Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko Mrs. Canada – opowieści z Kanady - Blog Joanny Onoszko

19.09.2016
poniedziałek

Szkoła, czyli pierwsza lekcja z Kanady

19 września 2016, poniedziałek,

Czy na początek roku szkolnego mam przygotować synowi białą koszulę?

Pani w sekretariacie tylko uniosła brwi: – W żadnym razie. To pierwszy dzień w nowym miejscu, dzieci mają czuć się swobodnie. Proszę za to pamiętać, by syn miał wygodne buty do biegania. Lepiej, żeby dzieciaki od razu poganiały razem na placu zabaw, poznają się. Witamy w Toronto. Jak się pani czuje jako mama pierwszaka?

W Kanadzie szkoła rozpoczyna się w pierwszy poniedziałek września. Zapisy ruszają dopiero tydzień wcześniej, do ostatniej chwili nie byliśmy pewni, czy nasz syn trafi do wybranej szkoły.

Zależało nam na zwykłej, publicznej podstawówce. Jak wybrać szkołę? Przede wszystkim trzeba zobaczyć, jakie zajęcia organizują po lekcjach rodzice.

W teorii nie ma lepszych i gorszych szkół – są finansowane na tym samym poziomie. Ale reszta zależy od zaangażowania rodziców. Widać to w rankingach i osiągnięciach uczniów. Dlatego najbardziej oblegane są szkoły w zamożnych dzielnicach, które wspierane są przez aktywnych rodziców (nie tylko finansowo). Chcą tu dostać się ci najbogatsi, którym jednak nie na rękę jest wyprowadzać się z podmiejskich posiadłości. A także młodzi, na dorobku, spłacający hipoteki w apartamentowcach. Choć zbudowano im kilkudziesięciopiętrowe wieżowce, szkół zawsze brakuje.

Obowiązuje rejonizacja – a to oznacza, że szansę na miejsce w dobrej placówce mają wyłącznie sąsiedzi. Jak się dostać?

Niektóre zamożne rodziny decydują się na wynajęcie dodatkowego mieszkania w pobliżu szkoły. Umowę najmu zanoszą do sekretariatu: formalnie jesteśmy w waszym rejonie, musicie nas przyjąć. Wolą płacić fortunę za czynsz i godzinami dowozić dzieci, ale zapewnić im dostęp do publicznej edukacji. Mechanizm podobny jest do tego opartego na meldunku, który z powodzeniem wykorzystują rodzice w Polsce.

Przeprowadzając się do Toronto, szukaliśmy więc najpierw szkoły, a dopiero potem adresu dla siebie. Wybrana podstawówka poprosiła nie tylko o dokumenty imigracyjne, umowę najmu mieszkania, wgląd do opłaconych rachunków za media, ale także o obowiązkową kartę uodpornienia. Dziecko musi być zaszczepione, by mogło być przyjęte do publicznej placówki. Odroczenie szczepień jest możliwe tylko na podstawie pisemnej decyzji lekarza prowadzącego, ze względu na stan zdrowia dziecka. Można jeszcze próbować złożyć odpowiednie oświadczenie u notariusza. Ale co do zasady jeśli karta uodpornienia jest niepełna, dziecko jest zawieszone i nie może przychodzić na lekcje.

Martwię się, bo nasza dokumentacja medyczna jest po polsku. Ależ to żaden problem, szkoła bierze na siebie tłumaczenie. Ważne, by zgadzały się szczepienia.

Jakie wydatki mają zatem ponieść rodzice? Tu wciąż trwa szaleństwo zakupów pod hasłem „Back to School”. Szacuje się, że na szkolną wyprawkę Kanadyjczycy wydają prawie tyle pieniędzy co na Boże Narodzenie. Gospodarka puchnie, a rodzice posłusznie zadłużają karty.

Co powinnam włożyć dziecku do piórnika? Czy potrzebne będą cyrkiel, flamastry, blok?

Proszę się tym nie martwić, szkoła zapewnia dzieciom wszystkie przybory. Takie same dla wszystkich, nie ma szpanowania. Niech pani zajmie się tylko drugim śniadaniem. Prosimy, by nie dawać dziecku niczego, co zawiera orzechy. Kilkoro naszych uczniów ma na nie alergię. A wiadomo, jak to jest na przerwie. Dzieciaki dzielą się kanapkami i nieszczęście gotowe. Dlatego wszyscy muszą się dostosować, by nie narażać tych kilku osób. Proszę podpisać.

Nie pytałam, czy mamy dostosować się do zajęć z religii. W planie zajęć jej nie ma. Jest za to obowiązkowe wychowanie fizyczne: codziennie. WF, basen, gimnastyka, taniec. Obowiązkowy jest też plac zabaw – w końcu to pierwszaki. Obowiązuje też polityka antydyskryminacyjna – działa wspólny dla wszystkich publicznych szkół regulamin. Z mocy prawa nie ma tu miejsca na homofobię czy seksistowskie zaczepki. Władze powołały specjalne biura służące pomocą uczniom, którzy czują się z tych powodów źle traktowani.

Nasz syn nie ma telefonu komórkowego. Czy nie będzie odstawał od innych dzieci?
Dostajemy pieniądze za to, żeby zajmować się państwa dziećmi. Dzieci mają tu mnóstwo zajęć i nie ma potrzeby, by zastygały przy telefonach. Do szkoły telefonów przynosić nie wolno. Ale można przynieść własną piłkę, pograją sobie na przerwach.

Czy powinnam coś więcej wiedzieć przed rozpoczęciem roku?
Tak. Pani synek jest u nas nowy, obejmiemy więc go specjalnym programem. Lada dzień spotka się z panią grono nauczycieli, którzy specjalizują się w integracji dzieci, które przyjechały do nas z daleka. Mówicie po polsku czy po czesku? Przepraszam, że jeszcze nie rozpoznaję. Tu ma pani ulotki o programie, po polsku oczywiście. Zadzwoni też do was mama ze starszej klasy, będzie wprowadzać waszą rodzinę w szkolne życie. Za rok to wy będziecie kogoś wprowadzać, wszyscy tu sobie pomagamy.

Kilka dni później poszedł do szkoły: w nowym miejscu, w nowym języku. Do plecaka zapakował głównie to, co przywiózł z Polski. Umiejętność czytania i pisania, szczepienia, angielski. Zgodnie z obowiązującym tu programem, resztę mamy mu dołożyć wspólnie: nauczyciele, rodzice i sąsiedzi.

Tego ranka na okolicznych uliczkach widać było przejęte matki i ojców ściskających mocno drobne piąstki. Na małych pleckach trzęsły się za duże plecaki.

Było nas sporo: pierwszaków, wózków dziecięcych i inwalidzkich, rowerków i psów. Musieliśmy pokonać ruchliwe skrzyżowanie, a emocji nie brakowało. Dlatego na przejściach dla pieszych czekali na nas starsi sąsiedzi, którzy życzyli dzieciakom powodzenia i pokazywali kciuki wzruszonym trochę rodzicom. Emeryci ubrani w odblaskowe kamizelki i zaopatrzeni w lizaki pomagali dzieciom przejść przez jezdnię.

Robią tak codziennie – jako wolontariusze. Tak rozumieją swoją powinność wobec otoczenia. Takich zapamiętują ich dzieci. Za kilka lat role się zamienią – uczniowie odwiedzą dom opieki położony niedaleko szkolnego boiska.

Szłam z pierwszakiem za rękę i pomyślałam, że droga do szkoły to też już lekcja.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. Smacznego w Zyciu. I sukcesow w POLITYCE.

    Milego dnia.

  2. Ale świetny tekst! Oby tak kiedyś było u nas. Ale jako naród chyba mamy za mało wyobraźni i wiary w nas samych.

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. Czy można prosić o tekst, jak wygląda wychowanie antyhomofobiczne i antyrasistowskie w kanadyjskiej szkole?

  5. Jest jeszcze opcja, że starsza o kilka dobrych lat koleżanka lub kolega z Polski z tej samej szkoły opiekuje się takim maluszkiem, szczególnie gdy jeszcze ma problemy z językiem. Pomaga mu w lekcjach. Zabiera go na wycieczki. Jest w szkole kimś w rodzaju starszego brata lub siostry. do których dziecko może zawsze się zgłosić. Proszę się popytać, czy jest ktoś taki w szkole. Polecam.

  6. Troszeczkę dla uzupełnienia.
    W Toronto, tak jak w całej prowincji Ontario, istnieją zasadniczo dwa rodzaje szkół:
    1/ będace odpowiednikiem szkolnictwa państwowego w Polsce – tzw. szkoły publiczne oraz tzw. szkoły katolickie; obie formy finansowane są w całości z funduszy publicznych (przez system podatkowy). W ramach obu w/w form są jeszcze znacznie mniej liczne szkoły z językiem wykładowym francuskim.
    2/ szkoły prywatne.
    Dalej – tylko o szkołach finansowanych wyłącznie przez podatników.
    Szkoły publiczne obu szczebli są ogólnodostępne.
    O ile katolickie szkoły średnie finansowane przez rząd prowincjonalny są otwarte dla wszystkich chętnych uczniów to w przypadku szkół podstawowych nie ma obowiązku przyjmowania nie katolików. Decyzję podejmuje kierownik szkoły.
    Finansowanie szkół religijnych (w dominującej większości są to szkoły katolickie) ze środków publicznych powraca, zwłaszcza przed wyborami, jako znaczący problem polityczny.
    W szkołach publicznych decyzje w sprawach ubioru zostawia się rodzicom i uczniom. Zaleca się takie ubranie, które odzwierciedla normy przyjęte w grupie wiekowej ucznia.
    Uczniowie podstawowych szkół katolickich w Toronto zobowiązani są do noszenia w szkole ubiorów w kombinacji kolorów białego i granatowego. W szkołach średnich obowiązuje określany przez szkołę zestaw ubrań.
    Nauka w szkołach zaczyna się w wieku czterech lat od tak zwanej junior kindergarten i jest kontynuowana w senior kindergarten. W tych dwóch klasach dzieci uczą się alfabetu, liczb oraz zasad zachowania w grupie. Prawdziwa nauka rozpoczyna się w klasie pierwszej i trwa osiem lat. W tym czasie uczniowie zdobywają podstawowe wiadomości ze wszystkich dziedzin.

  7. Mieszkam w Knadzie i przeznaczam czesc swoich podatkow na szkoly publiczne / do wyboru sa szkoly katolickie /. Religia dzieli, szkoly publiczne lacza. Dzieci nie mam. Uczyc sie z dobrych wzorow, to nie wstyd. Wstyd ich nie dostrzegac. To do Pani od szkolnictwa w Polsce. JB.

  8. to jest świetny pomysł, wart przeszczepienia także do polskich szkół. zobaczymy w praktyce, jak to działa 🙂 pozdrowienia 🙂

  9. dziękuję, czytelnikom na pewno przydadzą się takie informacje! serdeczne pozdrowienia!

  10. Nie mówię, że nie dostrzegam dobrych wzorców z polskich szkół. Myślę, że kanadyjski system ma wiele do zaproponowania, także polskim szkołom, a właściwie władzom. Zgadzam się z Panem, że religia dzieli i cieszę się, że tutejsze szkoły zachowują neutralność. Pozdrowienia!

  11. bardzo chętnie! pozdrowienia!

  12. bardzo dziękuję za odwiedziny i za dobre słowo 🙂

  13. Efekt końcowy takiej edukacji jest taki, że prawie wszyscy młodzi Kanadyjczycy są bardzo patriotyczni – kochają swój kraj, który zostaje na zawsze symbolem ciepła, pomocy i bezpieczeństwa.

  14. Jeśli dziecko niezaszczepione przyjdzie do szkoły i pozaraża dzieci zaszczepione to znaczy , że te zaszczepione nie uodporniły się zatem szczepionki są nic nie warte.

  15. Witam pierwszy raz trafiłam na blog i już się cieszę że opisujesz doświadczenia rodzica i ucznia. Nasze kanadyjskie, emigracyjne doświadczenia są podobne. Też zaskoczenie pierwszym dniem szkoły, zwłaszcza jak się w pamięci miało pierwszą klasę,jeszcze w Warszawie. W Vancouver często już nawet przeprowadzka nie pomaga, szkoły są oblegane, więc uczniów w rejonie się losuje a spoza rejonu nie przyjmuje wcale. Plecaków używamy tylko na drugie śniadanie a pomoce i podręczniki kupuje szkoła. Sporo piszę o naszych szkolnych i przedszkolnych doświadczeniach na blogu kanadasienada.pl. na który zapraszam. I już się cieszę na następne wpisy u Ciebie. Pozdrawiam serdecznie !

  16. Dzień dobrycieszę się że piszesz o doświadczeniach rodziców i uczniów w Kanadzie. My piszemy o naszej emigracji w Vancouver i wiem że tematy okołoszkolne interesują wielu myślących nie tylko o emigracji do Kanady.
    w Vancouver niestety często nie wystarczy nawet zmiana adresu bo szkoły nie prowadzą systemu zmianowego więc losuje którzy uczniowie z regionu mogą chodzić. Reszcie trzeba poszukać miejsca gdzie indziej. W plecaku nosi się głównie drugie śniadanie a na przerwę wychodzi shine or rain . Zapraszamy do poczytania wpisow szkolno przedszkolnych u nas kanadasienada.pl i czekam na kolejne posty. Pozdrowienia z Raincity.