Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko

3.10.2016
poniedziałek

Wieszak, czyli prawa kobiet w Kanadzie

3 października 2016, poniedziałek,

Na dnie kartonu leży metalowy wieszak i czarno-czerwony transparent. Kiedy pakowaliśmy się przed przeprowadzką, przygotowałam „memory box”: karton rzeczy nieużytecznych, ale ważnych dla naszej rodziny. Wkładając tam wieszak, pomyślałam, że kiedyś opowiem dzieciom, jak to dawniej kobiety w Polsce musiały na ulicach bronić prawa do dysponowania własnym ciałem. Ale pomyliłam się. To nie historia. Właśnie dziś w Polsce odbędzie się #CzarnyProtest.

Także w Kanadzie ostatnio dużo pisze się o aborcji. Tylko że nie w kontekście światopoglądowym czy prawnoczłowieczym, tylko na stronach ekonomicznych. Producent tabletki wczesnoporonnej stara się o wpisanie preparatu na listę leków refundowanych i chce zwolnienia go z opłat za tę procedurę. Tabletka, znana i stosowana w Europie od ćwierćwiecza jako RU-486, została dopuszczona do obrotu w Kanadzie. Ma być dostępna jeszcze w listopadzie i kosztować 300 dolarów. Ale to bardzo dużo dla młodych kobiet, które nie pracują albo pracują od niedawna i niewiele zarabiają. A według badań to one najczęściej decydują się na usunięcie ciąży. Debata dotyczy więc nie ideologii, ale polityki społecznej i jej finansowania.

Dziś kobieta, która w Kanadzie mierzy się z niechcianą ciążą, może przerwać ją w szpitalu lub prywatnej klinice. W obu przypadkach zapłaci za to państwo. Tyle teoria – bo w praktyce tylko co piąty szpital wykonuje takie zabiegi. Np. na Wyspie Księcia Edwarda oficjalnie ciąży się nie przerywa, choć teraz ma się to zmienić. Do tego aborcja jest dostępna prawie wyłącznie w dużych ośrodkach. I nie dzieje się to od ręki – czasem na miejsce trzeba czekać nawet 6 tygodni! Lekarze przerywający ciążę starzeją się i odchodzą na emeryturę, młodych brakuje. Inni nie chcą wykonywać zabiegu ze względów światopoglądowych (muszą jednak wskazać innego lekarza). Wydział Medyczny Uniwersytetu w Ottawie uważa, że to dlatego, że nie spotkali się konsekwencjami źle przeprowadzonych aborcji. Nie wiedzą, na co narażona jest kobieta, której nie udzieli się pomocy na czas.

Organizacje kobiece wspierają refundację środków wczesnoporonnych. Wychodzą też z założenia, że kobiety i tak będą przerywały ciąże, ale tańsza tabletka będzie oznaczała łatwiejszy dostęp do bezpiecznej aborcji na jak najwcześniejszym etapie ciąży. Bez konieczności czekania na zabieg, który obarczony jest tym większym ryzykiem, im wyższa ciąża. Skoro państwo refunduje aborcję mechaniczną, dlaczego nie może dopłacać do tej farmakologicznej, bezpieczniejszej dla kobiety?

Dzisiejsza debata o refundację pigułki wczesnoporonnej toczy się tu wokół kosztów, a nie ideologii, bo problem prawa do aborcji został dawno usankcjonowany. Kanada jest jednym z niewielu państw, które w ogóle tego nie regulują. Decyzja należy wyłącznie do kobiety. Oczywiście, nie zawsze tak było. Ale od 1991 roku państwo nie miesza się do sumień. Szacuje się, że co trzecia Kanadyjka chociaż raz przerwała ciążę. W tej chwili w 35-milionowej Kanadzie rodzi się ok. 300 tys. dzieci rocznie, czyli mniej więcej tyle samo co w Polsce. Tu wedle statystyk przeprowadza się ok. 80 tys. aborcji rocznie, ale to dane bez marginesu na zabiegi nierejestrowane. Dla porównania: w Polsce oficjalnie to tylko 1,8 tysiąca.

Gwarantowana prawem możliwość przerwania ciąży nie oznacza oczywiście, że taki pogląd podzielają wszyscy Kanadyjczycy. Podobnie jak w Stanach, kliniki aborcyjne są tu pikietowane, dochodzi też do fizycznych ataków na pacjentki i lekarzy. Szczególnie często strzela się do nich w okolicy 11 listopada. Wtedy przypada tu Dzień Pamięci, święto weteranów wojennych, które upodobali sobie także obrońcy życia.

Obrońcy życia alarmują, że przerwanie ciąży jest w Kanadzie możliwe właściwie do samego jej końca. Że zabija się donoszone dzieci. Statystyki mówią co innego. Zdecydowana większość aborcji odbywa się na samym początku ciąży. Tylko 1,6 proc. ciąż przerywa się po 20. tygodniu – czyli mniej więcej wtedy, kiedy Polki dopiero dowiadują się o wynikach badań prenatalnych. Jeśli one mimo wszystko ciążę usuną, będą musiały doświadczyć skurczy, wypchnąć z siebie duży płód. W Kanadzie kobiety nie będą do tego zmuszone – państwo gwarantuje im możliwość skorzystania z krótkiego, 10-minutowego zabiegu, po którym na własnych nogach mogą wrócić do domu. Nie przedłuża się tu cierpienia kobiet.

Państwo zresztą oferuje wsparcie już na wcześniejszym etapie. Kobieta, która zachodzi w nieplanowaną i niechcianą ciążę, może skorzystać ze wsparcia licznych poradni. I to niezależnie od tego, jaką decyzję chce podjąć. Poradnie mówią: doradzamy w oparciu o wiedzę naukową, nie osądzamy.

Wystarczy zatelefonować i umówić się na rozmowę. Specjalista zapyta, czy ciąża jest potwierdzona przez lekarza. Jeszcze nie? Nie szkodzi, można przyjść i porozmawiać o swoich obawach. Zastanowić się, co dalej. W standardzie są trzy spotkania, choć najczęściej wystarczy jedno. Poradnia jest bezpłatna. Żeby się umówić na konkretny termin, trzeba zostawić swoje dane. Wystarczy imię, nikt nie zapyta o nazwisko i adres. Anonimowość daje ochronę, kobiety nie boją się, że w systemie opieki zdrowotnej zostanie ślad: była w ciąży, teraz nie jest. Pracownicy centrów wsparcia wiedzą, że kobiety mogą doświadczać przemocy w domu. Podczas rejestracji pytają, czy mogą zanotować numer telefonu. Czy będą mogli oddzwonić, gdyby trzeba było przełożyć spotkanie? Czy jeśli kobieta nie odbierze, będą mogli się nagrać i zostawić wiadomość? Czy nasz telefon nie narazi pani na niebezpieczeństwo? Proszę powiedzieć, czy nic pani nie grozi?

To, że prawo do aborcji nie jest reglamentowane, nie oznacza, że kobiety chętnie się do niej uciekają. Wolą ciążom przede wszystkim zapobiegać. A państwo i w tym wyborze je wspiera. W aptekach i drogeriach są dostępne środki antykoncepcji, także tej awaryjnej. Najczęściej ułożone na widoku, obok kondomów albo podpasek. Nie trzeba o nie nikogo prosić. W niektórych prowincjach przepisy są ostrzejsze i środki te można kupić od farmaceuty, który przeprowadzi krótki wywiad zdrowotny. Ale w zdecydowanej większości pigułka „dzień po” dostępna jest bez żadnych ograniczeń.

Postanowiłam to sprawdzić. W osiedlowej aptece farmaceuta potwierdza, że pigułkę sprzedaje się tu od ręki.

– Czy kobieta musi mieć jakiś dokument od lekarza? Zaświadczenie albo receptę?
– Nie. W takich sytuacjach liczy się czas i kobieta powinna otrzymać pomoc jak najszybciej. Nie można jej tego utrudniać, więc recepta nie jest wymagana.
–  A jeśli zgłosi się do pana nastolatka? Poprosi ją pan o dowód?
– Nie mam takich uprawnień. Ale nie mogę poprosić dziewczyny, by wróciła z matką i za jej zgodą kupiła pigułkę. To oznaczałoby naruszenie poufności. Dużo zależy od wyczucia farmaceuty. Uważam jednak, że jeżeli ktoś przyszedł po taką pigułkę, to znaczy, że bardzo jej potrzebuje.
– A czy kiedykolwiek zdarzyło się panu, że po pigułkę przyszła gimnazjalistka?
– Nigdy. Najczęściej przychodzą dwudziestoparolatki, którym pękła prezerwatywa. Czasem trzydziestoparolatki. Często pchają wózek z małym dzieckiem i teraz nie chcą kolejnego. Jeśli ktoś uprawia seks, to ponosi tego konsekwencje. Ale to jego sprawa, a nie moja.

W innej aptece pytam, czy farmaceuta ma prawo odmówić sprzedaży, jeśli byłoby to niezgodne z jego przekonaniami religijnymi albo filozoficznymi.

– Teoretycznie tak, ale to raczej się nie zdarza. Wtedy jednak musiałby podać klientce adres najbliższej apteki, w której na pewno zostałaby obsłużona. Coś jeszcze? Bo właściwie nie rozumiem, o co pani pyta.

Nie wiem, jak przy ladzie mam mu wytłumaczyć, dlaczego te realia nie dla wszystkich są oczywiste. Mijam dobrze zaopatrzone półki i myślę o koleżankach z Kanady. W chwili gdy zawiedzie je antykoncepcja, będą mogły spokojnie pójść do drogerii i wrzucić do koszyka pigułkę „dzień po”. Albo poprosić o to męża albo chłopaka, bo przecież recepta nie będzie potrzebna. Myślę o tych, które starają się o ciążę, ale okazuje się, że nie rozwija się ona prawidłowo. Będą mogły zgłosić się do najbliższego szpitala i uzyskać pomoc. Albo do prywatnej kliniki, gdzie za ich pobyt zapłaci ubezpieczyciel. Myślę o tych kobietach, które dotyka przemoc – mogą liczyć na uwolnienie się od traumy niechcianej ciąży bez konieczności proszenia prokuratora o wystawienie odpowiedniego zaświadczenia.

Myślę o moich koleżankach i wielu nieznanych mi kobietach w Polsce i o tym, przez co będą musiały przechodzić. Które fanatycy mogą zmusić do rodzenia. Które będą tłumaczyć swoim dzieciom, że wkrótce stracą matkę, bo lekarze mają ręce związane ustawą. Albo które zdecydują się zostać przestępczyniami, by ratować własne życie. Które czeka upokorzenie i krzywda. Będą doświadczać okrucieństwa, będą zmuszane do heroizmu. Myślę też o tych, które nie chcą protestować, bo nadal sądzą, że „ich to nie dotyczy”.

Jako kobieta i matka wiem, że jesteśmy zdolne do wszystkiego, byle urodzić dziecko. Ale też do wszystkiego, by go nie mieć. Patrzę na metalowy wieszak i brakuje mi słów, by wytłumaczyć moim synkom, dlaczego płaczę.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. „..prywatnej klinice.”

    Nie wiem skad sie polskim przekazie wzielo takie okreslenie. W angielskim slowo „clinic” nie oznacza tego, co w polskim okreslamy jako klinike. Czesto slowo „clinic” odnosi sie do instytucji na poziomie przychodni. Klinika to oddzial ( lub caly szpital) wchodzacy w sklad wyzszej uczelni, ktory obok leczenia zajmuje sie rowniez praca dydaktyczna oraz badawcza. W roznych czesciach swiata „polska ” klinika to „teaching hospital” lub „academic hospital” itd. W przypadku Pani artykulu owa „prywatna klinika” swiadczaca uslugi przerwania ciazy jest najprawdopodobniej instytucja na poziomie wlasnie przychodni, z klinika nie majac nic wspolnego.

    Pozdrawiam

  2. dziękuję za wyłapanie nieścisłości! miałam na myśli zabiegi wykonywane w obydwu typach miejsc. pozdrowienia!

  3. Nie mam zamiaru sie czepiac, ale nie ma takiej instytucji jak Uniwersytet Medyczny w Ottawie. Jest natomiast Wydzial Medyczny (School of Medicine) Univ. of Ottawa, co jest kontynuacja tradycji uniwersytetu jako takiego. Polskie Akademie Medyczne to przeszczepiony model radziecki. Znam kilkanascie typowych uniwersytetow medycznych w USA ; najbardziej znany Baylor College of Medicine w Houston, TX oraz kilka innych w NJ, Wisconsin i SC.
    Teraz o aborcji. Jest to gorzka uwaga, ale PRL zapewnial kobiecie model kanadyjski. Rewolucja solidarnosciowa i KK jak jin wypuszczony z butelki przeniosl nas do sredniowiecza.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Bardzo trudno jest mi matce, Polce mieszkającej od dwóch lat w Vancouver tłumaczyć co synom co się dzieje w Polsce. Pewnych kwestii z oczywistych względów im nie przedstawiam. Dziś czarny protest a już za chwilę 11 listopada. Czy znowu przyjdzie mi szukać odpowiedzi na pytanie syna: mamo czy w Polsce jest wojna? Bo policjanci strzelali do ludzi…
    A my byśmy tylko chciały żeby było normalnie. Żeby się dało zwyczajnie żyć…
    Pozdrawiam serdecznie z Vancouver i zapraszam do nas na kanadasienada.pl.

  6. Zamieszczam link z CBC News, troche na temat, ktory juz byl, ale warto to przeczytac
    http://www.cbc.ca/news/canada/angus-reid-poll-canadian-values-immigration-1.3789223
    Kanada jest moze rajem dla emigrantow, jak mowia stereotypy, ale nie wszystko jest takie proste i oczywiste. Czasami dziala prawo masy krytycznej, ktore rowniez nalezy wziac pod uwage.

  7. PA2155

    To być może,nie jest poprawne politycznie,lecz podobne odczucia nawiedzają wsochodnio europejczyków.
    Protest przeciw poprawności wznosi Trumpa oraz toute proportion gardee także Kaczyńskiego.
    Polska nie może być rajem dla imigrantów bowiem nie jest,w stopniu najmniejszym,
    rajem dla tubylców.
    Nie starcza substancji.Kiepskiej samej w sobie i już rozdysponowanej tradycyjnie.
    Piramida i chierarchia .Nie może być płasko bo nigdy nie było.
    Ci pod spodem to wiedzą i nie dadzą się nabrać na współczucie i ofiarność dla bliżnich.
    Nawet Franciszkowi.

  8. gorzko. nie sądzę, by Kanada była rajem, utopijną ułudą. ale zawsze na tej ławce można się trochę posunąć. pozdrowienia!