Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko

11.10.2016
wtorek

Ławeczka, czyli szkoła po kanadyjsku

11 października 2016, wtorek,

Plac zabaw jak plac zabaw. Bezpieczna, gumowa nawierzchnia. Parę zjeżdżalni, drabinki, karuzele. Nic nadzwyczajnego.

Pod płotem dwie drewniane ławki. Jedna zwykła, brązowa, z obłażącą, wytartą farbą. Siadają na niej udręczone zakupami matki i zmęczone bieganiem dzieciaki. Ale ta druga – w bajeczne kolory, tęczowe pasy. Najpierw myślałam, że tej brązowej nie zdążyli po wakacjach odmalować, ale zaraz nadrobią. Jednak nie. Kolorowa jest tylko ta jedna.

Stoi widoczna, ale nie bezpośrednio na widoku. Łatwo dostępna, ale nie ostentacyjnie na środku. Nie siada na niej żaden dorosły. Któregoś dnia na oparciu zauważam napis: buddy bench. Ławka dla kumpli.

Wzięło się od pomysłu jednej z matek, która ufundowała taką ławkę w szkole swojego syna. Teraz trwa kampania, by każda szkoła w prowincji Ontario miała na boisku swoją ławkę dla kumpli. Podobne stoją już w Wielkiej Brytanii, Australii. Zatroskanych matek nie brakuje nigdzie w świecie.

Skąd pomysł? Czasem na przerwie dziecko nie ma się z kim bawić. Nie czuje się częścią grupy, bywa odrzucone. Nie chce prosić o pomoc – albo przeciwnie, z czymś się mierzy i chce zwrócić na siebie uwagę. Siada wtedy na buddy bench. To sygnał dla pozostałych: pobaw się ze mną, potrzebuję towarzystwa. Reszta dzieci w szkole jest uczona: jeśli widzisz, że ktoś wybiera się na ławeczkę, podejdź, zaproś do zabawy. Nie musisz brać odpowiedzialności za to dziecko każdego dnia, przez całą szkołę. Ale teraz weź je za rękę i zaproś do kółka. Możecie się nie znać, być z różnych klas. Mówić w innych językach. Ale jeśli ktoś daje sygnał, że potrzebuje wsparcia – nie wolno go zignorować.

Ławki stoją na szkolnych boiskach – w widocznym miejscu. Nie ma ryzyka, że będzie się tam czekało ze ściśniętym gardłem i nikt nie zauważy. Nie są jednak bardzo wyeksponowane, by nie zmieniły się w pręgierz. By prośba o towarzystwo nie była wołaniem o pomoc. O praktykę pytam u samego źródła.

– O co chodzi z buddy bench, synku? Czy pani wam tłumaczyła, jak działa?
– No pewnie. Chodzi o to, by nikt nie był sam. Nie jest fajnie, jak się jest obok wszystkich, mamo. Dlatego mamy podchodzić i bawić się razem. Wiadomo.
– A czy dzieciom, które tam siedzą, jest smutno?
– Coś ty, wcale nie smutno, mamo. Bo zaraz ktoś leci cię uratować.

Na buddy bench ruch. Co chwila ktoś podchodzi i siada. Na krótko – bo już biegnie dzieciak, klepie po ramieniu, zaprasza ręką. Come on! Siada następny nieśmiałek i pochyla głowę – ale i jego zaraz ktoś podbiega wyciągnąć. Z tygodnia na tydzień ławeczka traci popularność, nie jest już tak często potrzebna. Ale gdyby jakieś dziecko nadal czuło się samotne – ławeczka nie znika.

Dzieciaki skaczą z drabinek, biegają po piasku, odbijają piłkę od ceglanej ściany. W tym samym czasie uczą się, że nie wolno nikogo zostawić samego. I tego, że wyciągnąć rękę po pomoc to żaden wstyd. Że łatwo się przyznać: nie mam się z kim bawić, jeśli wiadomo, że nikt tego nie wyśmieje.

Łatwo się prosi o pomoc, jeśli ma się pewność, że ktoś usłyszy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 36

Dodaj komentarz »
  1. O, to taka kanadyjska szkoła byłaby nie dla mnie: w szkole i na przerwie lubiłem być sam, sam. I nie tylko ja. Jest bardzo wiele dzieci, które stronią od ludzi, chcą choć na chwilkę być ze sobą. Jakże pięknie jest być choć na chwilę z dala od ludzi…

  2. „Ale ta druga – w bajeczne kolory, tęczowe pasy”
    Układ kolorów trochę ryzykowny w Polsce, gdzie dzieciom oczy się zasłania, żeby nie patrzyły na tęczę na niebie jak się pojawi, z wiadomych względów.
    Ale chcę się mylić. Idea oczywiście, piękna.
    Ja z dzieciństwa znam tylko „oślą ławkę” 🙂

  3. Witold
    11 października o godz. 19:59

    Kanada! Kanada, ach, Kanada!! Cóż za cudowny kraj!!! Nie to, co ta ohydna, paskudna, potworna Polska…

    A, mam nadzieję, że autorka bloga nigdy nie napisze o rezerwatach Indian w Kanadzie i o metodach wynaradawiania indiańskich dzieci w kanadyjskich szkołach… Najlepiej jednak, żeby autorka nigdy nie jechała do tych rezerwatów ani nie myślała, jak w nich żyją ludzie…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @takei-butei
    Jest i dobra wiadomość dla ciebie.
    W Kanadzie jest mnóstwo miejsc, wręcz potężne obszary gdzie mógłbyś być z. dała od ludzi, tylko sam ze sobą.

  6. Witold
    12 października o godz. 9:05

    Dziękuję za informację: nie skorzystam, bo wielbię Polskę. Ale skoro ty masz dla mnie dobre wieści, to i ja dla ciebie: W Kanadzie są rezerwaty (lecz nie przyrody i nie dla zwierząt, a dla ludzi), mógłbyś w nich podziwiać Kanadę i jej system edukacyjny, obserwując tubylcze narody i słuchając ich opowieści o kanadyjskiej szkole. Dobrej szkole! Nie to co dziadowskiej polskiej.

  7. @takei-butei
    No cóż. Zostało mi tylko na obronę, że parę kilometrów na południe jest jeszcze gorzej, bo tam z kolei masowo biją Murzynów.

    „wsi spokojna, wsi wesoła” – tak to chyba leci.

  8. @ takei butei
    Z tekstu pani Onoszko nie wynika, ze dzieci sa zmuszane do siadania na kolorowej lawce, kiedy nie maja towarzystwa. A wiec i dla Ciebie znalazloby sie miejsce w kanadyjskiej szkole.
    Co Ci tak przeszkadza w tej inicjatywie Kanadyjczykow, ze zaraz musisz im wypominac ich grzechy? Pochwale praktyk szkolnych za granica przyjmujesz, nie wiadomo czemu, jako krytyke polskiej szkoly. Dziwaczna reakcja. Czy nie lepiej by bylo napisac o jakichs dobrych zjawiskach w naszym szkolnictwie?

  9. @takei butei
    Z wypowiedzi @Witolda wynika jedynie, ze ta specjalna lawka nie moglaby byc u nas zbyt kolorowa, bo kolorowosc jest w Polsce sprawa drazliwa. Lawki kolorowe mogly byc regularnie podpalane. Temu chyba nie mozesz zaprzeczyc.

  10. Witold
    12 października o godz. 15:06

    Widzisz, że biją Murzynów i nic? Żadnego protestu? No, cóż, tam na południu od ciebie niech biją, byle w twoich stronach wypuścili ludzi z rezerwatu… Ale w końcu, niech sobie siebie siedzą w tych rezerwatach, może tylko wyglądają na ludzi, a w rzeczywistości to…

    Nie, nie „wsi spokojna”, ale „do kraju tego, gdzie kruszynę chleba”…

  11. Buddy bench. Atrakcyjna idea, tylko ja jestem pesymista, a moze tylko realista.
    Pani Joanno. W Nowym Swiecie kontakty socjalne to podstawa sukcesu zyciowego i profesjonalnego.
    Doesnt matter what you know but who you know to dewiza mojego nowego kraju. Moze dlatego tylu naprawde zdolnych ludzi, ktorzy przybyli do Kanady zza morza boryka sie z problemami zawodowymi, a tyle pospolitych mierot robi kariere. Jest to zgodne z teoria multi kulti. Jezeli w firmie zagosci kilku Chinczykow lub Hindusow, to jest szansa, ze po kilku latach zostana w firmie tylko oni. Jest to zgodne z teoria lojalnosci, ktora zapewniaja tylko swoi. Profesjonalizm pochodzi od szefa i on decyduje, kto awansuje a kto nie. I ten szef domaga sie prawdziwie feudalnej, jezeli nie niewolniczej, lojalnosci.
    Dlatego tzw. znajomych i umiejetnosci socjane zdobywa sie od szkoly sredniej. Rzadko przyjmuje sie do pracy ludzi na podstawie konkursu resumes. Pozostaja koneksje. W mojej obecnej firmie, praktycznie kazdy zostal przyjety na podstawie znajomosci. Jest kilku odszczepiencow, ale oni powoli odchodza, bo nie maja przyszlosci.
    W firmach amerykanskich jest nieco inaczej. Niektore z nich domagaja sie tzw. disclosure, czyli ujawnienie, czy ktos z rodziny nie pracuje w danej firmie.
    Ta laweczka to naprawde wielka idea, tylko troche nierealna.

  12. takei-butei:
    Rezerwat, w twojej definicji istnial moze w epoce post-custerowskiej. We wspolczesnej wersji kanadyjskiej jest miejscem zamieszkania z wyboru, bo gwarantuje tzw. socjal panstwowy, bezplatne mieszkanie i zwolnienie z podatkow. Jest to takze miejsce, gdzie alkohol i papierosy oraz benzyna nie sa oblozone akcyza. Czas indianskich nomadow i dzielnego wodza Winnetou minal. Sa realne problemy z edukacja tzw. First Nation, zdobycia zawodu i prowadzeniem normalnego zycia. Sa oczywiscie preferencje w dostaniu pracy, gdy jest sie Indianinem z papierami. Kazda firma i uniwersytet ma miejsca zarezerwowane dla tzw. uprzywiejowanych, dla ktorych nie matura, lecz chec szczera… Coz, czesto nie ma chetnych, chociaz kazdy moze opuscic rezerwat. jezeli tylko chce.
    Ci zyjacy w rezerwatach sa raczej we wladaniu swoich wodzow (niektorzy wodzowie sa milionerami), wola budowanie kasyn i sciaganie haraczu z firm, ktore maja interesy na ich terenie.
    Moze warto oderwac sie od lektury K. Maya.

  13. PA2155
    13 października o godz. 0:20

    To są rezerwaty, czy nie są, skoro piszesz „ci żyjący w rezerwatach”? Czy ludność tubylcza ma swoje szkoły, naukę własnego języka?

    Bardzo mi się podoba ta definicja rezerwatu: „we współczesnej wersji kanadyjskiej jest miejscem zamieszkania z wyboru itd.”.

    O ile wiem, May nie pisał o Indianach żyjących w Kanadzie, ale może się mylę, bo nie czytałem (choć oglądałem film o Winetou).

    Ale to cudowne! Alkohol i benzynę nie obłożyli im akcyzą! Znakomite: rozpijają ich więc jak biali kolonizatorzy, którzy mordowali, a niedobitków zamknęli w rezerwatach… To jest po prostu cudne. No, wiadomo, Kanada! Czy współczesne rozpijanie Indian anuluje barbarzyństwo kanadyjskiej edukacji wobec tubylczej ludności?

  14. PA2155
    13 października o godz. 0:20

    A co z nauką historii (przedmiot)? Czy w Kanadzie uczą o ludobójstwie Indian?

    A, posłuchałem Cię i poczytałem to i owo, np. link poniżej. Ale nie polecam ci, lektura porażająca, nie da się czytać o tych bestialstwach Kanady wobec Indian. Pytam więc jeszcze raz, czy Kanada uczy Kanadyjczyków prawdy…

    http://3obieg.pl/historia-ludobojstwa-w-kanadzie

  15. PA2155
    13 października o godz. 0:20

    Tego nie da się czytać, zbyt potworne… Ale różne źródła (lewicowe i prawicowe) piszą to samo, prawdę o barbarzyństwie Kanady, np. „Polityka” tak pisze:

    (Truth and Reconciliation Commission) po sześciu latach pracy opublikowała raport na temat działalności szkół. Kanada przyznaje się w nim do „kulturowego ludobójstwa”.

    Działający w latach 1884–1996, finansowany przez państwo, a prowadzony przez instytucje kościelne system szkół miał jeden cel: wykorzenić autochtoniczną kulturę i zasymilować Indian z resztą społeczeństwa. Dzieci odbierane były rodzinom pod groźbą więzienia, w tysiącach przypadków z użyciem przemocy. W szkołach obowiązywał zakaz rozmów w ojczystych językach i niechrześcijańskich praktyk religijnych. Od pierwszego dnia przystępowano do brutalnej „kanadyzacji”.

    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1622493,1,kulturowe-ludobojstwo-indian-w-kanadzie.read

  16. @PA2155
    „Ta laweczka to naprawde wielka idea, tylko troche nierealna.”

    Oczywiście masz rację. Nie sądzę też, żeby pani Joanna sądziła, że życie w Kanadzie wygląda jak z powieści „Ania z Zielonego Wzgórza”, ale ta „ławeczka” pokazuje jakiś kierunek w którym trzeba iść bez gwarancji, że tam dojdziemy. My „stare konie”, które w życiu wiele widziały i przeżyły nie chcemy przecież tą gorzką wiedzą nfekować nasze dzieci i wnuki i niszczyć ich marzeń o lepszym świecie

  17. Witold
    13 października o godz. 10:03

    Ławeczki są potrzebne! Ale także dla tych dzieci, które nie chcą się bawić, nie chcą być w kolektywie. Dlatego byłem w szkole odrzucony, bo nie chciałem działać (bawić się) kolektywnie. Jest bardzo wiele takich dzieci, które chcą być poza kolektywem. Mają prawo. Mają też olbrzymie problemy właśnie z tego powodu, że nie chcą być w kolektywie. Miałem takie problemy. Gigantyczne. Bardzo wielu jest uczniów nie chcących postępować, jak inni. Bardzo wielu, to im się najbardziej dokucza…

    A uczyć trzeba prawdy, także i takiej, że raj Kanady został zbudowany na ludobójstwie. Prawda jest bowiem gwarancją, że spełnią się marzenia. Czy w Kanadzie uczy się o ludobójstwie Kanady wobec Indian?

  18. takei-butei:
    operujesz stereotypami, stad dalsza dyskusja jest zbyteczna.

  19. takei-butei:
    czy wiesz przynajmniej jakie szczepy indianskie zamieszkiwaly i zamieszkuja Kanade.

  20. i o umiejętnościach społecznych – a także o wrażliwości społecznej mowa.
    myślę, że lepiej stawiać ławeczki, niż popychać dzieci na podwórko z sakramentalnym: idź się pobaw!
    pozdrowienia!

  21. trochę wiary w ludzi! 🙂 wszystko przed nami, blog dopiero wystartował.
    myślę, że ciekawe będzie pokazanie, jak Kanadyjczycy rozliczają się z krzywd, które zadano.
    jak Pierwsze Narody są obecne na kartach podręczników już dla maluchów.
    wyobraża Pan sobie, że u nas o Jedwabnem czy Kielcach wspomina się w pierwszej klasie?
    tu się przynajmniej próbuje. pozdrowienia!

  22. Blog jest nowy, ale calkiem dobrze sie zapowiada. Mam wiec nadzieje ze bedzie o Kanadzie a nie o Polsce.

  23. @ Joanna Gierak-Onoszko

    Rozmawianie o Jedwabnem czy Kielcach z 7 -latkami nie tylko nie ma sensu, ale stanowiloby „child abuse”.

  24. Sorry Winnetou, że nie wspomniałem o Tobie, ale Pani Joasia obiecuje, że z czasem zajmiemy się także Twoją historią. Houk!

  25. Zderzenie kultur nie jest w dzisiejszym świecie nieuniknione. Gdyby nie kapitalizm, to różne kultury mógłby by pokojowo współistnieć: europejska w Europie, afrykańska w Afryce, azjatycka w Azji, amerykańska (indiańska i eskimoska) w Ameryce zaś aborygeńska, papuaska i polinezyjska w Oceanii. Ale kiedy kultura zachodnia, a dokładniej zachodnioeuropejska wraz z jej pochodnymi, czyli z kulturą byłych brytyjskich kolonii (USA) i dominiów (Kanada, Australia, Nowa Zelandia) zaczęła niszczyć kultury pozostałych kontynentów, to takie pokojowe współistnienie okazało się być niemożliwe. 🙁

  26. PA2155
    13 października o godz. 14:51

    Przepraszam cię najmocniej, niepotrzebnie serio wziąłem twoje słowa o Winnetou i zacząłem czytać o ludności tubylczej w Kanadzie. Przyrzekam poprawę: nie będę więcej czytać i nadal będę wierzyć, że kanadyjski raj powstał bez krzywdy Indian…

  27. PA2155
    13 października o godz. 14:54

    Japończycy? Egipcjanie? Pakistańczycy? Nie, nie wiem, jakie to szczepy. W każdym bądź razie rezerwatów nie ma i nie było. A tylko to się liczy.

  28. Joanna Gierak-Onoszko
    13 października o godz. 15:49

    Wiara w ludzi? Ależ ja im wierzyłem (Kanadyjczykom). Dopiero teksty Pani zachęciły mnie do szukania, czytania o Kanadzie, niestety, otwierzyły oczy. Wierzyłem, że jest taki kraj Kanada, gdzie jednak obeszło się bez rzezi… Więcej już nie będę czytać o historii Kanady.

    Tak wyobrażam sobie, że w polskich szkołach mówi się wprost całą Prawdę o Polakach, bez żadnych niedomówień, bo tylko na Prawdzie można budować. Ale mówić maluchom? Nigdy, niech jeszcze sobie pożyją w iluzji. Dopiero w ósmej klasie, gdy znowu powróci (lub trzeciej gimnazjalnej).

  29. jakowalski
    13 października o godz. 21:22

    Czy pewien chan był kapitalistą? Czy Cezar był kapitalistą? Czy faraon był kapitalistą? Czy sułtan był kapitalistą? Czy Mieszko I był kapitalistą? Czy Aleksander Mały był kapitalistą?

  30. Witold
    13 października o godz. 21:05

    Guzik mnie obchodzi, czym ty się zajmiesz. Ave, Cesar!

  31. O, nie!. Jakowalski wywęszył trop.

  32. Witold
    14 października o godz. 7:58

    A ty co? Z PiS-u? Z PZPR? Jest wolność i każdy z niej korzysta, no, chyba że autor bloga ucieknie się do ulubionej strategii „Polityki”: cenzury i wpisania czytelnika na indeks nicków zakazanych.

  33. @oingo boingo
    Wszystko zależy, jak mówić.

  34. Może to i dobry pomysł w dzisiejszej niby „tolerancyjnej”, „postępowej” rzeczywistości. Ale czy to nie smutne, iż trzeba specjalnej ławeczki, bo same „empatyczne” dzieci (i ich rodzice) nie są w stanie się domyślić jak czuje się kolega?

  35. @PA2155 , ani sie czlowiek nie obejrzy jak wciagnie sie w dyskusje, z….( wpisac co i kogo sie chce). Ja osobiscie odpowiadam na atak jeden raz a potem rejteruje. Ci co pisza o Indianach, zreszta nie tylko o nich i nie tylko tu, maja jedna mantre. I nic nie wiedza, nic do nich nie dotrze, wiec szkoda slow.
    Natomiast chce dorzucic swoje w sprawie tworzenia sie ukladow plemiennych jakie tworza imigranci. Poniewaz z Indii nie przyjedzie riksiarz, ktory urodzil sie i umrze na ulicy, ale absolwent elitarnych szkol z angielskim wykladowym, wiec udaje im sie „opanowac” szpitale, czy firmy IT i nie tylko. Meksykanie sa niewyksztalceni, z jakis zapadlych osad, to opanowali np. gardening, Polacy i inni z Europy Wschodniej budowali z tatusiem garaz, dom – no to opanowali kontraktorke. I tak mozna ciagnac w nieskonczonosc. W USA przynajmniej, starajacy sie o prace nie narzekaja, ze taka, czy inna zabrali im imigranci. Bycie lekarzem np. nie jest juz takie aj waj, wiec nie dziwota, ze zasilaja ich szeregi emigranci. Wystarczy popatrzec na wszelaka kolorowosc studentow medycyny.

  36. zyta2003:
    O ukladach plemiennych pisalem tylko w kontekscie Kanady. Pracowalem przez ponad 10 lat w USA i pierwsze miesiace pracy w mojej rodzimej Kanadzie byly szokiem, chocby ze wzgledu na wszechobecny nepotyzm. USA jest po prostu inne, normalniejsze.
    W dyskusji o Indianach i ich obyczajach polecam zbeletryzowana wersje Th. Bergera Maly wielki czlowiek, oparta na dobrym przygotowaniu merytorycznym autora. Wyszlo to po polsku; istnieje rowniez wersja filmowa A. Penna z D. Hoffmanem w roli glownej. Ale to tylko na poczatek…