Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko

1.11.2016
wtorek

Strachy, czyli co nam robi Halloweeen

1 listopada 2016, wtorek,

Matki musiały się podzielić. Te najsprytniejsze szybko zarezerwowały pomarańcze i mandarynki. Pozostałe kroiły marchewki, melony i paprykę. Ambitne upiekły babeczki z marchwi. Wygodne kupiły specjalnie wyłożone w każdym sklepie ciastka z lukrem. Warunek był jeden – wszystko musiało być pomarańczowe.

Po południu nauczycielka dziękowała: dzieci zjadły tonę owoców!

Matki musiały się też postarać. Te najsprytniejsze odkurzyły zeszłoroczne kostiumy, dosztukowały przykrótkie spódniczki i rajtki. Te ambitne zaprzęgły ojców, by razem kleić i zszywać kartony i cekiny. Te wygodne kupiły gotowce, których pełno na każdym rogu. Wszystkie przyszykowały dzieciom stroje. Niektóre ubrały też siebie.

Na boisku przed szkołą mieszali się rodzice przebrani za wróżki i nauczyciele przebrani za jajka albo koty. Pomiędzy nimi biegały usmarkane o tej porze roku Spidermany i tysiące Els w przekrzywionych perukach. Roboty, strażacy, dinozaury i klocki lego na cienkich nogach. Niektórym niedźwiedziom, które odprowadziły rodzeństwo, wystawała jeszcze pielucha. Nie było tak strasznie.

Niektóre dzieci były w jeansach i swetrach, bo ich rodzice tak właśnie woleli. Nikt się im nie dziwił ani nie komentował. Nie stały pod ścianą. Owoców starczyło dla wszystkich.

Ale i dorośli skorzystali. Pod stacją metra w kolejce po żetony ustawiła się czterdziestoletnia Pippi Langstrumpf, lekko posiwiałe duże piwo i czarodziej z laptopem. Jeśli pociąg się spóźni, nie zdążą do pracy. Dzień minął szybko, kalendarz nie przewidział wolnego. Żadne to przecież święto.

Za to wieczorem na bocznych uliczkach zaroiło się od maluchów. Rodzice dyskretnie stali z boku, pilnując, jak budowlańcy (metr pięć) i strażacy (pięć poniżej metra) wdrapują się na ganki. Zasada była jedna – puka się do domów, nie łazi się po mieszkaniach.

Poza tym nie było zakazów, pism od kuratora, zawstydzania.

Sąsiedzi byli przygotowani, zawczasu zrobili zakupy. Na wielu paczuszkach napisy: nie zawiera orzechów, nie zawiera mleka, nie zawiera pszenicy. Niektórzy nie chcieli odrywać się co chwila, więc włożyli kurtki i spokojnie stanęli w otwartych drzwiach. W jednym ręku termiczny kubek z kawą, w drugim torba słodyczy.

Dzieci wróciły do domów, jakby wyszły z jakiejś bajki. Ośmielone i oczarowane. I z tym nierozwiązywalnym dylematem: zjeść wszystko od razu czy zostawić choć trochę na później? Ciągle dotykały i przekładały szeleszczące opakowania, jakby chciały się upewnić, że to się nie przyśniło.

Nie przyśniło się. Maleńkie batony, czekoladki i pojedynczo pakowane żelki ciągle tam były.

Podobnie jak pamięć o dziadkach, zasłuchanie w opowieści rodziców, przywiązanie do tego, kim się jest.

Bo kilka wydrążonych dyń, garść cukierków i prześcieradło z wyciętymi oczami nie zmienią tego, kim się jest.

Chyba że się nim wcale nie jest.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 51

Dodaj komentarz »
  1. PKK (POLSKI Kościół Katolicki) nie chce, żeby ludzie wierzyli z wyboru własnej, przed Boga udzielonej woli, lub alternatywnie, z irracjonalnego poczucia miłości do Boga.
    Nie!
    Niewolnicy PKK mają wierzyć ze strachu.

  2. Czyli życie (i śmierć?): lekko, łatwo i przyjemnie…

    W całym tekście jedno! zdanie nawiązujące do przeżywanego okresu: „Podobnie jak pamięć o dziadkach, zasłuchanie w opowieści rodziców, przywiązanie do tego, kim się jest.”

    Ps. Wszystko może być, tylko nie w dniach wspominania zmarłych, zadumy nad przemijaniem. W tym okresie nie przystoi gwar, chichot, żelki, czekoladki, kolorowe papierki…

  3. @AOlsztynski
    1 listopada o godz. 10:22
    „W tym okresie nie przystoi gwar, chichot, żelki, czekoladki, kolorowe papierki…”
    A niby dlaczego nie przystoi? Dla Pana nie przystoi, dla innych odwrotnie. Zwłaszcza, że to dzieci, dla nich przemijanie to abstrakcja, zazwyczaj trudna do ogarnięcia. Poza tym ten wieczny polski nakaz epatowania smutkiem; a to rocznica powstań, a to śmierć proroka z Galilei, a to miesięcznica, a to rocznica klęski takiej, owakiej etc. Nawet Wigilia, patrząc na twarze Polaków w ten dzień wydaje się być najsmutniejszym polskim świętem, obleka Polaków w cierpiętnicze miny, zdaję się, że wszyscy smutaszą na wyścigi. Niedawno wróciłem z Wysp, jakiż to kontrast naszych tragicznie zaciętych min do uśmiechniętych twarzy Wyspiarzy, pełnych radości życia, empatii, kultury i wzajemnej życzliwości. Dobrze, że moje dzieci, a siłą rzeczy i wnuki nie są już częścią składową tej nieszczęsnej krainy, w której nakaz smutku, wiecznie żywy niczym idea Lenina.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Trudno zrozumiec jaka mysl probowala Pani przekazac. Oczywiscie w Kanadzie oraz innych krajach swiata istnieje taka tradycja – bardzo dobrze. Czy chodzi o to, ze tam rzecz nie budzi kontrowersji a w Polsce budzi? Bedzie budzic, gdyz jest to zwyczaj „transplantowany” z innego kregu kulturowego, dla ktorego nawet nie probowano wymyslec polskiej nazwy, choc rzecz jest zwiazana z wigilia 1 listopada. Na tej samej zasadzie mozna w Polsce celebrowac np. „Guy Fawkes Night” , rzecz uswietniona fajerwerkami, tyle tylko nie ma to nic wspolnego z Polska zas bardzo wiele z historia i tradycja Wielkiej Brytanii.
    W samej Kanadzie, za mojego przynajmniej zycia, istnialy kontrowersje z faktu istnienia dwoch roznych europejskich populacji na terenie kraju – angielskojezycznej i francuskojezycznej.

    Pozdrawiam

  6. Pani Gospodyni,
    Niestety, ale muszę się tu zgodzić z A. Olszyńskim. Poza tym, to dlaczego my mamy małpować wszystko co idzie do nas z Zachodu (tu konkretnie z Kanady, ale właściwie z USA)? Czy my aby na pewno nie mamy naszych własnych, polskich czyli słowiańskich obyczajów na dzisiejszy dzień?
    Bawi mnie też ta Pani, dziecinna wręcz, fascynacja Kanadą. Niech Pani się lepiej wybierze poza swoje miejsce zamieszkania i zobaczy ja tam żyją farmerzy i traperzy, a przede wszystkimi jak tam żyją prawdziwi Kanadyjczycy, czyli Indianie i Eskimosi. To do nich przecież należy Kanada i ich to należy się spytać, a nie nielegalny, okupacyjny „biały” rząd w Ottawie, o pozwolenie na osiedlenie się w Kanadzie i przenoszenie na kanadyjski grunt anglosaskich obyczajów typu owego Halloweenu, obyczajów obcych zarówno Polakom jak też i Indianom oraz Eskimosom.
    Lech.Keller(at)gmail.com

  7. vandermerwe – 1 listopada o godz. 11:20 – RACJA!

  8. Polska halloweenofobia ma uzasadnienie. Kryje się za nią paniczne i słuszne podejrzenie, że nasza własna aktualna kultura jest płytka i pusta. Lubimy opowiadać o rzekomej zadumie i refleksji, której tak naprawdę nikt się nie poddaje. Przeciętny Polak po powrocie z cmentarza, zamiótłszy liście, zapaliwszy znicz i postawszy chwilę (albo i zeżarłszy kiełbaskę z żelkami), wraca do domu i włącza telewizor. I nie będą nam tu genderowi psycholodzy opowiadać, że Halloween oswaja dziecięce lęki 🙂 Jeszcze się ta zaraza rozpleni i zamiast smętnych styp zaimportujemy wesołe anglosaskie komemoracje. To będzie dopiero upadek kultury i tradycji! Całkiem jak świąteczna choinka.

  9. Kiedy przyjechalismy do Kanady (wiele lat temu), synek mial dziewiec lat i Halloween byl jednym z rytualow wprowadzajacych go w zycie towarzyskie. Kolesie powiedzieli mu: “najpierw lecimy do starego Thomasa, bo jemu nie chce sie babrac z ciasteczkami i rozdaje po quarterze. Pozniej do pani Brown, bo rozdaje pieczone jablka na patyku i szybko sie koncza. Potem do pani Smith bo rozdaje domowe brownies. A pozniej to juz jak leci.” Od tego czasu wiele sie zmienilo. My rozdajemy jakies batoniki (Halloween approved 😉 ) glownie w celach towarzyskich. Dwadziescia lat temu wprowadzilismy sie do domu na ulicy na ktorej nie bylo dzieci. Dzisiaj jest ich chmara. Rodzice chodza i zawsze sa jakies pogwarki – “my jestesmy spod dwudziestki – troche przez ulice, to jest Jacek i Agatka” itd. I tak zawiera sie znajomosci. Impreza czysto towarzyska, tak jak doroczne street party. Watpie, zeby ktokolwiek w ogole zastanawial sie nad proweniencja swieta.
    Jesli idzie o import zabawy do Polski, to mam mieszane uczucia – Boze Narodzenie tez importowany zwyczaj 😉 ). Tak, czy inaczej, zawsze przypomina mi sie rysunek nieocenionego Mleczki: Dwojka rodzicow prowadzi za rece chlopczyka w stroju kowboja, w tle McDonald’s, KFC etc, a tato mowi do mamy “pomyslec, ze nasza rodzina nie dala sie zrusyfikowac przez dwiescie lat.” 😀

  10. Schwarzerpeter – 1 listopada o godz. 15:56
    Od razu widać, że ten cały anglosaski „halołyń” to polega głównie na żebraninie. Ja w Australii przeganiałem takich młodocianych żebraków strasząc ich psem (rottweilerem) i policją. Zawsze skutkowało. Nikt mnie nie będzie zmuszać do zabawy, na którą ja nie mam ochoty.

  11. wspaniała opowieść, pozdrowienia!

  12. dziękuję za zaproszenie na wycieczkę. cieszę się, że ma Pan dzięki mnie powód do rozbawienia.
    nie zachęcam do małopowania czegokolwiek, ale oczy na świat mam otwarte. pozdrowienia!

  13. moja profesorka ze szkoły średniej napisała, że w tym roku, po raz pierwszy, nie zajrzały do nich dzieci po słodycze na Haloween.
    ich wnuczka przebrała się i wyszła na osiedle, ale wróciła prawie z pustymi rękami.
    nie było dyń, zabawy, otwartych drzwi.
    a jeszcze rok temu było inaczej. co zyskaliśmy? co zyskały dzieci?
    nie unikniemy kontrowersji, ale po co się na nie zamykać? pozdrowienia!

  14. jedno zdanie – ale jakie! 🙂
    ja akurat zgodzę się z Panem, że do Wszystkich Świętych i zaduszek nie przystoi gwar, chichot i żelki.
    co sobie z tego robią Polacy, szturmujący dziś cmentarze? proszę się rozejrzeć po stoiskach z pańską skórką, hot-dogami, chińskimi zniczami z melodyjką i tabletkami dla meżczyzn. jak to się ma do zadumy nad przemijaniem, czułego wspominania drogich zmarłych?

    tu, gdzie akurat jesteśmy, nie ma wpisanego w kalendarze poważnego święta zadumy – ale jest Halloween, na które czekają dzieciaki.
    uważam, że jednego dnia można iść z kolegami bawić się w przebierańców, a drugiego pójść do świątyni albo na cmentarz. to się nie musi wykluczać. pozdrawiam.

  15. @jkowalski A ja odbieram fascynacje Gospodyni Kanada bardzo pozytywnie. Prosze nie wpadac w ta nute „narzucania” czy „malpowania” innych. W kazdym spoleczenstwie znajdzie sie miejsce na ludzi celebrujacych jakis zwyczaj i takich , ktorzy nie sa tym zainteresowani. Mieszkam od wielu lat na Alasce, pracuje w szkole i obserwuje ten dzien od lat. Jest to czas zabawy, rodzinnego szalenstwa. Wyzwala w ludziach kreatywnosc na ktora patrze z zazdroscia. Wytraca z szarej, pedzacej jak ekspres codziennosci. I, prosze sobie wyobrazic, widze duzo rodzin Alaska Natives celebrujacych ten dzien.
    Dlatego wczoraj zaprosilam samotnych znajomych na obiad, ktory podawalam przebrana za biedronke. Moj dorosly syn biegal do drzwi rozdawac slodycze a przechodzacy znajomi z dziecmi byli fotografowani. Oferowalam im kieliszek polskiej nalewki ( o tej porze potrafi byc tu zimno, choc wczoraj temperatura byla wyjatkowo wysoka). Wszyscy uleglismy pewnemu czarowi/ szalenstwu tego wieczoru i bawilismy sie swietnie.
    Co do polskiego gruntu… Dostrzegam dysonans pomiedzy naszym pelym zadumy Swietem Zmarlych a radosnym szalenstwem Halloween. Ale to juz inny temat do dyskusji…

  16. myślę, że byłby z tego świetny reportaż: jak Polacy rozsiani po świecie radzą sobie w Halloween i z Halloween.
    serdecznie pozdrawiam!

  17. Mam nadzieje, ze ci, ktorzy starsza przychodzace dzieci psem i policja , czym chwali sie jkowalski, naleza do rzadkosci.

  18. a jeszcze rok temu było inaczej. co zyskaliśmy? co zyskały dzieci?

    Dlaczego zawsze lepsze ma być wypierane przez gorsze? Polacy mają akurat niepowtarzalną i piękną tradycję świętowania swoich zmarłych. Po co profanować to jakimiś anglosaskimi błazeństwami. W interesie komercyjnych sieci handlowych?

    Zatem co zyskały dzieci? Odzyskują siebie, swoją tożsamość i tradycje swoich przodków. To więcej znaczy niż garść wycyganionych słodyczy.

  19. snakeinweb – 1 listopada o godz. 20:04
    Tu się z tobą na 100% zgadzam.

  20. Fairbanks – 1 listopada o godz. 19:46
    W Polsce NIE, a co mnie obchodzą mało cywilizowane obyczaje w innych krajach? I z jakiej racji mam popierać natrętne i przecież nie pozbawione elementu groźby żebractwo u dzieci, na dodatek mających na ogół zamożnych rodziców?

  21. @ Autorka,

    „…jak Polacy rozsiani po świecie radzą sobie w Halloween i z Halloween.”

    Halloween w krajach, gdzie jest taka tradycja nie wymaga radzenia sobie. Jak wspomniano powyzej, jest forma kontaktow towarzyskich, rzecz szczegolnie istotna dla dzieci. Mieszkajac w kraju roznych jezykow, ras, religii i kultur mam przyjemnosc kontaktu z „celebracjami” w ramach roznych tradycyji, ktore w sumie wiekszosci nie dziwia, co najwyzej nie kazdy bierze w nich udzial – rzecz wyboru. Moje dzieci uczstniczyly we wszystkim w czym uczestniczyli przyjaciele z lawy szkolnej,w tym i Halloween. Mysle jednak, ze jest to troche inna sytuacja niz w spoleczenstwach „starych” w miare homogenicznych z tradycja siegajaca wstecz setki lat.

    Pozdrawiam

  22. Joanna Gierak-Onoszko – 1 listopada o godz. 19:18
    Jakoś nie zauważyłem, aby Polacy latali przebrani za biedronki i inne żabki po cmentarzach i aby ich dzieci zaczepiały dorosłych na tychże cmentarzach, domagając się od nich cukierków. A co do handlowej otoczki tego święta, to pojawiła się ona w swej obecnej, nachalnej postaci, dopiero po roku 1989, kiedy to pieniądz stał się w Polsce bogiem numer 1, tak jak od dawna jest on nim w Kanadzie. Okazja do zabawy jest zaś w inny czas, n.p. w karnawał. Jak to napisano w rozdziale 3 Księgi Koheleta (według Biblii Tysiąclecia):
    Wszystko ma swój czas,
    i jest wyznaczona godzina
    na wszystkie sprawy pod niebem:
    Jest czas rodzenia i czas umierania,
    czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,
    czas zabijania i czas leczenia,
    czas burzenia i czas budowania,
    czas płaczu i czas śmiechu,
    czas zawodzenia i czas pląsów,

    czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
    czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
    czas szukania i czas tracenia,
    czas zachowania i czas wyrzucania,
    czas rozdzierania i czas zszywania,
    czas milczenia i czas mówienia,
    czas miłowania i czas nienawiści,
    czas wojny i czas pokoju.

    Nie trzeba być wierzącym, aby docenić mądrość tych słów.

  23. Fairbanks – 1 listopada o godz. 19:24
    A ja widzę, że nasza Gospodyni ma wyraźne kompleksy, że uważa ona, po krótkim przecież pobycie w Kanadzie (nawiasem, ja w Australii mieszkałem i pracowałem lat ponad 30) wszystko co polskie za gorsze, a kanadyjskie za lepsze. To jest typowy objaw u sporej części świeżych imigrantów, którzy chcą być w USA bardziej amerykańscy niż Amerykanie, w Kanadzie bardziej kanadyjscy niż Kanadyjczycy a w Australii bardziej australijscy niż Australijczycy. Gdyby jeszcze zafascynowani oni byli kulturą indiańską, eskimoską czy też aborygeńską, ale nie – oni są zafascynowani kulturą anglosaską, obcą przecież zarówno USA, Kanadzie jak też i Australii. I co to są za stwory te ‚Alaska Natives’? Indianie to czy Eskimosi? I co z tego, że przejęli oni te idiotyczne przecież anglosaskie zwyczaje pochodzące z brytyjskiej popkultury? Należy się z tego powodu tylko martwić, gdyż tym samym tracą oni swoją własną tożsamość kulturową i to w swoim własnym kraju. 🙁

  24. AOlsztynski
    1 listopada o godz. 10:22
    Czyli życie (i śmierć?): lekko, łatwo i przyjemnie…

    *
    Polska to kraj homogeniczny etnicznie, religijnie i zanurzony w wersji katolicyzmu rytu Karola Wojtyly, ktory jest z XIX wieku. Co czyni go marginesem chrzescijanstwa/katolicyzmu AD 2016, ktorego epicentrum jest w Ameryce Lacinskiej – skad pochodzi papa Franciszek – i Afryce.

    Kanada (skad pisze Autorka) czy Stany Zjednoczone to panstwa i narody imigrantow. Czyli panstwa multi-culti, gdzie nie ma dominacji jednej religii. A wiec i jednej wykladni opowiesci o Zyciu i Smierci.

    Z DEFINICJI (choc i Kanada i Polska to panstwa/narody Zachodu).

    Halloween to czesc KULTURY ZACHODU. Dynia to 31 Pazdziernika obowiazkowy element wyposazenia domow i maja ja w domach i chrzescijanie, i zydzi, i muzulmanie , i buddysci oraz wszelcy mozliwi heretycy . A ich dzieciaki bawia sie tego dnia RAZEM na ulicach (wraz z rodzicami), gdyz Halloween to swieto radosci.

    PS.
    Biegajac dzis po necie zauwazylem ze multi-culti Kanada zdecydowala przyjac 300.000 emigrantow z Bliskiego Wschodu. A ‘katolicki’ rzad J.Kaczynskiego nie wyobraza sobe przyjac 300 (slownie: trzystu).

    Po owocach ich poznacie, Ziomal.

  25. jakowalski
    1 listopada o godz. 22:23

    FAKTY powiadaja tak: ludzie wszystkich mozliwych kultur, nacji, ras, religii itd. ktorych praszczurzy przybyli do Nowego Swiata na statku ‚My Flower’ w 200 lat stworzyli SUPERPOTEGE: Stany Zjednoczone Ameryki
    Kanada to mlodsza siostra Ameryki.

    Powtarzam: ci maja dynie 31 Pazdziernik na wycieraczce przed domem w 200 lat uwineli sie z tym, co innym panstwom i narodom zajmuje tysiaclecia.

    Noze by wiec tak zastanowic sie nad DNA sukcesu Ameryki/Kanady miast bez sensu zgrzytac zebami?

    Pozdrawiam.

  26. To samo można by powiedzieć o Chinach. Bo mają swojego Smoka. Albo o Rosji, bo mają swoją Wańkę Wstańkę.

  27. PS.
    Obama sang „Purple Rain” to this kid dressed as Prince and our hearts exploded http://www.huffingtonpost.com/entry/obama-prince-halloween_us_5818c42ce4b0990edc33a892?ncid=engmodushpmg00000004

  28. Halloween ciag dalszy. Tak jak wspominalem, nie wiem ile osob zaangazowanych w przebierance, zdaje sobie sprawe ze zrodel tych obrzadkow. Teraz to jest po prostu zabawa towarzyska. Czy zawsze musi byc na smutno z refleksja? Z bardzo dawnych czasow pamietam Zaduszki na jednym z podwarszawskich cmentarzy. Pare grobow dalej od rodzinnego grobu, byl grob na ktory przychodzila spora grupa ludzi – domyslam sie, ze rodzina – rozkladala obrusik, jedzenie i picie i celebrowala to swieto na swoj sposob. Z reszta podobne obrzadki widzielismy w bardzo katolickim Meksyku.
    To samo odnosi sie do Bozego Narodzenia. Nie wiem jaki procent tych, ktorzy stawiaja choinke, gotuja wieczerze wigilijna i czasami nawet spiewaja koledy, chodzi w ogole do kosciola. Na pewno nie wszyscy, spora czesc na pewno nie.

    Halloween cd2. Dzisiaj, w lokalnym parku, wszyscy przyniesli swoje dynie, zapalili w nich swieczki i odbyl sie konkurs na najlepiej wyrzezbiona dynie. Dumne dzieciaki opowiadaly co dynie przedstawiaja, rodzice popijali kawe (i nie tylko 😉 ) i zwyczajnie sie plotkowalo. Sasiedzi przedstawiali swoich sasiadow – i tak sie zaciesniaja wiezi spoleczne. To co napisalem w pierwszym wpisie – to jest impreza towarzysko-sasiedzka. Potem, kilku ochotnikow wyjelo swieczki i wrzucili dynie do zawczasu przywiezionych pojemnikow, ktore jutro miasto zabierze i zawartosc przerobi na kompost, ktory bedzie rozdany w tymze parku za rok.
    @fairbanks 1 listopada godz 19:24 Czy to, ze sie lubi miejsce w ktorym sie mieszka swiadczy o kompleksach? Nie mysle. A moze ci, ktorzy nie moga nigdzie zagrzac miejsca, maja kompleks ze innym sie udalo i podoba?
    @fairbanks 1 listopada o godz. 19:46 “Mam nadzieje, ze ci, ktorzy starsza przychodzace dzieci psem i policja, […] naleza do rzadkosci.”
    W naszej okolicy ludzie, ktorzy nie maja ochoty ogladac “malych zebrakow z bogatych rodzin” po prostu nie wystawiaja dyni i nie zapalaja swiatla na ganku. I to calkowicie wystarcza.
    Ale jak widac, sa tacy – z zaburzeniami psychicznymi i kompleksem nizszosci wyrazajacym sie nienawiscia i agresja do wszystkich i wszystkiego – ktorzy nie potrafia zalatwic czegos lagodnie i uciekaja sie do innych metod.
    @mr.off 😉 🙂

  29. mr.off

    „….ci maja dynie 31 Pazdziernik na wycieraczce przed domem w 200 lat uwineli sie z tym, co innym panstwom i narodom zajmuje tysiaclecia.”

    Nie jestem przekonany czy uwineli sie i czy dzieki dyni na wycieraczce.
    Sadze natomiast, ze dyskusja zaczyna przybierac forme rozwazan „o wyzszosci Swiat Bozego Narodzenia nad Swietami Wielkanocy”. Przekonywanie o istnieniu roznych tradycji w roznych krajach, ich powszechnosci i zwiazanych z tym reminiscencjami wielu pokolen jest wywazaniem otwartych drzwi. Halloween w Polsce jest , przynajmniej na tym etapie, wydarzeniem bez „korzeni”,budzacym kontrowersje wynikiem swoistej promocji. Moze za jakis czas sie przyjmie a moze umrze smiercia naturalna – w jedna czy druga strone niewiele z tego wyniknie dla polskiego spoleczenstwa.

    Pozdrawiam

  30. mr.off – 1 listopada o godz. 22:57
    1. Hitler też stworzył i to w zaledwie kilka lat (1933-1939 czyli w zaledwie 6 lat), militarną potęgę Niemiec, ale jakim kosztem? Przecież Kanada powstała, tak samo jak USA, na bazie Holocaustu tamtejszych Indian. Nie sztuka jest stworzyć superpotęgę, napadając na kogoś, kto dysponuje obszarem i bogactwami naturalnymi, zamordować go i żyć później z eksploatacji tego, co się siłą zagarnęło, przy okazji mordując właścicieli, a na takiej przecież zbrodni jest oparta potęga i bogactwo USA oraz bogactwo Kanady i Australii. Nie ma się tu więc czym chwalić. 🙁
    2. A te dynie, to 31 października na wycieraczce przed domem mają ci, którzy maja ręce umazane w krwi tych, których wymordowali ich przodkowie, czyli mają oni na rekach krew głównie Indian (USA, Kanada) i Aborygenów (Australia). Tu się trzeba więc wstydzić, a nie chwalić. Sukces USA, Kanady czy Australii jest bowiem sukcesem bandyty, złodzieja i mordercy. A kradzione przecież nie tuczy. Piszę to jako de jure obywatel Australii i poddany JKM Elżbiety II, ale też i jako ktoś, kto poznał ze źródeł historię Australii, a przy okazji też USA i Kanady i jest nią mocno zdegustowany. Czuję się więc jak potomek nazistów, który dobrze wie, że sporą część swojego majątku zawdzięcza on temu, że jego przodkowie obrabowali Żydów, Polaków i inne nacje, ale też nie wie, komu właściwie powinien on wypłacić odszkodowanie, jako że jego władza (w moim przypadku okupacyjny rząd w Kanberze) nie chce mu w tym pomóc. 🙁

  31. mr. off- 1 listopada o godz. 23:45
    Obama powinien kontynuować i pielęgnować obyczaje swoich murzyńskich przodków z Kenii, gdzie się on zresztą przecież urodził. A Halloween do nich zaś na 100% przecież NIE należy.

  32. mr. off – 1 listopada o godz. 22:25
    1. Zaduszki to NIE jest zwyczaj katolicki, a starosłowiański, tyle że przejęty przez katolicyzm i przemianowany na Wszystkich Świętych. W USA, Kanadzie i Australii dominuje zaś chrześcijaństwo, tyle, ze nie ma tam dominacji jednego kościoła, ale np. w Australii, z kościołów chrześcijańskich, dominuje dziś już nie anglikanizm a katolicyzm rzymski.
    2. Polska NIE należy do Zachodu. Polska to jest Europa Centralna (Środkowa), a z racji słowiańskiego pochodzenia Polaków, ma ona kulturowo, a więc też i obyczajowo więcej wspólnego z Europą Wschodnią niż z Zachodnią. Halloween to jest zaś część kultury anglosaskiej, a więc nie całej kultury zachodniej.
    3. A to, że Kanada popełnia samobójstwo, przyjmując imigrantów z Bliskiego Wschodu, to jest, na szczęście, problem Kanady, a nie Polski.

  33. Schwarzerpeter – 2 listopada o godz. 3:57
    Ale w polskich zwyczajach, i to tych naszych prawdziwych, czyli słowiańskich (a więc „pogańskich” z punktu widzenia narzuconej nam siłą religii rzymskiej a właściwie żydowskiej), to zabawy na cmentarzu są w złym guście. A twój chamski atak ad personam na mnie świadczy tylko, żeś zwyczajny cham, 🙁 Mam bowiem pełne prawo zwalczać żebractwo i to wśród rozpuszczonych dzieciaków z całkiem zamożnych rodzin.

  34. Vandermerwe – 2 listopada o godz. 6:08
    Wydaje mi się, że w Polsce minął już czas bezrefleksyjnej fascynacji Zachodem. Niektóre sympatyczne zwyczaje, typu Walentynek, to się w Polsce chyba przyjęły, ale te bardziej kontrowersyjne, kolidujące zbyt wyraźnie z naszymi zwyczajami, jeszcze z czasów „pogańskich”, czyli z naszą prawdziwą, polską czyli prasłowiańską wiarą, takie jak n.p. Halloween, to się na szczęście nie przyjęły. I dobrze.

  35. @snakeinweb
    ‚Dlaczego zawsze lepsze ma być wypierane przez gorsze? Polacy mają akurat niepowtarzalną i piękną tradycję świętowania swoich zmarłych.’
    Lepsze?!? – koń by się uśmiał. Skoro nasze jest takie lepsze, to dlaczego nie potrafi się obronić? Może podsumuję to ‚lepsze’: zatłoczone cmentarze zalane chińską tandetą, zakorkowane miasta, ludzie pomstujący chaos do którego sami się przyczynili, co roku komplet trupów ekstra w ramach akcji ‚Znicz’; może w ramach ‚lepszego’ pójdzie na mszę na której siedzi jak na tureckim kazaniu drapiąc się w tyłek (nikt nie zobaczy), dłubiąc w nosie (tak, żeby nikt nie widział) i panicznie udając, że nikogo koło niego nie ma jak trzeba przekazać znak pokoju (to przecież obciach). Faktrycznie niepowtarzalna i piękna tradycja. I wpisująca się w inne niepowtarzalne i piekne tradycje, jak świętowanie wszelkiego rodzaju klęsk, przegranych powstań, wojen i katastrofy spowodowanej naszym swojskim, pięknym i niepowtarzanym bylejactwem, tumiwisizmem i co-on-mi-tu -kurwa-będzie-gadał, która uparcie nie stać się zamachem. I bez najmniejszej KRYTYCZNEJ refleksji, co te katastrofy spowodowało i jakie wnioski można wyciągnąć na przyszłość, żeby żyło się spokojnie, lepiej i po prostu pogodnej. Nie, bo po pierwsze – to wymaga myślenia, po drugie – mesjasz narodów musi być ponury jak burdel w poniedziałek rano, żeby poczuć się prawdziwym mesjaszem.
    To po pierwsze. Po drugie – dlaczego od razu lepsze/gorsze? Może po prostu INNE. No tak, zapomniałem. Prawdziwy polski, katolicki patriota, lepszy sort, element nieanimalny i bez genu zdrady narodowej między innym i gorszym stawia znak równości.

  36. jakowalski 2 listopada o godz. 9:48

    1) Haloween jest pochodzenia celtyckiego, nie anglosaskiego. Sprawdź jak swego czasu rozlali się Celtowie po Europie i jaki był zasięg ich wpływów – również kulturowych 2) Porównaj sobie nasze Dziady i ichnie Samhain – jest naprawdę sporo podobieństw 3) Nie wytyczaj sztywnych granic kulturowych – wpływy kulturowe mają to do siebie że się wzajemnie przenikają z wzajemnym dla siebie pożytkiem. Z kulturą jak z pulą genową 😉 – im więcej tym lepiej; bo jest z czego wybierać i każdy może znaleść coś dla siebie.

  37. @Jakowalski „A dynie maja pod domem ci, ktorzy maja rece umazane we krwi…, ja chodzace na zebry dzieci szczulem w Australii psem roltwajlerem…., a Obama powinien wprowadzac swoje murzynskie obyczaje….” Ty tak na trzezwo, a moze lekarstwa nie powinienes mieszac z alkoholem.
    BTW To nie zamkneli cie za to szczucie psem na kilka lat panie nauczycielu collegu w Australii?
    A…. tak wogole to w czym problem, odgornie nakazac co ludzie maja robic w swoim wolnym czasie? To ludzie maja decydowac co lubia, a co nie, kiedy to n ie szkodzi innym. Wszak zawsze mozna zamknac sie w domu z rotwajlerem, albo nawet miec tyhle zyczliwosci i wybaczyc te hulanki innym.
    Chcialam dodac, ze w USA nikt nie kojarzy pamieci o swoich zmarlych z Halloweenem. To swieto jest przede wszystkim swietem dzieci, przebiora sie, pochodza z rodzicami od sklepu do sklepu, czy domu, a takze doroslych, ktorym chce sie powyglupiac w czasie parad, albo na zorganizowanych zabawach w domu. Jesli juz cos, to jest to oswajanie samej smierci jako czesci zycia.
    Dzien pamieci jest w ostatnia niedziele maja – Memorial Day i jest poswiecony pamieci poleglych zolnierzy.
    Przypomina mi sie ta zaduma w czasie polskiego grobbingu. Najpierw tygodniowe pastowanie tapczanow cmentarnych z najdrozszego kamienia ( moze mi ktos wytlumaczy skad ta pycha tych co pozostali jeszcze na ziemi), potem zakup coraz wiekszych i jeszcze fantazyjniejszych chryzantem, a znicze to juz jak male wieze Eifla, potem nerwowe sledzenie jaka bedzie pogoda, moze uda sie wyciagnac z naftaliny futro, a moze wystarczy ta narzutka, ktora z mysla o cieplejszej paradzie Halloweenowej ( tfu, wszystkoswietowej) kupilismy. A potem kilka m inut nudy i obserwowanie, obserwowanie kto kogo jak, (czy w tym straszliwym tloku jest czas na jakakolwiek zadume?) czasem nawet mile spotkanie dawno nie widzianych i do domu na posilek ( naogol zakrapiany – tak wymarzlismy), a potem jazda do rodzinnej miejscowosci, ze wzmocnionym gazem, lub bez i niestety przybywa tym sposobem miejsc do grobbingu.
    Moj ojciec wchodzac na Cmentarz Rakowicki w Krakowie, gdzie zreszta zostal pochowany mowil Wesolych Swiat, poniewaz drwil z tej pysznej parady halloweenowej w polskim wydaniu. Zastaw sie, bo co powiedza sasiedzi z grobu obok.
    Skoro o obyczajach zagranicznych. Moj maz jest pochowany w Ameryce, na cmentarzu amerykanskim ( na szczescie n ie ma tu grobow polskich), gdzie stoja wylacznie pionowe tablice, a wokol trawa i gdzie oczywiscie nie mozna budowac betonowych schronow na trumny( Moze mi ktos wyjasni w jakim celu buduje sie te bunkry) i gdzie nie handluje sie za setki tysiecy miejscami na cmentarzu.
    Tegoroczny 1 listopad wypadl w dzien powszedni. Dlatego spotkamy sie na cmentarzu w gronie rodzinnym w niedziele. Syn wkopie w ziemie chryzanteme, zapalimy tylko dwa 10cm znicze, cudem udalo mi sie takie malutkie nabyc. (Zarzad cmentarza bardzo, prosi o umiar w ilosci), wnuki odmowia polskie modlitwy, przypomni im sie cos tam z drzewa genealogicznego rodziny i potem na obiad, ktory na pewno nie bedzie dluzszy niz dwie godziny. I nie bedzie chwili zadumy, tylko wspominanie dobrych i pogodnych chwil z przeszlosci.

  38. @ jakowalski,

    Nie mam problemu z roznymi zwyczajami, najwyzej sie do „celebracji” nie przylaczam. Wspomniane przez Pana Walentynki, choc tutaj tak bardzo powszechne i popularne, nie sa dla zony i mnie specjalnym dniem – nie z racji bojkotu, raczej dzien ten jest dla nas bez „punktu odniesienia”. Inaczej niz nasze dzieci, dla ktorych stanowi on czesc ich zycia i wspomnien od „zarania”. Lacznie z Halloween sa to sprawy marginalne. Patrzac jednak na internetowa strone „Polityki” mozna nabrac przekonania, ze temat Halloween jest niezwykle wazny. Szczesliwy kraj majacy tak „powazne” problemy.

    @ Zyta2003,

    Nie ma potrzeby licytacji, ktore tradycje i zwyczaje sa lepsze a ktore gorsze. Sa wynikiem dlugiego procesu i w danym spoleczenstwie w miare powszechnie akceptowane. Mozna je lubic lub nie miec takie lub inne preferencje – rzecz osobistych odczuc.

    Pozdrawiam

  39. Zyta2003 – 2 listopada o godz. 11:50
    Piszę prawdę i podaję fakty, a że one są niewygodne dla większości rezydentów USA, Kanady czy Australii, to już nie jest moja wina.
    Poza tym, to w Australii college jest szkołą średnia, ja tam byłem wykładowcą (lecturer) na uniwersytecie. Szczucie psem w zrozumieniu pogrożenia użyciem psa do odpędzenia niepożądanego gościa, jest zaś tam jak najbardziej legalne, jesli ktoś dokonuje nielegalnego wejścia (tresspass) na moją posiadłość. Ponadto nachalne żebractwo jest w Australii prawnie zakazane, podobnie jak każda forma żebractwa dzieci. Nie obchodzi mnie też to, co sobie w USA kojarzą z Halloweenem – mnie obchodzi tylko to, co Polacy kojarzą sobie z dniem 1 listopada. Nie obchodzi mnie też kiedy Amerykanie obchodzą dzień poświęcony tym buntownikom i terrorystom, którzy w XVIII wieku podnieśli rękę na, legalną przecież z punktu widzenia ówczesnego brytyjskiego prawa, władzę króla Anglii czy też tych, którzy od XVII wieku mordowali Indian, a później Koreańczyków, Wietnamczyków, Irakijczyków czy też Afgańczyków.
    I co to jest ten „grobbing”? Po jakiemu to jest?
    A jeśli tobie się nie podobają polskie groby, gdyż są one twoim zdaniem zbyt okazałe, to co powiesz o pomnikach dla kapitału (siedziby central banków) czy też handlu (luksusowe centra handlowe) albo hazardu (kasyna i giełdy), tak często spotykanych w USA? Poza tym, to w Ameryce są różne cmentarze – proste dla ubogich, takich jak np. twój mąż i okazałe, z kaplicami rodowymi, ale tylko dla bogatych. Ty tych drugich nie odwiedzasz, jako że nikt z twoich bliskich czy znajomych nie jest tam pochowany, a więc masz bardzo błędne pojęcie o tym, jak wyglądają amerykańskie cmentarze. I zupełnie mnie nie obchodzi, jak ty spędzasz 1 listopada. Jak go ostatnio spędziłem np. w domu, gdyż lało. A na groby moich najbliższych, to pójdę przy innej okazji, a tobie nic do tego.

  40. Vandermerwe – 2 listopada o godz. 12:22
    A ja uważam, że ja mam prawo nie terować idiotycznych obyczajów, polegających głównie na natrętnym żebractwie dzieci. A co do Walentynek, to przecież one nie mają nic wspólnego z natrętnym żebraniem, a wiec nie można ich porównywać do Halloweenu.
    A poza tym, to są tradycje dobre i złe z każdego punktu widzenia. Halloween jest zaś generalne zły, jako że opiera się on na natrętnym żebractwie dzieci.

  41. @AOlsztynski
    U nich nie ma jednego dnia na wspominanie. A nie wiem, czy wiesz, że i u nas ani 31.10, ani 01.11 nie są oficjalnie dniami wspominania swoich zmarłych.

  42. 3 lata z rzędu 31 listopada organizowaliśmy wraz z sąsiadami naszego bloku, na warszawskim Mokotowie Halloween dla naszych dzieci. Wyglądało to mniej więcej w ten sposób, że dzieciaki w wieku od 3 do 10 lat przebierały się i chodziliśmy po zaprzyjaźnionych mieszkaniach z hasłem „cukierek albo psikus”. Chodziliśmy tylko po znajomych domach w obawie przed sąsiadami, którym radość przebranych dzieci za pajączka czy księżniczkę przeszkadza, nie chcieliśmy doświadczać agresji ludzi, którzy „boją się dyni” i którym ksiądz z ambony powiedział, że Halloween to zło. Dzieci i my dorośli bardzo lubiliśmy te nasze listopadowe spotkania, był to czas zabawy. 1 listopada uczestniczyliśmy z kolei w Święcie Zmarłych. Jest to jedeno z moich ulubionych Świąt, dzień pełen zadumy, wspomnień, spotkań z rodziną. Co roku w słocie, często w deszczu i zimnie jeździliśmy na cmentarz, zapalaliśmy świeczki, opowiadaliśmy dzieciom o zmarłych, nad któych grobami staliśmy. Zawsze po cmentarzu chodziliśmy na obiad do rodziny, z którą spotykaliśmy się tylko 1 listopada. Dla mnie zawsze był to szczególny dzień. Od ponad roku mieszkam w Kanadzie. Spędziłam tu drugie Halloween. Rok temu chodziłam po domach w naszym sąśiedztwie z przebranymi dziećmi i z haslem tym razem trick or treat i nie mogłam uwierzyć jak ludzie, nie tylko dzieci potrafią bawić się w ten dzień. Pamiętam, że robiłam dużo zdjęć i buzia cieszyła mi się od ucha do ucha, gdy sąsiedzi ochoczo otwierali drzwi przed dziećmi zagadywali je, rozdawali cukierki, ołówki, playdoh i życzyli wszystkim Happy Halloween. W tym roku moje dzieci jeszcze odważniej pukały do drzwi, głośniej zadawały sakramentalne pytanie, a ja nadal im towarzyszyłam, natomiast teraz sama w zabawnym przebraniu i z wielkim uśmiechem widząc radość wszystkich dzieci z sąsiedztwa i głośno pozdrawiając się z sąsiadami. Dynia i przebrane dzieci nie robią nic złego. A Polacy niestety uwielbiają smutne święta i smętne parady. Zaraz Dzień Niepodległości, będziemy się smucić i dzielić, czy może będziemy prawdziwie świętować z fajerwerkami i będąc razem?

  43. @jkowalski
    W imieniu wszystkich, ktorych tak gniewnie obrazasz, radze zapisac sie na zajecia aerobiku, tanca towarzyskiego, cokolwiek zwiazanego z ruchem. Wtedy i gniew do swiata przejdzie i , jest szansa, szczucie psami wszystkich „innych” tez. Pozdrawiam.

  44. Fairbanks – 2 listopada o godz. 19:16
    A masz coś do powiedzenia ad rem? NIE, a więc nie zaśmiecaj tego blogu swoimi pyskówkami. 🙁 Jak widać, Kanada ci źle robi na rozum. Czy to zimno, wiatry, smrody z rozbitych tankowców czy też może duchy wymordowanych Indian i Eskimosów mają tam na ciebie aż tak zły wpływ?

  45. Powtarzam – uważam, że mam prawo nie tolerować idiotycznych obyczajów, polegających głównie na natrętnym żebractwie dzieci. A co do Walentynek, to przecież one nie mają nic wspólnego z natrętnym żebraniem, a wiec nie można ich porównywać do Halloweenu.
    A poza tym, to są tradycje dobre i złe z każdego punktu widzenia. Halloween jest zaś generalne zły, jako że opiera się on na natrętnym żebractwie dzieci.

  46. @ jakowalski,

    „A ja uważam, że ja mam prawo nie terować idiotycznych obyczajów,[..]”

    Nigdzie nie negowalem tego prawa. Kazdy z dyskutujacych ma prawo do wlasnego osadu.

    Pozdrawiam

  47. vandermerwe – 3 listopada o godz. 5:45
    OK.

  48. @jkowalski Alaska nalezy do USA…

  49. Fairbanks – 3 listopada o godz. 17:36
    A co to za różnica: Kanada czy Alaska? Niech będzie więc, ze zimno z północnej części Ameryki Północnej źle ci robi na rozum. A to zimno, wiatry, smrody z rozbitych tankowców (np. z Exxon Valdez) czy też może duchy wymordowanych Indian i Eskimosów które mają tam na ciebie aż tak zły wpływ, to są przecież wspólne dla USA i Kanady.
    Ponadto, to Kanada jest de facto protektoratem USA. Bez nuklearnego „parasola” Stanów, dawno temu została by on przecież zajęta przez Rosję albo Chiny.

  50. Dear fairbanks,
    Indywidua, takie jak jakowalski, nalezy ignorowac. Wiem, ze qui tacet consentire videtur, ale w przypadkach beznadziejnych trzeba dac sobie spokoj. Jaki musi byc jego stan mentalny, skoro jedyna forma jego wypowiedzi jest nienawisc i agresja? Wiadomo mi, ze tego powodu zostal wykluczony z co najmniej jednego blogu.
    @vandermerwe “Kazdy z dyskutujacych ma prawo do wlasnego osadu.” Zgoda, pod warunkiem, ze te osady beda wyrazone w cywilizowany sposob. Nie kazdy musi lubic Halloween, ale mozna to roznie wyrazic. W mojej, szeroko pojetej okolicy, ci ktorzy nie chca sie w to bawic – bo to jest zabawa, a nie powazne Zaduszki – nie wystawiaja dyni i na tym sie to konczy. Dzieciaki nie przychodza i juz. Czy szczucie rottweilera nie wykracza – i to daleko – poza normy cywilizowanego wspolzycia?
    PS Szkoda, ze z zalozenia i natury, pogodny i optymistyczny blog p. Joanny zamienia sie w szambo z powodu jednego osobnika. 🙁

  51. Schwarzerpeter – 4 listopada o godz. 3:06
    Indywidua, takie jak ty, należy ignorować. Zmuszanie, a nawet „tylko” zachęcanie dzieci do natrętnego żebractwa, wykracza bowiem – i to daleko – poza normy cywilizowanego współżycia, przynajmniej na tzw. Zachodzie.
    A naiwnie optymistyczny blog pani Jo-Anny zmieni wkrótce swój kretyńsko-radosny ton, kiedy władzę w Kanadzie obejmą islamiści i zmuszą panią Jo-Annę do założenia na siebie worka po kartoflach pomalowanego na czarno i oddadzą ją pod kuratelę męża oraz najstarszego syna. Bidula bowiem jeszcze nie wie, co ją w Kanadzie wkrótce czeka. Pewnie nawet Koranu jeszcze nie przeczytała, a co tu mówić o nauczeniu się go na pomięć, i to w jego arabskim oryginale, jak to przystało na dobrą muzułmankę. 😉

  52. ” Zwłaszcza, że to dzieci, dla nich przemijanie to abstrakcja, zazwyczaj trudna do ogarnięcia.”

    Ale czy trzeba nadawać temu rozgłos akurat w te trzy dni (31.10-2.11), gdy inni przeżywają inne uczucia?

    „Poza tym ten wieczny polski nakaz epatowania smutkiem; a to rocznica powstań, a to śmierć proroka z Galilei”

    Faktycznie trudno się radować z czyjejś śmierci.

    „Nawet Wigilia, patrząc na twarze Polaków w ten dzień wydaje się być najsmutniejszym polskim świętem, obleka Polaków w cierpiętnicze miny, zdaję się, że wszyscy smutaszą na wyścigi.”

    To chyba już zależy od cech charakterologicznych. A może jest Pan na nie wobec polskiej tradycji, stąd wszystko widoczne w ciemnych barwach?

    „Niedawno wróciłem z Wysp, jakiż to kontrast naszych tragicznie zaciętych min do uśmiechniętych twarzy Wyspiarzy, pełnych radości życia, empatii, kultury i wzajemnej życzliwości.”

    Ale to chyba nie zależy od tradycyjnego obchodzenia Świąt? Raczej od różnych stosunków społecznych panujących w tych krajach. Ogólnie, życie w Polsce nie należało do łatwych.

    „Dobrze, że moje dzieci, a siłą rzeczy i wnuki nie są już częścią składową tej nieszczęsnej krainy, w której nakaz smutku, wiecznie żywy niczym idea Lenina.”

    I któż to nakazuje ten wieczny smutek?
    PiS, Kaczyński, Kościół katolicki?

    Trafiłem?