jest ochotnikiem w organizacjach pomagających innym, etc. Każdej uczelni zależy by mieć najlepszych u siebie, a ci najlepsi jak nie mają $$$ – studiują tuition free. Studia na Princeton Univ. kosztują około $60 tys. rocznie (with room & board), wystarczy przespacerować się przez campus by zauważyć jak dużo jest tam stypendystów.
    Ivy Leaque (i nie tylko) jest coraz bardziej PC, ale matoły ciągle wstępu nie mają, bez względu na rasę i kieszeń. Tylko community colleges biorą jak leci, ale i tam tylko od studenta zależy co z sobą zrobi, bo faculty nawet tam bije na łeb profesorów UJ wygłupiających się na blogach. Univ. of Michigan – „sumie prowincjonalny”. Prowincjonalny piszesz, ano popatrzmy; 45 tys. studiujących, Endowment- blisko 11 miliardów a jego alumni to m.in. prez. Ford plus setki polityków stanowych i federalnych, światowej klasy pisarze (Arthur Miller), TV personalities (Mike Wallace), nie zapomnij o Larry Page dzięki któremu możesz „googlować” i wygłupiać się internetowo.
    Skąd to wiem ? Mają tam wydział który mnie interesował, ale wybrałem cósik o „notch higher”.

  31. @maciekplacek – oczywiście, że prasa i telewizja wybierają swój język i swoją narrację. przygotowany przeze mnie tekst pokazuje rekomendację Kanadyjskiej Agencji Prasowej, która chce zachowywać najwyższe standardy obiektywizmu. to wzorzec, a przecież nie ma tu urawniłowki. i ten kanon nie oznacza, że wszystkie media (a tym bardziej ich użytkownicy) będą mówić zgodnie z tymi zasadami. a jednak moją uwagę zwraca, że większość mediów i wiele firm szukających ludzi do pracy w działach komunikacji, kontaktów z klientem, etc. wymaga znajomości tych standardów. swoją drogą, niesamowite, jak multikulturowe, bardzo niehomogeniczne społeczeństwo jest odzwierciedlone w tym języku. pozdrowienia!

  32. Joanna Gierak-Onoszko – 5 stycznia o godz. 3:22
    Te standardy, o których Pani tu pisze, są jednak z definicji rasistowskie, jako że uwzględniają one pochodzenie etniczne i rasę osób, o których się pisze czy mówi w kanadyjskich mediach, a to oznacza przecież de facto segregację rasową. Doświadczyłem tego w Australii, gdzie z racji mojego polskiego pochodzenia chciano mnie za wszelką cenę zaliczyć do tzw. etników, a co poskutkowało tym, że zrozumiałem, że nigdy nie będę zaakceptowany w tym kraju przez dominująca tam anglosaską większość jako prawdziwy Australijczyk.

  33. Maciekplacek – 4 stycznia o godz. 16:41
    Naucz się może od nowa polskiego (angielskiego przecież ze względu choćby na wiek już nigdy dobrze nie opanujesz) i pamiętaj, iż Polacy nie gęsi. :-). US Constitution to jest przecież Konstytucja Stanów Zjednoczonych Ameryki, US Supreme Court ruling to są orzeczenia Najwyższego Sądu Stanów Zjednoczonych Ameryki, law clerk to jest asystent sędziego, off the charts to jest ponad przeciętną, I don’t think so znaczy jak tak nie myślę (nie sądzę). Prawidłowo nie pisze się po angielsku „tovarisch” ale „tovarishch” (z rosyjskiego товарищ, wymawiane „towariszcz” a NIE „towariscz” albo „towarisz”) . Dalej excellent SAT score to jest po polsku doskonały wynik z testu SAT, czyli z testu dla uczniów szkół średnich w USA oceniającego, ale nie obowiązkowo, ich przydatność na studia wyższe. Eagle Scout to jest po prostu najwyższy stopień sprawności, jaki może w Ameryce osiągnąć tamtejszy skaut czyli odpowiednik naszego harcerza. Studiowanie tuition free oznacza, ze nie płaci się czesnego, room & board znaczy zakwaterowanie i wyżywienie. Campus to jest miasteczko uniwersyteckie albo akademickie. Community colleges to są po prostu odpowiedniki polskich dwuletnich pomaturalnych szkół zawodowych, coś poniżej nawet polskich, na ogół trzyletnich, Państwowych Wyższych Szkół Zawodowych. Faculty to jest tu odpowiednikiem polskiej profesury, endowment oznacza tu po prostu budżet, alumni to są zaś byli studenci, najczęściej absolwenci danej uczelni. TV personalities to są po naszemu telewizyjni celebryci. Notch higher to jest po prostu wyższej jakości czyli idiomatycznie „z wyższej półki”. Itp. Itd.
    Niestety, ale ponieważ nie znasz polskich odpowiedników tych amerykańskich wyrażeń, to znaczy, że zapomniałeś już polskiego, ale angielskiego (wł. amerykańskiego) jeszcze nie opanowałeś, i nieprawdopodobnej nigdy już nie opanujesz w stopniu wystarczającym na otrzymanie w „ju-es-ej” pracy płatnej więcej niż parę dolarów za godzinę. Ale starczy ci na sekund hend karę zaparkowaną na kornerze strity.
    Znasz może ten dowcip z okresu poprzedniej fali emigracji Polaków na tzw. Zachód: „Łojciec podejta mi Anzug bo zapomniałem jak się portki po polsku nazywajum”? 😉

  34. Zly – 3 stycznia o godz. 7:40
    Pomijając twoje ataki odnośnie mej skromnej osoby, to „Indiots” kojarzą się osobie angielskojęzycznej z Indianami i Hindusami. Poza tym, to wraz z postępem robotyzacji, komputeryzacji (AI!) i generalnie automatyzacji NIE tylko praca fizyczna, ale i umysłowa ludzi stanie się wkrótce zbędna i stąd też ogromna większość ludzkości w przyszłości nie znajdzie dla siebie żadnego płatnego zatrudnienia. ’Welfare state’ czyli „państwo dobrobytu” NIE jest zaś rozwiązaniem tego problemu: po prostu nie wystarczy, że tym bezrobotnym rzeszom będzie się wypłacać dożywotnie zasiłki czyli inaczej Bezwarunkowy Dochód Obywatelski – oni potrzebować będą jakiegoś celu w życiu, a ten dożywotni zasiłek go im przecież nie zastąpi. Dyskutuje się o tym na blogu red. Wosia, gdzie odsyłam (http://wos.blog.polityka.pl), także do wywiadu p.t. „Plasterek na uciętą nogę” przeprowadzonego przez red. Wosia z niedawno zmarłym prof. Anthony Atkinsonem, ekonomistą z Uniwersytetu Oksfordzkiego i London School of Economics, pionierem światowych badań nad nierównościami dochodowymi:
    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1656314,1,zmarl-anthony-atkinson-jeden-z-najwazniejszych-wspolczesnych-ekonomistow.read).kojarzy
    I zgoda, że ideologia Indiotów jest obecnie bardzo popularna zarówno wśród polskich jak i zachodnich elit, więc nie jest powiedziane, że jakiś Balcerowicz czy też dyrektor MFW czy Banku Światowego nie zbuduje nam w przyszłości podobnej machiny jak DUPA.

  35. @vandermerwe
    3 stycznia o godz. 5:28

    „Biezacym, dobrym przykladem jest opis wydarzen w Syrii, napiecia polityczne Wschod -Zachod oraz wybory prezdenckie w USA ze szczegolnym uwzglednieniem opisu glownych kandydatow. Mozna sie zastanowic czy przekaz pism tzw. „wysokiego poziomu” jest wysokiego poziomu. Moim zdaniem, w powyzszych sprawach zblizyl sie do poziomu zwyklych „brukowcow”, gdzie plotki, pomowienia ( czasami nawet poslugiwanie sie klamstwem), wybiorczy dobor informacji i przedstawianie domnieman jako faktow stalo sie waluta obiegowa.”

    Niewątpliwie są i takie pisma „wysokiego poziomu”, które w tych kwestiach nie prezentują obiektywizmu.
    Ja w sprawach międzynarodowych – w tym „napiecia polityczne Wschod – Zachod” – mam zaufanie np. do FOREIGN AFFAIRS. Warto zaglądać też na stronę „The American Committee for East-West Accord” oraz słuchać cotygodniowych rozmów z profesorem Stephen F. Cohen’em. Oczywiście zawsze z uwagą czytam też co piszą nasi profesorowie: Bronisław Łagowski, Andrzej Walicki i Andrzej Romanowski.
    Generalnie uważam, że człowiek solidnie wykształcony i świetnie oczytany nie da sobie wmówić wątpliwych „prawd” i nie pozwoli na robienie sobie wody z mózgu.

  36. @vandermerwe
    3 stycznia o godz. 5:28

    Moją poprzednią odpowiedź zakończyłem dość banalnym stwierdzeniem: „Generalnie uważam, że człowiek solidnie wykształcony i świetnie oczytany nie da sobie wmówić wątpliwych „prawd” i nie pozwoli na robienie sobie wody z mózgu”.

    Problem oczywiście w tym ilu jest obecnie w Polsce „solidnie wykształconych i świetnie oczytanych”…
    Twierdzę, że nadzwyczaj niewielu…

    Jednak moja rada na dzisiejsze czasy to zdobyć możliwie wszechstronne i porządne wykształcenie (w tym co najmniej jeden kierunek społeczny albo humanistyczny na czołowej uczelni zachodniej), czytać jak najwięcej dobrej literatury i prasy na najwyższym poziomie oraz zupełnie darować sobie kontakt z polskimi mediami…
    Oczywiście i tu są – bardzo jednak nieliczne – wyjątki: profesorowie Bronisław Łagowski, Andrzej Walicki i Andrzej Romanowski, Ludwik Stomma, Tomasz Jastrun, Rafał Woś.

  37. Także – Wiadomo, że nie da się dziś wyżyć z niezależnego dziennikarstwa. To nie są już dziś bowiem czasy Prusa czy nawet Wańkowicza, jako że dziś potrzebny jest dziennikarzowi przede wszystkim bogaty sponsor, a takim jest albo wielki biznes bezpośrednio (np. fundacje Sorosa) albo też pośrednio, np. przez CIA czy KGB. Przecież tzw. prasa niezależna w PRL-u utrzymywana była od początku do końca przez CIA, podobnie jak radio Wolna Europa czy też paryska „Kultura”. Prof. Ost, autor dzieła pt. p.t. „Klęska ‚Solidarności’”, stwierdził więc w wywiadzie dla „Wyborczej”, że cenne zasoby podziemnej prasy w latach 1980. były poświęcane na druk zachwalających wolny rynek książek von Hayeka (jako że ta prasa była przecież finansowana przez CIA). Profesor Ost stwierdził też, że wcześniej (lata 1980-1981) hasłem było: „Nie ma wolności bez solidarności” – przez małe i duże „s” – ale wkrótce pojawiło się: „Nie ma wolności (oczywiście tylko dla uprzywilejowanej garstki bogaczy) bez własności”. Więcej tu: http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,16233248,David_Ost_o_cwiercwieczu_wolnej_Polski__Nie_byliscie.html.
    Polecam tu też film”The Insider” („Informator”) z roku 1999, gdzie doskonale pokazano jak to nawet potężny koncern medialny jakim jest przecież CBS, uległ presji jeszcze potężniejszych koncernów tytoniowych.
    Przykładem bardzo dobrego dziennikarstwa jest także, perfekcyjny wręcz w swej warstwie profesjonalnej, konserwatywny brytyjski dziennik „Daily Telegraph” – pismo, które według znakomitego brytyjskiego serialu produkcji BBC „Yes Minister” czytają ci, którzy wiedzą o tym, że UK rządzone jest od dawna przez obce mocarstwo.
    W Niemczech, jak na całym Zachodzie, nie ma już chyba żadnego wysokonakładowego prawdziwe lewicowego pisma. Jak podaje Wikipedia, w latach bezpośrednio po wojnie światowej, SPD zbudowało sieć prasy regionalnej – dzienników i tygodników, jednakże w latach 1960. została ona wchłonięta przez prywatne koncerny. Ostatni dziennik socjaldemokratów („Vorwärts”) przestał się ukazywać codziennie w roku 1980 (obecnie jest to już tylko miesięcznik rozprowadzany wyłącznie wśród członków tej, mało już dziś lewicowej, partii).

  38. @ grzerysz
    „Jednak moja rada na dzisiejsze czasy to zdobyć możliwie wszechstronne i porządne wykształcenie (w tym co najmniej jeden kierunek społeczny albo humanistyczny na czołowej uczelni zachodniej), ”

    Studiowalem w innych czasch, majac szczescie kontaktu z profesorami „starej daty”, ktorzy pojecie „wychowawca akademicki” traktowali na powaznie, wychodzac daleko poza sprawy zawodowe. Jeden z wykladajacych powiedzial cos takiego( nie jest to cytat ): jesli chodzi o wiedze, wszystko to panstwo sa w stanie wyczytac w literaturze bez bycia studentami na uczelni. Cala rzecz polega na tym by kazdy z panstwa opuscil mury uczelni bedac innym czlowiekiem. Jesli tak sie nie stanie mozna lata studiow uznac za stracone.

    Mozna sie zastanowic na ile dzisiejsza uczelnia, czy to polska czy tez zachodnia, holduje priorytetowi czynnika ludzkiego w procesie ksztalcenia mlodego czlowieka. Jesli z polskimi uczelniami nie jest najlepiej to, z sygnalow, ktore mnie dochodza, problemem nie jest brak wiedzy czy jej poziom lecz wlasnie ow czynnik ludzki, wlaczjac w to postawy zarowno pracownikow akademickich jak i studentow.
    Czy uczelnie zachodnie sa w tym wzgledzie lepsze, nie jestem w stanie obiektywnie ocenic, mam jednak pewne watpliwosci.

    Pozdrawiam

  39. Sz. P. Gierak-Onaszko,
    „Urawniłowka” – zalatuje mi rusycyzmem aż musiałem zajrzeć do słownika. Od czasów wydania Prawa Hammurabiego ludzkość wydaje sobie nakazy i zakazy, które w niczym niezmieniły ludzkiej natury. Wytyczne wymuszają jedynie „oficjalny” język, ale tu nie o język chodzi, ale o kulturę osobistą. W jednym ze stanów (USA) powołano specjalną komisję której zadaniem jest „poprawianie” dokumentów poczynając od konstytucji stanowej, tj. zamiana użytych form „rodzaju męskiego” w dokumentach na „osobę”.

    Dziękuję Pani za udzieloną mi gościnnę.

  40. „Polityczna poprawność, kontrolowana na tzw.Zachodzie przez globalne, ponad narodowe Ministerstwo Prawdy, a którą tak dobrze znam z Australiii USA oraz Niemiec (przeciez ty języka Goethego ni w ząb),…”
    Zaspokój kowalski moją ciekawość, jakim cudem „znasz” to „dobrze” USA ?
    INS odmówiło ci wizy podobnie jak Kanada. USA cię nie chciało i nie chce.
    „Ogólnie, nie są tego świata zbyt ciekawi–np. pamiętam doskonale z mego pobytu w USA,…”
    kowalski, kowalski, czy to tam w stanie Minnesota zdobyłes tytuł „doktora nauk politycznych” ?
    A czy czasem US Armed Forces nie miało na ciebie „chętki” ?
    Być może The Royal Canadian Mounted Police miało jakąś ofertę dla ciebie. Nie wspomnę o CIA, NSA (potrzebują elektryków-teoretyków).
    Generalnie kowalski nie masz najmniejszego pojęcia o USA, bo skąd mogłyś to wiedzieć. Z TV, internetu, z filmu ? Żeby coś o USA, zresztą nie tylko, wiedzieć musisz być cześcią życia tego kraju; chodzić do szkół, pracować, płacić podatki, mieć grono przyjaciół, znajomych, chodzić na mecze, picnics, zebrania PTA, etc. Być częscią community.
    Wybrane cytaty:
    -„TV personalities to są po naszemu telewizyjni celebryci.” –
    „po naszemu” ? Tzn, kto?
    – „law clerk to jest asystent sędziego” – wrong. Try again.
    – „off the charts to jest ponad przeciętną” – wrong. Try again.
    – „tovarisch” – see urban dictionary. Dowiedz się co to jest „urban directory”.
    – „endowment – budżet” – wrong. Try again.
    – „Community colleges to są po prostu odpowiedniki polskich dwuletnich pomaturalnych szkół zawodowych,… „- wrong.
    Szkoly zawodowe to vocational schools. College jak nazwa wskazuje jest … Wg. Thesaurus (dictionary): An institution of higher learning, especially one providing a general or liberal arts education rather than technical or professional training.
    A teraz deser, cytat cytatów.
    „Poziom dziennikarstwa obniżył się na całym świecie po upadku ZSRR, jako że znikła wtedy konkurencja w postaci doskonale redagowanych pism wychodzących w tzw. Bloku Wschodnim,w tym szczególnie w Polsce.”
    Co prawda to prawda, po upadku Prawdy – The New York Times zszedł na psy, po upadku Izwiesti szlag trafił Le Monde, a co się stało z Die Zeit na wieść o zejściu z pras Trybuny Ludu – szkoda słów. Nie wspomnę o tragedii Krokodila, Szpilek jak fatalnie to wplynęło na poziom MAD Magazine.
    Niestety, doktor maciekplacek z żalem stwierdza, że symptomy „pseudologia fantastica” się potęgują.
    P.S. A w paluszkach nie tracisz czucia od tego ciągłego „copy and paste” ?

  41. Grzerysz 5 stycznia o godz. 17:15 i 14:58
    Obawiam się jednak, że człowiek solidnie wykształcony w nawet najlepszych obecnych wyższych uczelniach i świetnie oczytany w tym, co dziś jest dostępne na rynku, jak najbardziej da sobie wmówić owe wątpliwe „prawdy” i pozwoli na zrobienie sobie wody z mózgu, jako że dziś to nawet na najlepszych wyższych uczeniach studentom wmawiają owe wątpliwe „prawdy” i robią im wodę z mózgu. Oczywiste jest, że ma tu na myśli wydziały nauk humanistycznych i społecznych w tym, niestety, także i ekonomii, na których od lat króluje wulgarna, neoklasyczno-monetarystyczna szkoła, zajmująca się tylko zjawiskami zachodzącymi na powierzchni rynku, a nie interesująca się przyczynami bezrobocia, biedy czy też cyklicznych kryzysów gospodarczych. Tak więc nawet ukończenie kierunku społecznego albo też humanistycznego na czołowej uczelni zachodniej nie uodparnia dziś od przyjmowania owych wątpliwych „prawd” i od zrobienia sobie wody z mózgu.

  42. Vandermerwe 8 stycznia o godz. 12:27
    Stopniowy ale ciągły i nieuchronny, w związku z generalnym upadkiem kapitalizmu, upadek wyższych uczelni zarówno w Polsce jak i na tzw. Zachodzie, obserwuję jako z początku ich student a później ich pracownik naukowy i naukowo-dydaktyczny.

  43. Maciekplacek 8 stycznia o godz. 15:18
    A nie razi ciebie taki rusycyzm jak „sowiecki”? Nawet Ukraińcy go unikają i używają wyrazu „radiańskij” („радянський”).

  44. Maciekplacek 8 stycznia o godz. 15:46
    1. Daj mi swój adres, a prześlę ci kopię mojej wizy H2B wydanej przez konsulat US of A w Melbourne i mój hamerykański SSN.
    2. W Minnesocie (Minneapolis) pracowałem zaś w sektorze prywatnym, jako informatyk (Project Leader).
    3. Chętkę na mnie miała zaś SADF (The South African Defence Force) a nie US Army.
    4. Po naszemu, to jest tu po polsku.
    5. Law clerk: https://en.wikipedia.org/wiki/Law_clerk = https://pl.wikipedia.org/wiki/Asystent_s%C4%99dziego
    6. Off the charts – at a very high level, much more than is usual, much better than usual, outside of the normal range of measurement, beyond expectations, etc.
    7. „Tovarishch” to jest z rosyjskiego z rosyjskiego „товарищ” („towariszcz”) czyli po polsku towarzysz, w domyśle na ogół partyjny.
    8. „Endowment” to jest w tym znaczeniu budżet (uczelni).
    8. „Community colleges” to są po prostu odpowiedniki naszych polskich dwuletnich pomaturalnych szkół zawodowych. „Vocational schools” to są zaś szkoły zawodowe, takie jak polskie zasadnicze szkoły zawodowe i technika. W Australii College to jest zaś na ogół odpowiednik naszego polskiego liceum. „College” (kolegium) jest też często częścią wyższej uczelni, tak jak kolegia w obecnej warszawskiej SGH albo szkoła wyższa nie mająca statusu uniwersytetu, np. American College w Nikozji (Cypr), gdzie pracowałem na początku obecnego stulecia. Także University College in London – a public research university in London, England, and a constituent college of the federal University of London – it is the largest postgraduate institution in the UK by enrollment and is regarded as one of the world’s leading multidisciplinary research universities (Wikipedia).
    9. Na koniec – porównaj poziom brytyjskich dzienników z ubiegłego stulecia z obecnymi. Nawet konserwatywny brytyjski dziennik „Daily Telegraph” – pismo, które według znakomitego brytyjskiego serialu produkcji BBC „Yes Minister” czytają ci, którzy wiedzą o tym, że UK rządzone jest od dawna przez obce mocarstwo, to już dziś nie jest to, co kilka dekad temu. 🙁
    10. A „copy and paste” oszczędza miliony zbędnych uderzeń w klawiaturę…

  45. @jakowalski
    Alez ja cie wcale nie atakuje. Po prostu zwracam uwage,ze twoje wpisy sa zazwyczaj bardzo dlugie i trudne w czytaniu.To jest blog, nie esej, dziesiec linijek powinno wystarczyc na wyrazenie swojego zdania.No i nie musiales cytowac moich slow.
    Celem w zyciu moze byc uprawianie sztuki, edukacja, czy nawet granie w gry komputerowe. Lord Byron nie przepracowal w zyciu ani dnia,wypelniajac swoje zycie pisaniem poezji, podrozami i romansami.

  46. @vandermerwe
    8 stycznia o godz. 12:27

    ” … jesli chodzi o wiedze, wszystko to panstwo sa w stanie wyczytac w literaturze bez bycia studentami na uczelni”.

    Muszę powiedzieć, że generalnie się z tym twierdzeniem nie zgadzam. Wiedzy nie zdobywa się wyłącznie poprzez czytanie. Słuchanie wykładów i obcowanie z profesorami z najwyższej półki, dyskusje z nimi, dyskusje w innymi studentami choćby na seminariach prowadzonych przez tych profesorów, wreszcie olbrzymia liczba krótszych i dłuższych prac, które trzeba w toku studiów np. na czołowej uczelni amerykańskiej napisać – wszystko to składa się na zdobywanie wiedzy. Oczywiście ważne jest też to, co się czyta. Na czołówce amerykańskiej zalecane lektury – a jest tego bardzo dużo – dobierane są niezwykle starannie i prezentują z reguły różne punkty widzenia.

    A polskie czołowe uczelnie? Kilka lat temu czytałem wywiad z synem znanego psychologa, Janusza Czaplińskiego. Studiował on jakiś kierunek humanistyczny na Uniwersytecie Warszawskim. Stwierdził, że pierwszą pracę pisemną napisał na TRZECIM ROKU, kiedy przeniósł się na studia do Włoch…

  47. @ grzerysz,

    Opuscil Pan zasadnicza czesc owej wypowiedzi, o zmianie jaka zachodzi,czy tez winna zachodzc, w studiujacych, gdy obcuja z wykladowcami – to jest zasadnicza czesc tej sentencji. I ja sie z tym zgadzam, gdyz sam tego doswiadczylem, za co jestem wdzieczny moim wychowawcom akademickim. Z moich ograniczonych informacji wynika, ze obecnie na polskich uczelniach problemem sa postawy ludzi, studentow i pracownikow akademickich, nie zas brak wiedzy – podobnie jak w wielu innych dziedzinach polskiego zycia, swiat polityki w to wlaczajac.

    Pozdrawiam

  48. @vandermerwe
    11 stycznia o godz. 18:00

    „Opuscil Pan zasadnicza czesc owej wypowiedzi…”

    Ustosunkowałem się do tej części wypowiedzi, z którą się absolutnie nie zgadzam.

    „Z moich ograniczonych informacji wynika, ze obecnie na polskich uczelniach problemem sa postawy ludzi, studentow i pracownikow akademickich, nie zas brak wiedzy…”

    Pewno postawy też są problemem, ale brak wiedzy i nie odczuwanie żadnej potrzeby intelektualnego rozwoju oraz generalnie bardzo słaby poziom absolutnej większości naszych studentów to problem bardzo często podnoszony w prasie i w internecie.

    I ja pozdrawiam.

  49. @vandermerwe
    Coz w tym dziwnego,skoro w Polsce do zawodu nauczyciela i wykladowcy obowiazuje od lat selekcja negatywna,zwiazana min. ze skandalicznymi zarobkami. W Wielkiej Brytanii wykladowca to zawod z wyzszej klasy sredniej,prestizowy i swietnie oplacany. Czesto na PhD decyduja sie ludzie sukcesu, traktujacy prace na uczelni jako ukoronowanie kariery.W Polsce adiunkt zarabia mniej niz kasjer w Biedronce, a na uczelni zostaja tylko ci ktorym nie udalo sie znalezc zadnej innej pracy. Coz dziwnego w tym,ze polskie uczelnie upadaja?

  50. van der Merwe,
    Obecnie na polskich, i nie tylko polskich uczelniach, problemem jest zarówno brak wiedzy u nauczających jak też i postawy zarówno nauczających jak też i nauczanych. Wiem to jako długoletni pracownik naukowy i naukowo-dydaktyczny uczelni wyższych zarówno w Polsce jak też (i przede wszystkim) poza Polską, jako osoba profesjonalnie śledząca upadek nauki i szkolnictwa wyższego nie tylko w Polsce.

  51. Zły
    Podobnie jak lord Byron, praktycznie cała arystokracja nie przepracowała w swoim nędznym życiu ani jednego dnia. Stąd też wyginęła ona w rozwiniętych państwach, a tam gdzie ona wciąż jest obecna, np. w UK, jest ona ciężarem dla całego społeczeństwa.
    Co do długości wpisu, to tylko funkcjonalni analfabeci mają problemy z przeczytaniem czegoś co zawiera ponad 10 słów. Mylisz blog z jakimś tam tłyterem czy jak się nazywa to, co używają zachodni funkcjonalni analfabeci.

  52. @ grzerysz,
    Rowniez : @ Kavar oraz @ jakowalski

    Rozumiem, ze Pan sie nie zgadza. Jednak sens tej wypowiedzi jest taki, ze jedno od drugiego czyli zdobywanie wiedzy oraz intelektualny kontakt miedzy studentem oraz wychowawca akademickim sa nierozlaczne jesli chcemy wychowywac spoleczenstwo poprzez ksztalcenie (intelektualna przemiana bez ktorej czas studiow jest czasem straconym) – taki jest zasadniczy cel uczelni ( rowniez szkoly). Niestety proces ksztalcenia w wyniku przyjecia bardzo „mechanicznego” modelu sprawe intelektualnej przmiany ( wychowania przez ksztalcenie) odrzucil. Stad glosy biznesu, ze absolwenci studiow sa nieprzygotowani do pracy – zasadnicze nieporozumienie. Przeciez studia nie sa inkubatorem „robotnikow”. Rowniez pokazuje, ze kraj nie potrafi czy nie ma ochoty na wykorzystanie intelektualnego potencjalu spoleczenstwa. Akurat ta czesc jest problemem wykraczajacym poza granice Polski.
    Z polskimi uczelniami mam kontakt szczatkowy wiec nie przedstawie ososbistych refleksji. Pozwole sobie jednakna zsumowania opinii obcokrajowca studiujacego na polskiej uczelni na kierunku teoretycznym a gdzie nie ma mozliwosci bajania o „gruszkach na wierzbie”.

    1. Wiedza jaka posiadaja wykladowcy jest rzeczywiscie bardzo rzetelna i gleboka.
    2. Przygotowanie do zajec ze studentami bardzo rozne. Wykladowcy starej daty ( tutaj to ludzie w moim wieku) bardzo dobre. Z mlodszymi pracownikami bywa roznie.
    3. Stosunek do obowiazkow akademickich jak i studentow ponownie rozny i w zaleznosci od wieku. Ci „starzy” nie odwoluja zajec, nawet jesli wypadnie cos niespodziewanego, znajda odpowiednio przygotowane zastepstwo, z mlodszymi bardzo bywa roznie – dochodzi do tego niepunktualnosc i nieslownosc wielu z nich.
    4. Wsrod studentow powszechny zwyczaj sciagania, oszukiwania i podchodzenia do zajec na zasadzie jakos to bedzie. Proby wymuszania na wykladowcach takiej a nie innej oceny testow, kolokwiow czy egzaminow.
    5. Admistracja i zarzadzanie uczelni, zarowno w kwestiach ogolnych jak i na poziomie kontaktu uczelnia – uczen pozostawia wiele do zyczenia. Tutaj, na podstawie tych wywodow dochodze do ososbistego wniosku, ze proces dydaktyczny oraz studenta przesunieto na plan dalszy i.e. uczelnia ma wazniejsze cele ( jakie?).

    Sadze, ze powyzsze jest przynajmniej czesciowym odzwiercedleniem problemow innych uczelni oraz postaw polskiego spoleczenstwa jako calosci.

    Pozdrawiam

  53. @Slawomirski
    „Prawda wyrwana z kontekstu życia” – zgrabnie napisane! nie martwi mnie Pan, sama już się zdążyłam zmartwić kryzysem w tym zawodzie. mam jednak nadzieję, że czytelnicy doceniają rzetelne dziennikarstwo. i w tych czasach, gdzie zalewa nas post-prawda, fałszywe wiadomości (czyli po prostu kłamstwa) oraz polityczne bicie w bęben, dobra robota jednak się obroni. proszę zauważyć, że trzymają się te tytuły, które mimo kryzysu nie obniżają lotów. tak jest w „Polityce”, tak jest w „Tygodniku Powszechnym”, żeby zahaczyć tylko o tygodniki. im więcej wokół nas szumu i byle czego, tym bardziej pragniemy rzetelnego, dobrego dziennikarstwa. mocno w nie wierzę. pozdrowienia!

    @grzerysz
    wielka gorycz przez Pana przemawia – ale jak widać, i wielki szacunek i sympatia do dobrych tytułów. z uwagą i dużą przyjemnością czytam Pana komentarze. pisze Pan: „Tygodnik THE ECONOMIST reprezentuje ideologię neoliberalną, której nie jestem – mówiąc delikatnie – specjalnym fanem. Ale prenumeruję to pismo bo znajduje tam sporo świetnych tekstów i mnóstwo cennych i ciekawych informacji z całego świata.” nawet Pan nie wie, jak dobrze to czytać w czasach, gdzie wszędzie trąbi się o kryzysie mediów. jak dobrze coraz częściej widzieć, że światłych i otwartych, choć krytycznych, czytelników mamy nadal w Polsce. pozdrowienia!

    @PA2155
    pewnie sam kodeks nie poprawi jakości dziennikarstwa – ale dla mnie jest ciekawym narzędziem do tego, by poznać sposób mówienia, a przez to myślenia wielu Kanadyjczyków. czytanie lokalnej prasy to pierwszy klucz do zrozumienia otoczenia, w każdym nowym miejscu 🙂
    swoją drogą, powiem Państwu, że dla mnie przygotowywanie tego wpisu było pochłaniającym i bardzo inspirującym zajęciem. otwierało głowę na inne myślenie. jestem nieco zdziwiona – choć nie rozczarowana – że nie wzbudził zainteresowania. dyskusja rozwinęła się merytorycznie, w stronę systemu medialnego, szkolnictwa, etc. – ale nie samego języka. ciekawe. pozdrowienia!

  54. @maciekplacek
    nie zgodzę się z Panem – większość mediów, w tym amerykańskich, ma swoje „wytyczne”, czyli grube instrukcje, które są jednocześnie kodeksami zasad, jak i techniczną instrukcją pisania / publikowania zgodnie z filozofią i potrzebami danego tytułu. wiele tych publikacji jest dostępnych na rynku, choć kiedyś były ratytasem i dotarcie do nich wymagało sporo zachodu i dobrych kontaktów z pracownikami redakcji.

    @jakowalski
    rzeczywiście, wygląda na to że w dużych miastach w Kanadzie ten kod językowy się sprawdza. wedle moich obserwacji nie służy on jednak zakłamywaniu rzeczywistości, ale ochronie osób przed skrzywdzeniem (czasem nawet niezamierzonym). ja nie widzę w tym nic złego. próbuję sobie wyobrazić, jak wyglądałaby np. polska debata publiczna, gdybyśmy mieli wdrukowane takie wzorce językowe. myślę, że byłoby dużo spokojniej. pozdrowienia!

  55. @ Joanna Gierak-Onoszko

    „…. które mimo kryzysu nie obniżają lotów. tak jest w „Polityce”, tak jest w „Tygodniku Powszechnym”, żeby zahaczyć tylko o tygodniki…”

    Sadze, ze nie tyle nie obnizaja lotow, co obnizenie odbywa sie o wiele wolniej niz w innych publikacjach. „Tygodnik Powszechny” wraz ze zmiana formatu zmienil rowniez poziom, stal sie jednym z wielu tygodnikow. Nie mnie oceniac czy ow nowy poziom jest nizszy czy wyzszy od poprzedniego – bylem zapalonym czytelnikiem poprzedniej wersji, obecna budzi we mnie malo entuzjazmu.
    Jesli chodzi o „Polityke” tez mam watpliwosci. Rzczywiscie zespol piszacy, patrzac na nazwiska jest w sumie godny podziwu ale to nie zawsze przeklada sie na jakosc przekazu. Niestety ci sami autorzy potrafia przyjmowac rozne „moralne” postawy w zaleznosci opisywanej sytuacji. A to juz samo w sobie jest istotnym uchybieniem. Sadze, ze „casus Trumpa” pokazuje z jak wielkimi zniszczeniamom ulegl warsztat i etyka dziennikarska. Trudno bowiem traktowac powaznie publicyste, ktory jednego dnia bez glebszej refleksji powtarza niesprawdzone i nieudokumentowne doniesienia pod adresem jednej ososby publicznej a nastepnego dnia, w obronie innej pisze z zapalem: „Rzetelne dziennikarstwo śledcze nie może poprzestawać na informacjach i materiałach podrzucanych przez nie wiadomo kogo. ”

    Pozdrawiam

  56. @vandermerwe
    14 stycznia o godz. 5:44

    ” jedno od drugiego czyli zdobywanie wiedzy oraz intelektualny kontakt miedzy studentem oraz wychowawca akademickim sa nierozlaczne jesli chcemy wychowywac spoleczenstwo poprzez ksztalcenie (intelektualna przemiana bez ktorej czas studiow jest czasem straconym) – taki jest zasadniczy cel uczelni ( rowniez szkoly)”.

    Jak już pisałem, na czołowych uczelniach amerykańskich – a jedną z absolutnie ścisłej czołówki znam nawet bardzo dobrze – mają godny pozazdroszczenia stosunek liczby wykładowców akademickich (profesorów) do liczby studentów. Oferują tam mnóstwo seminariów – moim zdaniem najlepszej formy uczenia się, gdzie trzeba dużo czytać, mówić, dyskutować i pisać – na których kontakt z profesorem jest bardzo bliski a grupy seminaryjne liczą często tylko kilka osób, a góra – osób 12-15. Miałem nawet kolegę, który studiując (poziom graduate) mało w dzisiejszych czasach popularny kierunek, większość przedmiotów zaliczał w grupach dwu-trzyosobowych…

    ” Wiedza jaka posiadaja wykladowcy [„na polskiej uczelni na kierunku teoretycznym”] jest rzeczywiscie bardzo rzetelna i gleboka”.

    Nie mam najmniejszych wątpliwości, że są i w Polsce kierunki ( np. matematyka czy informatyka, szczególnie uniwersytecka, może też i fizyka teoretyczna), które na czołowych uczelniach (Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Jagielloński, Uniwersytet Wrocławski, Politechnika Warszawska, Politechnika Wrocławska, AGH w Krakowie) oferują bardzo dobry poziom.
    Wątpię jednak zupełnie w wartość studiowania u nas np. historii czy ekonomi a nawet filozofii…

  57. @Joanna Gierak-Onoszko

    Dziękuję serdecznie za dobre słowo.
    I ja pozdrawiam.

  58. @vandermerwe
    14 stycznia o godz. 5:44

    I jeszcze jedna rzecz. Piszesz:

    „Z polskimi uczelniami mam kontakt szczatkowy wiec nie przedstawie ososbistych refleksji. Pozwole sobie jednakna zsumowania opinii obcokrajowca studiujacego na polskiej uczelni na kierunku teoretycznym a gdzie nie ma mozliwosci bajania o „gruszkach na wierzbie””.

    Ja sytuację na dzisiejszych naszych wyższych uczelniach też oczywiście znam nie z własnych doświadczeń ale z licznych artykułów prasowych i mnóstwa wywiadów z wykładowcami akademickimi. Wszystkie były krytyczne, a większość nawet bardzo krytyczna.
    Pamiętam doskonale jak dobrych kilka lat temu, schodząc ze szlaku turystycznego w Tatrach, szedłem za dwoma pracownikami naukowymi i przysłuchiwałem się ich rozmowie. Jeden turysta był z Uniwersytetu Jagiellońskiego a drugi z Uniwersytetu Poznańskiego – obie uczelnie to przecież nasza czołówka.
    Obydwaj panowie bardzo źle wypowiadali się o współczesnych studentach – że interesuje ich tylko papierek a nie rzetelna wiedza, że na dyżury wykładowców z reguły nie przychodzi żaden student, że nie czytają niczego ponad absolutnie niezbędne minimum itd. itp.
    Pamiętam też wypowiedź znanego socjologa, Ireneusza Krzemińskiego, wieloletniego wykładowcę licznych uczelni, w tym Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Gdańskiego. Na pytanie czy zmienia na przestrzeni lat swoje notatki do wykładów, odpowiedział, że tak, że MUSI to robić. Po prostu aktualni studenci nie zrozumieliby wiele z tego co mówił ich poprzednikom sprzed dekady a ci z kolei byli znacznie gorsi od swoich poprzedników sprzed kilku lat.
    Spotkałem się nawet z opiniami (tak np. pisał jeden z wykładowców na dość elitarnym kierunku na Uniwersytecie Jagiellońskim), że tylko 10% dzisiejszych studentów – a góra 15% – tak naprawdę kwalifikuje się na poważne zdobywanie wiedzy.
    Problem leży może więc nie tyle w wykładowcach – choć ci sprzed kilku dekad przerastali dzisiejszych o głowę – co w kiepskiej i z roku na rok coraz gorszej jakości potencjalnych studentów.
    Z kolei studenci z naszych czołowych szkół wyższych zarzucają pracownikom naukowym gonienie za jak największą ilością zajęć na wielu – czasami bardzo podłych – uczelniach prywatnych.

    Solidne wykształcenie zawsze było w cenie. Ale w dzisiejszych czasach to absolutna podstawa. Jak już pisałem, najlepiej aby było wszechstronne, w tym jeden kierunek humanistyczny albo społeczny na czołowej uczelni zachodniej.
    Za zakończenie zacytuję – z Wikipedii – jak w czasach PRL studiował nasz czołowy obecnie reżyser teatralny, jeden z najlepszych w Europie, Krystian Lupa:

    „Początkowo studiował na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W latach 1963-1969 studiował na Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie (dyplom na Wydziale Grafiki, 1969), później przez dwa lata studiował reżyserię filmową w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi, a następnie reżyserię teatralną w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie w latach 1973-1977”.

    Przez prawie dwadzieścia lat kolejno na czterech kierunkach i na czterech uczelniach…

    Pozdrawiam bardzo serdecznie.

  59. Joanna Gierak-Onoszko 14 stycznia o godz. 6:07
    Niestety, ale przytacza Pani tu argumenty za cenzurą, w tym najgorszą jej postacią, czyli autocenzurą. W PRL-u też oficjalnie uzasadniano istnienie cenzury tym, że służy ona także ochronie osób przed skrzywdzeniem (czasem nawet niezamierzonym) oraz „ukulturalnia” ona debatę publiczną.
    Pozdrawiam!

  60. @ grzerysz,

    „…Przez prawie dwadzieścia lat kolejno na czterech kierunkach i na czterech uczelniach…”

    Tyle tylko, ze nie kazdego moze byc stac, w sensie czasu i wszelkich innych obowiazkow, na studiowanie na czterech roznych kierunkach. Tak jak nie wrocimy do sytuacji jaka miala miejsce wiele lat temu , gdy na przestrzeni +- 20 lat mego ojca jak i jego ojca egzaminowal ten sam profesor i pamietal doskonale, jak byl ubrany moj dziadek ( byl w mundurze) i jaka ocene dostal ( lepsza od mego ojca).
    Nie zmienia to waznosci i celnosci tego, co Pan pisze i z czym w sumie sie zgadzam. Jednak sadze, ze uczelnia winna w studentach, niezaleznie od kierunku jaki wybrali, zaszczepic chec i umiejetnosc szerokiego patrzenia na swiat, checi poznania i poglebiania wiedzy o otaczajacym nas swiecie. Studiowanie na roznych kierunkach moze byc jednym ze sposobow, moze najlepszym ale nie zawsze do zrealizowania. Jak jednak te cele osisgnac, jesli jednoczesnie spolecznosci czytaja mniej. Prosze sobie wyobrazic, ze po tej stronie globu zbankrutowala ksiegarnia umiejscowiona w poblizu jednego z uniwersytetow. Znam domy ludzi wyksztalconych, ktorzy nie maja ani jednej ksiazki, a jesli juz to ozdobny album na stoliku. Z drugiej strony moj ojciec zostawil po sobie zbior paru tysiecy ksiazek.

    Pozdrawiam

  61. @Joanna Gierak-Onoszko
    14 stycznia o godz. 5:56

    „proszę zauważyć, że trzymają się te tytuły, które mimo kryzysu nie obniżają lotów. tak jest w „Polityce”, tak jest w „Tygodniku Powszechnym”, żeby zahaczyć tylko o tygodniki. im więcej wokół nas szumu i byle czego, tym bardziej pragniemy rzetelnego, dobrego dziennikarstwa”.

    Z pierwszą częścią wypowiedzi, niestety, nie mogę się zgodzić. Z drugą – jak najbardziej. Ubolewam jednak, że tego „rzetelnego, dobrego dziennikarstwa” jest w polskich mediach jak na lekarstwo.

    @vandermerwe
    14 stycznia o godz. 10:21

    „„Tygodnik Powszechny” wraz ze zmiana formatu zmienil rowniez poziom, stal sie jednym z wielu tygodników”.

    Dokładnie tak. Dodam nawet: „stal sie jednym z wielu tygodników” niewartych czytania.

    „Jesli chodzi o „Polityke” tez mam watpliwosci. Rzeczywiście zespol piszacy, patrzac na nazwiska jest w sumie godny podziwu ale to nie zawsze przeklada sie na jakosc przekazu”.

    Ja bym nawet powiedział, że nadzwyczaj rzadko przekłada się na jakość przekazu…
    Dodajmy, przekazu bardzo jednostronnego.
    Nawet dział kultury – dla mnie niezwykle ważny – jest bardzo daleki od moich oczekiwań.
    A taki, którego kierownikiem był w POLITYCE w latach w 1960-1982 Tadeusz Drewnowski, to coś o czym teraz mogę tylko pomarzyć. Np. recenzje teatralne pisywał wtedy przez kilka lat sam Konstanty Puzyna. Po nim, przez pół dekady, pisała je Marta Fik. To było po prostu mistrzostwo świata. Zresztą DIALOG, którego redaktorem naczelnym został Puzyna w 1971 roku (w latach 1956 – 1969 był zastępcą redaktora naczelnego tego miesięcznika), uchodził wówczas za najlepsze pismo teatralne na świecie.

  62. @Joanna Gierak-Onoszko
    14 stycznia o godz. 5:56
    @vandermerwe
    14 stycznia o godz. 10:21

    Przypomnę może jeszcze FORUM, pismo wydawane – podobnie jak tygodnik POLITYKA – przez POLITYKA Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A.
    FORUM zacząłem czytać w końcu lat 1960. jako uczeń starszych klas szkoły podstawowej. Był to wówczas – i przez kolejne co najmniej kilkanaście lat – tygodnik wybitny. Aby nie narazić się znowu na uwagę pani Joanny Gierak-Onoszko, że „wielka gorycz przez Pana przemawia”, postanowiłem tym razem zamieścić stosunkowo niedawną opinię o tym czasopiśmie profesora Bronisława Łagowskiego:

    „W latach 60. zaczął ukazywać się tygodnik „Forum” poświęcony przedrukom z prasy zagranicznej, głównie zachodniej. Jego pierwszym redaktorem był Jan Gerhard – pisarz, działacz polityczny, człowiek zaciekawiający. Miał on znakomite rozeznanie w prądach myślowych politycznych, a także filozoficznych i miał też wyczucie ważności poglądów. „Forum” za jego redaktorowania dawało bardzo ciekawy obraz życia intelektualnego, zwłaszcza we Francji, którą Gerhard najbardziej się interesował. Utkwiły mi w pamięci artykuły poświęcone strukturalizmowi (w wersji literackiej i filozoficznej), który wówczas był nie tylko powierzchowną modą, lecz zjawiskiem przełomowym, spychającym egzystencjalistyczny i marksistowski „humanizm” na boczny tor. Pojawiły się nowe kombinacje idei nietzscheanizmu-freudyzmu-marksizmu; przewrotowe, bo dawniej nie do pomyślenia. Wystarczy przykładów, bo chodzi mi tylko o pokazanie charakteru publikacji. Do naszego instytutu filozofii przyjechał (lata 70.) stypendysta francuski i stał się gorliwym czytelnikiem „Forum”, gdzie znajdował dobrze wyselekcjonowane artykuły czy ambitne eseje, których musiałby szukać w wielu tygodnikach zachodnich. Ten charakter „Forum” utrzymywał się jeszcze przez jakiś czas po śmierci Gerharda, za redaktorstwa Michała Hofmana. Mógł polski czytelnik zaznajamiać się z „duchem czasu”, z przemianami, jakim podlegała Europa. Później, już w III RP, „Forum” stawało się coraz ładniejsze pod względem graficznym, ale utraciło atrakcyjność intelektualną, cały swój ideologiczny „seksapil”, nie miała redakcja wyczucia, co ważne, a co banalne w prasie zachodniej”.

    Trzeba dodać, że kilka lat temu tygodnik FORUM, który co prawda – jak pisze słusznie Łagowski – dawno już utracił „atrakcyjność intelektualną”, ale jeszcze dawał się od biedy czytać, stał się dwutygodnikiem i od tego czasu można w nim już tylko pooglądać kolorowe obrazki…

  63. @grzerysz
    mam poczucie, że przemawia przez Pana gorycz – ale bynajmniej nie jest ona nieuzasadniona!
    podzielam Pana tęsknotę za rzetelnie dokumentowanym, dobrym jakościowo dziennikarstwem. pozdrowienia!

  64. @ grzerysz,

    W nawiazaniu do tygodnika „Forum”. W latach studenckich byle czlonkiem Dyskusyjnego KLubu Filmowego. Zrzad Klubu oprocz ciekawych filmow co jakis czas zapraszal na dyskusje waznych i ciekawych ludzi zwiazanych z filmem. Na jednym spotkaniu byl ktos ( nie pamietam nazwiska) zwiazny z komisja (?) odpwoiedzialna za akupy filmow na Zachodzie. W czasie ciekawej rozmowy powiedzial, ze Polska jezt zbyt biednym krajem by kupowac zle filmy. Przyjmujac pewien margines tolerancji mozna to odniesc do roznych innych dziedzin – jesli tlumaczono obca ksiazki to dobre i tlumaczenia musialy byc na najwyzszym poziomie, jesli przedruki w „Forum” tudziez, jesli „Tygodnik Powszechny” mial problemy z przydzialem papieru to nie stac bylo redakcji na drukowanie na tym co miala, byle czego. itd. itp.

    Pozdrawiam

  65. @vandermerwe
    15 stycznia o godz. 6:16

    „Jednak sadze, ze uczelnia winna w studentach, niezaleznie od kierunku jaki wybrali, zaszczepic chec i umiejetnosc szerokiego patrzenia na swiat, checi poznania i poglebiania wiedzy o otaczajacym nas świecie”.

    Sądzę, że to powinna już zaszczepić w uczniach szkoła średnia, a na pewno już liceum.
    A jak ktoś trafi do dobrej szkoły podstawowej to już wtedy powinien zostać „zaszczepiony”…

    „Znam domy ludzi wyksztalconych, ktorzy nie maja ani jednej ksiazki, a jesli juz to ozdobny album na stoliku”.

    Rzecz to godna ubolewania.
    Dobra biblioteka (czy nawet kilkuset-pozycyjna biblioteczka) to podstawa.
    Do tego bym dodał wartościowy zbór CD (czy jeszcze płyt winylowych) z muzyką poważną i dobry zestaw DVD z klasyką filmową.
    Ja kupuję również DVD z nagraniami dobrych przedstawień teatralnych, polskich i zagranicznych.
    Muszę tu pochwalić Telewizję Polską za wydawanie na DVD spektakli z serii „Złota setka Teatru Telewizji”.
    Wyszło już kilkadziesiąt pozycji. Niestety sporo arcydzieł – np. „Wyzwolenie” Wyspiańskiego w reżyserii Konrada Swinarskiego czy też „Ślub” Gombrowicza i „Matka” Witkacego w reżyserii Jerzego Jarockiego – jeszcze się nie ukazało.
    Ja akurat „Wyzwolenie” – przedstawienie Starego Teatru w Krakowie – widziałem na żywo, ale chętnie bym je jeszcze obejrzał kilka razy na DVD…
    Kiedyś mieliśmy teatr na światowym poziomie. Warto aby i współczesne pokolenia mogły trochę z tych osiągnięć obejrzeć, choćby tylko na DVD.

  66. Vandermerwe 15 stycznia o godz. 6:16
    Moim zdaniem (a studiowałem trzy, co prawda zbliżone do siebie specjalności, na trzech różnych wyższych uczelniach w dwóch różnych państwach) to lepiej jest aby skończyć jedną a a dobrą uczelnię niż kilka marnych. Mnie się udało skończyć dobre uczelnie, ale nawet one (SGPiS czyli SGH, The University of Melbourne i Monash University) dziś są już tylko marnymi kopami tego, czym były one jeszcze jakieś ćwierć wieku temu.

  67. @vandermerwe
    16 stycznia o godz. 10:32

    „W czasie ciekawej rozmowy powiedzial, ze Polska jezt zbyt biednym krajem by kupowac zle filmy”.

    Oczywiście.
    Odnosi się to tak naprawdę do wszystkiego – np. jestem zbyt biedny aby kupować kiepskie buty czy też lichy garnitur.
    Kilka lat temu czytałem wywiad z nieżyjącym już znanym krytykiem filmowym, założycielem i wieloletnim szefem Kina Dobrych Filmów WIEDZA w Pałacu Kultury i Nauki, Jerzym Płażewskim.
    Był on chyba członkiem tej komisji, która rekomendowała zakupy filmów na Zachodzie.
    Powiedział, że już od wczesnych lat 1960. Polska kupowała np. CAŁOŚĆ selekcji konkursowej festiwalu w Cannes…
    Dla porównania z dzisiejszymi czasami: kilka lat temu dystrybutor wybitnego filmu Michaela Hanekego zatytułowanego „Biała wstążka”, laureata Złotej Palmy w Cannes, zastanawiał się długo czy go wprowadzić na polskie ekrany. Po prostu wątpił – jak sądzę słusznie, o czym za chwilę – aby ten film znalazł w całym naszym kraju widownię większą niż kilkutysięczna…
    Osobiście ten film obejrzałem w Warszawie w kinie MURANÓW. Było nas na sali – choć przyznaję, godzina seansu nie była najbardziej atrakcyjna, ale to w końcu stolica czterdziesto-milionowego kraju – góra piętnaście osób…

  68. @vandermerwe
    16 stycznia o godz. 10:32

    „jesli tlumaczono obca ksiazki to dobre i tlumaczenia musialy byc na najwyzszym poziomie, jesli przedruki w „Forum” tudzież…”

    Właśnie tak było.
    Czasami dla zabawy porównuję sobie współczesne tłumaczenia książek i artykułów prasowych.
    Często włos jeży się na głowie – jak tłumacz nie może sobie z czymś poradzić, to po prostu odpowiedni fragment opuszcza…

    @vandermerwe
    15 stycznia o godz. 6:16

    „Studiowanie na roznych kierunkach moze byc jednym ze sposobow, moze najlepszym ale nie zawsze do zrealizowani”.

    Oczywiście, że nie. Szczególnie, że z jeden kierunek – humanistyczny albo społeczny – wypadałoby zrobić na czołowej uczelni Zachodniej. Ale trzeba chociaż próbować…
    Dlaczego kierunek humanistyczny albo społeczny koniecznie na renomowanej uczelni zachodniej? Bo w Polsce matematyka, fizyka, informatyka czy elektronika na czołowych uczelniach stoi na bardzo przyzwoitym poziomie, czasami nawet na bardzo dobrym.
    Natomiast – jak już wcześniej pisałem – nie ma najmniejszego sensu – chyba, że wyłącznie dla papierka – studiować u nas np. historii, nauk politycznych, ekonomii czy filozofii.