Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

24.04.2017
poniedziałek

Gender i przemoc, czyli dlaczego chłopcy muszą do szkoły ubierać się na różowo

24 kwietnia 2017, poniedziałek,

Dzięki neuronom lustrzanym możemy odczuwać cudzy ból. Samo patrzenie na cierpiącego człowieka albo słuchanie o jego krzywdzie powoduje dolegliwość u tego, kto jest tylko świadkiem, nie ofiarą.

Ostatnio w Polsce neurony lustrzane świecą mocno, odkąd Karolina Piasecka ujawniła nagranie, na którym jest poniżana i bita. Tymczasem przeciwnicy konwencji antyprzemocowej powołują się na zagrożenie dla tradycyjnych rodzinnych wartości, jakie niesie gender. W tym samych dniach, kiedy odsłuchiwałam nagranie pani Karoliny, nasza rodzina na kilku polach miała okazję zetknąć się z gender w praktyce.

Chłopak przebrany za księżniczkę

Najpierw, ze szkoły publicznej przyszło zalecenie, by w środę dzieci ubrały się na różowo. Dla rodziców dziewczynek to może nie kłopot, bo większość ubrań i butów szytych dla nich jest przecież właśnie w tym kolorze. Od początku dziewczynka wie, kim ma być i jak ma wyglądać. Ale tym razem na dziewczyńską modłę mieli się też ubrać chłopcy.

Chłopięcy t-shirt w kolorze pink znalazłam po dwóch minutach, w pierwszym lepszym sklepie.

Następnego ranka mój syn wciągnął go na grzbiet i ruszyliśmy przez miasto. Rozglądałam się uważnie, ale nikt nie zwrócił na niego uwagi. Być może dlatego, że mijaliśmy na ulicy wielu małych chłopczyków i dużych chłopaków w różowych ubraniach.

Jeśli ktoś uważa, że ideologia gender wkrada się do szkół, nie byłby zadowolony przekraczając próg zwykłej, publicznej podstawówki. Sekretariat udekorowany był na różowo, a na ścianach zawisły plakaty przeciw przemocy. Bo „Pink Day” czy raczej „Internationa Day of Pink” to w Kanadzie dzień walki z przemocą w szkole, a ściślej z homofobią i transfobią. Zainicjowano go w Nowej Szkocji, kiedy dwóch uczniów zobaczyło, jak ktoś dokucza ich koledze, gejowi, który przyszedł do szkoły w różowej koszulce. Interweniowali, obronili chłopaka. Kilka dni potem, na ich prośbę, prawie cała szkoła ubrała się na różowo.

Ale nie każdy uczeń wespnie się na paluszki, by przeczytać antyprzemocowy plakat w sekretariacie. Dlatego na różowo ubrały się też nauczycielki i panie z administracji. A także nauczyciele. Jak ktoś nie miał w szafie różowej koszuli z guziczkami po męskiej stronie, wziął choć od żony jedwabny szal w różowe kwiaty albo kupił boa pobliskim sklepie z zabawkami. Niektóre dzieci pytały, dlaczego pan chodzi dziś w takim śmiesznym różowym szaliku – i od razu dostawały odpowiedź, dlaczego.

W czasie lekcji nauczycielka przeczytała pierwszakom dwie książeczki. Jedną o chłopcu, który chciał przebrać się na bal za księżniczkę. Inne dzieci trochę się z niego śmiały, ale rodzice pozwolili mu ubierać się, jak chce. Zapytałam, czy pani wyciągnęła wnioski z tej historii. Usłyszałam, że nie – kazała dzieciom zrobić to samodzielnie. A one uznały, że każdy może ubierać się, w co mu się podoba, i wyglądać, jak sobie zamarzy. I że nie wolno się śmiać z nikogo, kto nie pasuje do naszego wyobrażenia o tym, jak być powinno.

Druga książka była o chłopcu, który był niewidzialny. Istniał, ale miał kłopoty, był nieśmiały i rodzice go nie zauważali, więc pomalutku znikał. Dzieci mówiły, że to bardzo smutna książka, bo nikogo nie wolno zostawiać samego.

Róż powinien być tam, gdzie był

Ale nie tylko szkoły obchodziły Pink Day. Także pracownicy poważnych firm, na przykład banków i ubezpieczycieli, zamienili tego dnia białe kołnierzyki na różowe. Na różowo poprzebierali się także policjanci. Mieli zresztą swój wewnętrzny konkurs na najlepszy strój. Wygrał funkcjonariusz, który na różowo ufarbował sobie także włosy i brodę. Napisały o nim gazety, a policja podawała to dalej. Różowy kolor i otwarte poparcie dla ruchu LGBT nie odebrały policjantowi ani męskości, ani autorytetu.

Ale różu nie było za to tam, gdzie spodziewałam się go znaleźć. Na przykład w literaturze dziewczęcej. W osiedlowej bibliotece jest taki regał ze szczególnie polecanymi książkami. Wczoraj była tam wystawa tematyczna skierowana do dziewczynek. Nie widziałam ani jednej tradycyjnej bajki o księżniczkach. Żadnej opowieści o czekaniu na księcia, zapuszczania włosów i pielęgnowania cnót. Były za to historie o astronautkach, rozbójniczkach i dziewczynkach pracujących w laboratoriach naukowych. O dziewczynkach, które radziły sobie same, w rodzinach rozbitych.

Przeciwnicy gender zauważyliby pewnie, że były tam i „książki przemocowe”, to znaczy o dziewczynkach, które oddawały zadawane im razy. Nie umieszczono takich pozycji w dziale „fikcja”, ale w literaturze dziecięcej. Zastanawiałam się, czy inaczej potoczłaby się historia pani Karoliny i jej dzieci, gdyby od początku je uczono, że nie może być zgody na przemoc wobec kobiet.

Czy człowiek może sobie wybrać, kim jest?

Znienawidzona filozofia gender jest obecna także w działaniu wielu kanadyjskich instytucji publicznych. Teraz TDSB, odpowiednik kuratorium w Toronto, przeprowadza na wiosnę cenzus. Nie znają tu zasady „nie mów nikomu, co dzieje się w domu”.

Ankieta jest anonimowa, ale rodziców prosi się o podanie płci dziecka. I są cztery pola do zaznaczenia: płeć męska, żeńska, trans i jeszcze dowolna odpowiedź. Jakby człowiek mógł sobie wybrać, kim chce być.

Kuratorium pyta też, z kim mieszka dziecko. Można wbrać: mama i tata, dziadkowie, instyucja opiekuńczo-wychowawcza. A także: mama i mama, tata i tata. Władze nie odwracają oczu od rodzin, które wybrały taki model życia.

Pytają też o wyznanie – na równi wymienia się religie monoteistyczne, politeistyczne i ateizm. A także o ubranie – czy dziecko albo rodzice byli kiedyś z jego powodu źle potraktowani? Czy z powodu stroju ktoś się kiedyś w szkole śmiał, wytykał, zrobił przykrość? Władze chcą wiedzieć i, jeżeli problem jest, jak najszybciej zareagować.

Ale obchody tego dnia nie przebiegały idyllicznie. Niektórzy rodzice zabrali głos: dlaczego nazywacie to „Różowym Dniem” i nie mówicie wprost, o co chodzi? Nazwijcie rzeczy po imieniu, szczególnie dziś, mówili. Uczcie dzieci, że chodzi o homofobię i transfobię. I że te słowa można i trzeba wymawiać głośno, a nie zasłaniać się za hipokrytycznymi różowościami.

Kuratorium przeprosiło. Ale nie za organizację Różowego Dnia, ale za niewyeksponowanie jego pełnej nazwy. Racja, szczególnie w taki dzień musimy głośno sprzeciwić się prześladowaniu ze względu na płeć i orientację, powiedzieli.

Schować koszulkę głęboko w szafie

Odebrałam syna ze szkoły. Zapytałam, jak było. Jeden chłopiec się śmiał – z niego i z innych pierwszaków. Nie byłam specjalnie zaskoczona, bo ten kolega często dokucza innym dzieciom. Popycha je i obraża, za co w kółko ląduje u dyrektorki. Dziś śmiał się, że mój syn ubrał się jak dziewczyna.

To okropne, jak ktoś ci dokucza, że źle się ubrałeś, mamo. Na szczęście pani od razu się nim zajęła – powiedział mój syn – Poczułem się, jakbym zrobił coś złego, a przecież nic nie zrobiliśmy. Mieliśmy tylko różowe koszulki.

Na szczęście możesz, dziecko, natychmiast ściągnać z pleców tę koszulkę – pomyślałam. Możesz schować ją na dno szafy. Nikt jej tam nie zobaczy. Nosiłeś ją tylko jeden dzień i możesz do niej nie wracać.

A w nocy obudziłam się nagle. Oczy miałam szeroko otwarte. Co by było, synku, gdybyś tej różowej koszulki jednak nie mógł z siebie zdjąć?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 59

Dodaj komentarz »
  1. Dziekuje za to co Pani robi/pisze.

    Chetnie ubiore sie na rozowo idac do pracy (choc jestem dziadkiem, a moje wnuczki zyja na innym kontynencie) dowolnego dnia, gdziekolwiek na swiecie, by wesprzec swoja obecnoscia LUDZI, o ktorych Pani powiada.

    Salute.

  2. PS.
    Moje dzieciaki i wnuczki takze. To juz mamy po wsze czasy uzgodnione.

  3. Z tym gender to jest tak, że gdybym nie wiedział co to jest to nie widziałbym żadnego problemu ubrania się czy ubrania syna na różowo. Kolor jak każdy inny, chociaż nieco niepraktyczny i nieładny.

    Ale jak się pojawił gender to nagle ubranie się na różowo to demonstracja ideologiczna i stosowanie przemocy psychiczno-ideologicznej wobec mojego dziecka.

    Chyba każdy chłopak w dzieciństwie, ja też, umalował sobie szminką usta czy ubrał sobie spódniczkę, żeby wyglądać jak mama lub siostra i zobaczyć jak to jest. To jest naturalna ciekawość typowa dla każdego chyba dziecka. Ale wymuszanie takich rzeczy w szkole uważam za gwałt i patologię. Dlatego gardzę takimi chorymi ideologiami jak to gender, które takie perwersyjne przymusy i eksperymenty na dzieciach inspiruje.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @snakeinweb
    Nie ma zadnej ideologii ‚gender’. ‚Gender’ to okreslenie plci kulturowej (inaczej roli spolecznej osoby okreslonej plci w danej kulturze) , ‚sex’- plci biologicznej. Ideologia gender sprowadza sie do jednego zdania: gender to nie to samo co sex. Role spoleczne przypisywane plciom sa rozne w roznych kulturach (jest kilka plemion, gdzie kobiety sa wojownikami,a mezczyzni opiekuja sie dziecmi), w kilku kulturach rozroznia sie trzy plcie kulturowe (‚hijra’ w Indiach, ‚travesti’ w Ameryce Lacinskiej), wreszcie sa osoby, ktorych ‚gender’ nie odpowiada ich biologicznej plci. Nie ma w tym nic chorego ani perwersyjnego.

  6. Sz.P. Gierak-Onoszko,
    Przypuszczam, ze jestem mlodszy od Sz.P. (w sierpniu lat 29), ale juz teraz wiem, ze nie mozna przejsc przez zycie bez siniakow, wybitych zebow czy zlamanego nosa. Jak sie ma szczescie. Nie wspomne o uszczerku na „honorze”. Zeby nie wiem jakie eksperymenty wyprawiali w szkolach, na uczelniach, szkola zycia zyje innymi prawami.
    Do 13-14-go roku bylem w szkole obiektem niewybrednych zartow i nie tylko, bo; bylem piegowaty, wlosy mialem rude pomieszane ze swinskim blondynem, bylem maly (160cm) i tlusty (karmienie babci).
    W ciagu 2 lat uroslem niemal 30 cm az sie rodzina przestraszyla. Kiedy dobilem do 190cm to ja zaczalem terroryzowac innych w rewanzu. Pomimo, ze jestem z tzw. b. dobrego domu, na ulicy z kumplami uczylem sie zycia. I cale szczescie.
    Pamietam taki przypadek kiedy mialem nie wiecej niz 7 lat, podczas rodzinnego obiadu mazalem sie z jakiegos powodu. Ojciec wstal, wyszedl na moment i przyniosl z soba jednej z moich siostr spodnice, jak dzis pamietam, w czerwona krate. Stanal nade i powiedzial:
    Takie jazwy jak ty to nosza spodnice. Jutro ja zalozysz do szkoly.
    Nie plakalem do pogrzebu pradziadka, czyli jak juz mialem wasy i narzeczone.
    Cyt; „A w nocy obudziłam się nagle. Oczy miałam szeroko otwarte. Co by było, synku, gdybyś tej różowej koszulki jednak nie mógł z siebie zdjąć?”
    Obawiam, ze Sz.P., ze to nie bedzie mozliwe, kazdy w zyciu przez jakis czas musi ponosic „rozowa koszulke”. Nie ma letko.

  7. „I są cztery pola do zaznaczenia: płeć męska, żeńska, trans i jeszcze dowolna odpowiedź. ”

    Nalezy sie zastanowic nad celem zbierania takich informacji, szczegolnie przez instytucje panstwowe/publiczne. Mimo anonimowosci ankiet te informacje maja jakis cel, niekoniecznie oczywisty, czy tez latwy do przewidzenia. Troche to przypomina sytacje w Poludniowej Afryce. W poprzednim systemie istniala istniala oficjalnie klasyfikacja rasowa t.j. kazdy nalezal do jakiejs grupy ( byly oficjalnie skodyfikowane ) co bylo odzwierciedlone w oficjalnych dokumentach. Zostalo to zniesione i teoretycznie spolseczenstwo jest bezrasowe ale… Wypelniajac rozne dokumenty kazdy z nas natyka sie na powszechna rubryke, gdzie trzeba okreslic swoja grupe rasowa. Poczatkowo calkiem niewinna rubryczka stala sie narzedziem manipulacji i naciskow, ktorym sa poddawane instytucje panstwowe, przedsiebiorstwa prywatne i obywatele kraju. Dzieki tak zebranym informacjom anonimowy biurokrata jest w stanie stwierdzic, czy np. profil rasowy studentow na uniwersytecie jest odzwieciedleniem profilu w skali kraju i podjac odpowiednie dzialanie – przyklad klasycznej inzynierii spolecznej, jakim wlasnie byl apartheid. Owe satystyki potrafia byc ( jak mogloby byc inaczej i niekoniecznie rzetelnie) wykorzystywane do celow politycznych i propagandowych.
    Powracajac do Pani artykulu. Problem uprzedzen, dyskryminacji i przemocy jest istotny, niemniej nie jestem pewien czy metody majace doprowadzic do rozwiazania sa wlasciwe.

    Pozdrawiam

  8. zły 26 kwietnia o godz. 20:31
    Tzw. gender jest zbędnym, wirtualnym bytem, nieistniejącym w obiektywnej rzeczywistości, a takie, jak wiadomo, usuwamy brzytwą Ockhama (Occama).

  9. snakeinweb 26 kwietnia o godz. 19:12
    Racja!

  10. Pani Redaktor,
    Jakim prawem szkoła państwowa może w Kanadzie narzucać dzieciom i ich rodzicom chorą ideologię „gender”, ideologię, która, by the way, nie ma żadnego naukowego oparcia? Szkoła państwowa powinna być przecież ideologicznie neutralna, a poza tym, to nie ma czegoś takiego jak gender (…)

    Na pani miejscu posłał bym więc swoje dzieci do innej szkoły, niezarażonej wirusem heterofobii, a najlepiej wyjechał z Kanady i to ASAP. (…) (…) (…)

  11. Widzę pani Jolanto że zaczyna się pani „kandolizować” czyli przechodzić przez okresy przez które wszyscy przeszliśmy.Najpierw entuzjazm jaka piękna jest Kanada, jakie mądre prawa i tolerancyjni ludzie, aby potem żyjąc i pracując tu ( w moim wypadku od 30 lat0 zacząć dostrzegać rózne problemy, jak doprowadzoną do absurdu „political correctness”, agresywną politykę gender (zły możemy podyskutować o tym cosię dzieje w Kanadzie, a szczególnie w Ontario), politykę tolerancji religijnej (ostatnio uchwaloną ustawę o islamofobi , która twierdzi że mówienioe żle o Islamie jest karalne (inne religie można opluwać – bo to wolność słowa zagwarantowana przez konstytucję) i temu podobne kwiatki ontaryjskiej rzeczywistości

  12. Dziwi mnie, że słowa gender ciągle używa się w absurdalnym znaczeniu, wprowadzoym do powszechnego języka przez ludzi nie mających różowego, tłu, zielonego pojęcia, o co chodzi.

  13. Maly dodatek do poprzedniego wpisu. W Kanadzie oprocz szkol publicznych i katolickich istnieja jeszcze szkoly nie podlegajace zadnemu z tych kuratoriow. Dziela sie, z grubsza rzecz biorac, na “Independent Schools” i “Private Schools”. Roznica jest taka, ze szkoly niezalezne sa “non profit”, a prywatne maja wlasciciela, ktory zbija kabze na sprzedawaniu edukacji.

    Przez wiele lat uczylem w takich dwoch “niezaleznych” szkolach w Toronto. Obie szkoly mocno wzorowane na brytyjskich wzorcach – obie tylko dla chlopcow, obie mocno konserwatywne.
    Ale w obu szkolach “pink (T)shirt day” byl obchodzony, aczkolwiek jako “anti-bullying day”. Poczatki rozowego byly zwiazane z “gay pride parade day” – potem zostaly rozciagniete na inne formy przemocy istniejace w spoleczenstwie.

    Natomiast musze powiedziec, ze wydawalo mi sie, ze “ideologia gender” jest wymyslem Polskiego Kosciola. Owszem, istnieja tutaj “gender studies” zajmujace sie problemami plci (meskiej i zenskiej) w kontekscie uwarunkowac kulturowych, zawodowych, religijnych itd.
    Oczywiscie, ze mowi sie wiecej o dyskryminacji kobiet – w roznych formach – ale to nie wszystko, czym sie zajmuje GS, a juz na pewno nie zakladaniem rozowych koszulek 😉
    Pomysly przebrania sie, aby poczuc sie tak naprawde w czyjes skorze, sa znacznie starsze, niz pink shirt day. Chociazby “Ksiaze i zebrak” Twaina (literacka fikcja), albo “Black like me”, (calkowita rzeczywistosc), spisana przez Johna Howarda Griffina, ktory chemicznie zmienil kolor skory i zyl w murzynskiej dzielnicy ; Ray Sprigle w 1948 przebral sie za Murzyna, pojechal do Alabamy i innych poludniowo-wschodnich stanow i napisal serie reportazy “I Was a Negro in the South for 30 Days”. Nie bede wyliczal innych.

    Na koniec komentarz do poprzedniego wpisu – o modlitwach. Przez kilkanascie lat uczylem w anglikanskiej szkole w Toronto. Dwa razy w tygodniu uczniowie szli do kaplicy na odspiewanie jakiejs piesni z tzw “Red Book” (zbior hymnow anglikanskich). W piatek po szkole bylo polgodzinne spotkanie na ktorym kapelan szkoly, albo uczen lub nauczyciel wyglaszal dziesieciominutowa pogawedke (nie wiem jak to okreslic, bo to nie bylo kazanie). Nabozenstwa byly moze trzy razy w roku.
    Poniewaz szkola miala bardzo wysoki akademicki poziom, do szkoly chodzili uczniowie wszystkich religii i wyznan. W teorii rodzice, zapisujac synka do szkoly, musieli podpisac klauzule, ze wyzej wymienione religijne zajecia sa obowiazkowe i uczen ma obowiazek na nie chodzic. Pamietam, ze kiedys kilku uczniow przestalo przychodzic na piatkowe spotkania – zawszec to pol godziny wczesniej w domu. Nie bylo jak ich zmusic – uczeszczanie na religie jest konstytucyjnie dobrowolne – nawet w takiej szkole. Wydaje mi sie, ze sytuacja opisana w poprzednim wpisie – zakaz zgromadzen religijnych w szkole – nie ostalby sie w sadzie – dlatego szkola poszla na ustepstwa.

  14. @jakowalski 27.04.2017 o 07:54
    bardzo Pana proszę o przeredagowywanie swoich wpisów i usunięcie z nich homofobicznych wątków. inaczej, tak jak tym razem, większość Pana wpisu, po prostu się nie ukaże.
    cenię sobie bardzo dyskusje Czytelników pod moimi wpisami i z uwagą obserwuję wymianę poglądów, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam.
    wiele wpisów to kwestia smaku – ale nie zgadzam się na homofobię i powielanie nienaukowych i krzywdzących teorii.
    pozdrawiam, JGO

  15. @schwarzerpeter – być może zabrakł cudzysłowu przy tej „ideologii gender” w moim wpisie. uznałam, że ten skrót myślowy da się łatwo rozwinąć w kontekście uprzedzeń polskiej prawicy konserwatywnej i przede wszystkim Kościoła 😉
    swoją drogą, myślę, że należy się porządny wpis o gender takim, jak Pan pisze – czyli z perspektywy akademickiej.
    na przykład pod kątem nierówności płac czy mechanizmów regulujacych sytuację kobiet na rynku pracy (urlopy macierzyńskie, dostępność opieki nad dzieckiem, etc.)

    co do modlitw w szkole – bardzo ciekawa opowieść! czy tak jak w programie polskich szkoł, wartości chrześcijańskie przenikają różne przedmioty (głównie humanistyczne), czy Państwa podstawa programowa była raczej zlaicyzowana? ogromnie jestem ciekawa, jak to wyglądało w praktyce. pozdrowienia! JGO

  16. @mpn – mam wrażenie, że gender w Polsce ma niestety wciąż jedno znaczenie, nadane mu przez Kościół. pozdrowienia! JGO

  17. @korten – czytałam, że na emigracji przechodzi się od fazy miesiąca miodowego, przez samotność i frustrację, aż do okrzepnięcia i akceptacji.
    ale to dotyczy raczej sfery emocjonalnej, nie intelektualnej 🙂 entuzjazmu póki co nie tracę, choć – jak wiemy – ten syrop klonowy ma nie tylko słodki smak! pozdrowienia, JGO

  18. @vandermerwe – z moich obserwacji wynika, że władze chcą po prostu poznać problem i – jeśli trzeba – zareagować.
    nawet jeśli nauczyciele czy urzędnicy mają swoje prywatne poglądy, to nie mogą one rzutować na ich pracę, czy też sposób, w jakich traktuje się interesantów, uczniów, etc. obowiązuje zgoda na niewykluczanie. ja jestem takim podejściem zbudowana.

    ja też nie wiem, czy metody rozwiązania problemu uprzedzeń etc. są właściwe – nie wiem jednak, czy wymyślono coś lepszego, niż wpajanie pewnych postaw i zachowań. pozdrowienia! JGO

  19. @maciekplacek – filmowa ta historia ze spódnicą w kratę. jednych zahartuje, innych zniszczy. mam nadzieję, że Pana tylko wzmocniła!
    zgadzam się z Panem, że każdy nosi w życiu jakąś „różową koszulkę”. pytanie, jak sprawić, by boleśnie nie uwierała?
    wydaje mi się, że jeśli dzieci w takich niemal kontrolowanych warunkach doświadczają dyskryminacji czy opresji, ale obok jest nauczyciel, rodzice (o ile mają pojęcie, co się dzieje w szkole), to mogą pomóc te emocje zagospodarować. i jeśli widzą, jak to wygląda na próbę, ze strony ofiary, to w przyszłości nie będą skore do powtarzania tego zachowania względem innych. myślę też, że trzeba sporo wrażliwości, wyczucia i kompetencji, aby takie ćwiczenia dzieciom serwować. pozdrowienia!

  20. mr.off – to ja Panu dziękuję! cieszę się, że blog przyciągnał tak wielu otwartych, myślących i doświadczonych czytelników, jak Pan. pozdrawiam bardzo serdecznie! 🙂 JGO

  21. Systematyczna cenzura Sz. Pani jest nie do przyjecia. Przynajmniej dla mnie. Ani „rozowe koszulki”, ani „spodniczki w czerwona krate”, ktore Pani stosuje na swoim blogu od dawna mnie nie interesuja.
    Ten phony baloney liberalism jest niestrawny.
    Jest na to okreslenie: My way or the highway democracy.

  22. @ Joanna Gierak-Onoszko, 28 kwietnia o godz. 2:38
    “czy tak jak w programie polskich szkol, wartosci chrzescijanskie przenikaja rózne przedmioty (glównie humanistyczne), czy Panstwa podstawa programowa byla raczej zlaicyzowana?”

    Pani Joanno, szkola prowadzila zajecia SCISLE wedlug programu Ontario Ministry of Education (co roku byla wizytowana przez OME) – inaczej by nie mogla wydawac matur uprawniajacych do przyjecia na studia uniwersyteckie. Zajecia sa takie, jak w innych szkolach publicznych; nigdy nie bylo, ani nie ma zadnej indoktrynacji w zadnym przedmiocie.
    Jedynym religijnym przedmiotem sa “Religie Swiata”: World Religions: Beliefs, Issues, and Religious Traditions, Grade 11, University/College Preparation (HRT3M)

    Oprocz tego szkola oferuje amerykanski program AP (Advanced Placement) – dlatego, ze po prostu, poza Kanada, uniwersytety w USA sa drugie w kolejnosci najczesciej wybieranych uczelni.

  23. Joanna Gierak-Onoszko 28 kwietnia o godz. 2:32
    Widzę, że wszystko, co nie zawiera otwartej i bezrefleksyjnej pochwały homoseksualizmu jest u Pani „homofobiczne”. Przypomina mi to sytuację, w której wszystko, co nie jest bezkrytyczną pochwałą polityki państw Izrael uznawane jest na tzw. Zachodzie za „antysemityzm”. Wybaczy Pani, ale ja z gumką i czerwonym ołówkiem cenzora nie mam zamiaru dyskutować i tym samym znikam z tego blogu, jako że w nim liczy się, jak to było za czasów niesławnej pamięci GUKPPiW nie siła argumentu, a tylko argument siły cenzora, czyli Pani.

    (…)

  24. Joanna Gierak-Onoszko 28 kwietnia o godz. 3:04
    I jeszcze – żyjemy w społeczeństwie, a więc musimy się liczyć ze zdaniem innych osób, szczególnie zaś ze zdaniem większości. Tak samo jak nie wejdziemy do kościoła (będąc mężczyzną) ostentacyjnie w nakryciu głowy (chyba, że jesteśmy zawodowym duchownym wysokiej rangi, np. papieżem), ani też nie wejdziemy ostentacyjnie do meczetu w butach albo też do synagogi bez nakrycia głowy i z wielkim krzyżem na piersiach, tak samo nie pójdziemy do szkoły przebrani za osobę płci odmiennej, chyba, że to jest zabawa karnawałowa. Niestety, ale w społeczeństwie obowiązują różne normy, w tym też niepisane, ale ogólnie przyjęte – normy, których nie można bezkarnie ignorować. Inną sprawą jest zaś sposób karania za niedostosowanie się jednostki do tych norm. W cywilizowanych krajach nikogo nie karze się za złamanie norm obyczajowych w sposób okrutny i poniżający, ale to jest temat na osobną dyskusję.

  25. Pani Redaktor,
    Oskarżyła mnie Pani publicznie o homofobię, zniesławiając mnie przy tym, jako że ja nie jestem przecież homofobem. Postępuje zresztą Pani tak jak by owa homofobia była w Polsce prawnie zakazana, a jednocześnie che mi Pani zamknąć tym sposobem usta, naruszając jednak przy tym moje konstytucyjne prawo do głoszenia moich poglądów, o ile tylko nie są one niezgodne z obowiązującym w Polsce prawem. Proszę więc przemyśleć swoje stanowisko, chyba, że chce Pani, aby Pani blog przemienił się w mówiący jednym głosem chórek klepiących się nawzajem po plecach osobników, z których każdy wyznaje dokładnie taki sam system wartości i ma dokładnie takie same poglądy, jak to się stało n.p. na blogu tzw. ateistów.
    LK

  26. Dziękuję za zamieszczenie na tym blogu moich ostatnich wpisów, z natury mocno kontrowersyjnych. Ale na tym ma chyba polegać dyskusja i wolność słowa.

  27. @maciekplacek
    Zachowanie pana ojca dowodzi, ze w ogole nie nadawal sie on na rodzica. Gleboko wspolczuje mieszkania pod jednym dachem z takim czlowiekem. I nie, nie jest to prawda,ze tzw. twarda szkola zycia komus pomaga. Ona zniszczy sto osob, pozornie wzmocni jedna,ale ta jedna do konca zycia bedzie wlokla ze soba bagaz traumy, cierpienia i zaburzen umyslowych. W mojej pracy wielokrotnie spotykalem sie z takimi typami ‚twardych facetow’, ktorzy zycia uczyli sie na ulicy. Niestety,w okolicach czterdziestki ci faceci sa zwykle alkoholikami, z ciezka depresja, ktorej nie lecza, bo duma nie pozwala im przyznac sie do slabosci i poprosic o pomoc.
    Idea ‚pink day’ jest, by dzieci w szkole NIE przesladowaly innych dzieciakow za to,ze sa rude i piegowate, badz z jakichkolwiek innych powodow.

  28. @jakowalski
    ‚ żyjemy w społeczeństwie, a więc musimy się liczyć ze zdaniem innych osób, szczególnie zaś ze zdaniem większości.’
    Wiekszosc nie ma monopolu na racje.

  29. @ Joanna Gierak-Onoszko

    „…z moich obserwacji wynika, że władze chcą po prostu poznać problem…”

    Nie watpie, ze wladze probuje poznac problem ( rozumiem, ze chodzi o nietolerancje wobec „innych”). Nie widze jednak zwiazku miedzy problemem a informacjami zbieranymi w ankietach. Informacja, ze ktos ma dwie mamy niczego nie rozwiazuje jak rowniez nie mowi nic o samym problemie – wobec tego w jakim celu robi sie taka ankiete. Patrzc na to szerzej istnieje kilka problemow z problemem.

    1. Dzialania sa „akcyjne”. Patrzac wstecz np. na tworczosc filmowa minionych lat, watkiem „dyzurnym” byl antysemityzm. Niewiele ta swoista propaganda zmienila w postawach ludzi. Dzisiaj zostal zastapiony watkiem homoseksualizmu. Ponownie, w moim odczuciu, niewiele z tego wyniknie.
    2. Stajemy wobec innego zagroznia t.j. nietolerancji wobec „nietolerancyjnych”. Osoba przykladowo krytykujaca polityka Izraela naraza sie na oskarzenie o antsemityzm, podobnie wyrazajaca mysl dotyczaca osoby innej rasy czy orientacji seksualnej o rasizm czy homofonbie, nawet jesli mysl zawarta w wypowiedzi nie ma nic wspolnego z rasa czy tez orientacja seksualna. Etykietka skutecznie konczy jakakolwiek dyskusje.

    3. Jak mozemy ksztalcic pokolenia w duchu tolerancji, gdy na codzien w przekazie medialnym motyw nietolerancji jest powszechny i zywy, choc nie oczywisty. Prosze zastanowic sie nad konfliktami, o ktorych rowniez Pani pisala. Mlody czlowiek, ogladajac TV czy czytajac gazety wyrasta w przkonaniu, ze „nasz” system jest najlepszy i „my” mamy prawo „ulepszc” zycie innych narodow najbardziej brutalnymi metodami. Gdy w wyniku zamachu zginie garstka „naszych” odprawiamy najrozniejsze „egzekwie” by okazac bol i szacunek wobec zmarlych, jednoczesnie o wiele wieksze ilosci ofiar w odleglym kraju sa tylko i wylacznie statystyka. Inaczej mowiac, jesli jednego dnia mozna „kopnac” ( tu w przenosni, gdyz w rzeczywisty kopniak ma zazwyczaj ksztalt samolotu) czlowieka o smiesznym imieniu, mowiacego dziwnym jezykiem, dlaczego nastepnego dnia nie mozna kopnac (doslownie) osoby o innej orientacji seksulanej lub kolorze skory?

    Pozdrawiam

  30. Zly 30 kwietnia o godz. 22:14
    1. Zbyt twarda szkoła życia szkodzi, podobnie jak zbyt miękka.
    2. Idea „różowego dnia” jest zaś chora (…). Są zresztą inne sposoby, aby przekonać dzieci, aby w szkole czy też poza nią NIE prześladowały innych dzieciaków za to, że są rude i piegowate, bądź też z jakichkolwiek innych powodów.
    3. Odróżnij też zakaz prześladowania od pozwolenia na anormalne zachowania. Zmuszanie chłopców, aby ubierali się jak dziewczynki jest przecież ograniczeniem wolności tychże chłopców. Znów dobre chęci zaprowadziły do piekła. 🙁

  31. Zly 30 kwietnia o godz. 22:23
    Tak, większość nie ma monopolu na rację. Ale demokracja w praktyce polega przecież na rządach większości a nie mniejszości, a poza tym, to nie da się długo ignorować opinii większości.

  32. Czyżby pan jakowalski zaczął rozmawiać sam ze sobą?

  33. Thank you Herr Doktor for the diagnose and empathy.
    Your regular fee for the visit I’ve left on the couch, somewhere.
    And, keep the change.
    Dodam do tego (very disturbing) aktu „sadyzmu”, jakim sie wykazal moj stary, zachowanie rodziny; siostry tarzaly sie ze smiechu po perskim (cashmere) dywanie, mama z babcia skaczac niemal do sufitu zrobily sobie „high five”, dziadek byl zajety butelka „Chateau Latour ” – didn’t care. Ja „traumatized” z tego wszystkiego zrobilem sobie fetysz z czerwonych spodniczek w krate. Na meczach patrze tylko na cheerleaders hooping and dancing i jestem stalym w „Gentlemen’s Club”. A moje siostry … Ooo… Gdy one uslyszaly panska „diagnoze”, dalyby panu takie wciry zebys pan nie wiedzial czy nakrecic zegarek czy wziac prysznic. Obie byly w kadrach olimpijskich, na olimpiady nie pojechaly, bo nie byly az tak dobre.
    Poza tym dziekuje, rodzinka w komplecie, tatus sadysta projektuje rozne takie, coraz to nowe rzeczy commune bonum, mama leczy roznych frojdow z urojen, a siostry rzadza w roznych takich korporacjach a wolnych chwilach w mojej.
    Smutek mnie ogarnal na sama mysl, ze za 10 lat bede alkoholikiem, z depresja, zapewne bede bil zone, maltretowal potomstwo i wogole zaby z nieba beda lecialy. Ale ze to tego czasu mam ponad 10 lat …
    Well… I’ll have another glass of my favorite Glenlivet.
    (…)

  34. vandermerwe 1 maja o godz. 7:31
    Pełna zgoda. Nie ma bowiem mowy o demokracji i wolności słowa bez tolerancji dla poglądów nieortodoksyjnych i ludzi te poglądy głoszących.

  35. @maciekplacek
    Mowi sie dywany kaszmirskie, nie cashmere.
    Pisanie makaronizmow polsko-angielskich nikomu na tym blogu nie zaimponuje. Mieszkam od dziesieciu lat w Londynie,ale jezyka polskiego nie zapomnialem. Uzywanie polglisz dla
    mnie swiadczy wylacznie o kompleksach uzytkownika.
    I co wynika z pana pracy w korporacji?Mozna byc wzietym biznesmenem i rownoczesnie kompletnym wrakiem psychicznym. Niby kto wypelnia gabinety psychoanalitykow?
    Radze ograniczyc alkohol. Glenvilet nie rozwiaze zadnego z pana problemow.

  36. @jakowalski
    ‚Są zresztą inne sposoby, aby przekonać dzieci, aby w szkole czy też poza nią NIE prześladowały innych dzieciaków’
    Jakies przyklady?
    ‚Ale demokracja w praktyce polega przecież na rządach większości’
    Demokracja NIE JEST rzadami wiekszosci. Demokracja to system, w ktorym prawa kazdej mniejszosci sa szanowane. To wiedza z drugiej klasy liceum..

  37. @jakowalski – nie wiem, gdzie znalazł Pan informację o „zmuszaniu chłopców, by ubierali się jak dziewczynki.” tutaj szkoła zorganizowała dzień, w którym dzieci (i dorośli) ubierali się na różowo. męska garderoba też miewa różowe akcenty – np. bladoróżowe koszule. nikt tu nikogo do niczego nie zmusza. i nie ma mowy o przebieraniu się, ale o ubieraniu się w różowe rzeczy. łatwo przesadzić i wysnuć fałszywe wnioski. pozdrawiam, JGO

  38. @zly
    Kiedyś spotkałem definicję, że demokracja liberalna to system, w którym prawa jednostki nie zależą od tego, czy należy do większości, czy mniejszości.
    Do jakich należy większości i mniejszości – należałoby chyba poprawić.

  39. Joanna Gierak-Onoszko 3 maja o godz. 16:46
    Proszę Pani. Normalni chłopcy nie ubierają się na różowo. Zresztą kobiety też noszą spodnie, ale nikt, może poza tzw. dyktatorami mody, im tego nie narzuca. Ale przecież nie o to tu chodzi, a o to, że robiono na siłę z chłopców nie tyle dziewczynki, co gejów, a to jest już po prostu i zwyczajnie chore. Nie sadzę, aby Kanada była aż tak szczęśliwym krajem, że jedynym problem jaki ona ma, to są przywileje dla młodocianych gejów.

  40. zly 2 maja o godz. 23:01
    2. Demokracja w praktyce oznacza zawsze rządy większości, najczęściej parlamentarnej – często chwiejnej i mikroskopijnej, ale zawsze większości, np. tzw. rządy mniejszościowe, w których rząd liczy na głosy posłów niezależnych, często spotykane np. w Australii. Proszę mi pokazać inny rodzaj realnej demokracji niż ten, który ja opisałem. Zaznaczam, że nie interesują mnie tu jakieś bzdurne teorie, wciskane na siłę uczniom do głów, a tylko praktyka, a ona jest taka, że w demokracji rządzi większość, a to, że nie powinno się w niej dyskryminować mniejszości, to jest inna sprawa.
    Podaję też, aby nie być gołosłownym, elementarną definicje demokracji: Demokracja – system rządów (reżim polityczny, ustrój polityczny) i forma sprawowania władzy, w których źródło władzy stanowi wola większości obywateli (sprawują oni rządy bezpośrednio lub za pośrednictwem przedstawicieli). Obecnie powszechną formą ustroju demokratycznego jest demokracja parlamentarna.
    Demokracja – Wikipedia, wolna encyklopedia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Demokracja

  41. zly 2 maja o godz. 22:45
    A tu (ad maciek placek) pełna zgoda!

  42. Sz.P. Gierak-Onoszko,
    Wracajac do rozowych ciuchow. Mam rozowa, pastelowa koszule, ktora do granatowej marynarki lepiej pasuje od bialej.
    Dziekuje za goscine i prosze o zluzowanie PC cenzury.

  43. Sasiadko,

    Nieco nie na temat, ale poniewaz wszyscy tutaj wyrazamy nasze poglady na temat muzulmanow w Kanadzie, jest wreszcie dobra wiadomosc w tej rzeczy.

    Otoz kupujac polska kielbase porwalem egzemplarz torontonskiego GLOSu, ktory odwaznie reklamuje sie jako ‚tygodnik dla osob myslacych’. Podczas gdy wy tam o rozowych koszulach, itp. na pierwszej stronie jest nareszcie cos dla nas pozytywnego – wielki tytul TYLKO MATKA BOSKA UCHRONI NAS PRZED INWAZJA ISLAMU.

    Choc nie jest jasne o jakiego Boska chodzi, od razu lepiej spalem.

  44. @jakowalski – proszę Pana, nikt nie robi z chłopców dziewczynek, czy na odwrót. chyba komentuje Pan inny tekst, nie mój.

  45. Bez zalu mowie blogowi Sz. P.,
    Adios !
    Ku uciesze blogowych becwalow, ktorych Sz. P. wyraznie faworyzuje.
    Zyje Sz. P. w nie istniejacym PC LaLa Land.

  46. Joanna Gierak-Onoszko 5 maja o godz. 20:32
    Szanowna Pani Redaktor,
    Proszę czytać moje komentarze w całości. Napisałem przecież wyraźnie 3 maja o godz. 19:45, że „tu chodzi o to, że robiono na siłę z chłopców nie tyle dziewczynki, co gejów, a to jest już po prostu i zwyczajnie chore. Nie sadzę, aby Kanada była aż tak szczęśliwym krajem, że jedynym problem jaki ona ma, to są przywileje dla młodocianych gejów.”
    Pozdrawiam,
    LK

  47. mpn 3 maja o godz. 17:02
    Demokracja liberalna jest to system, w którym prawa jednostki zależą tylko i wyłącznie od ich stanu majątkowego. Jedyną dopuszczalną formą dyskryminacji w tym systemie jest dyskryminacja osób ubogich, natomiast demokracja liberalna polega na wyraźnym faworyzowaniu osób bogatych. W skrócie – im więcej masz w tym systemie pieniędzy, tym większy masz wpływ na decyzje podejmowane przez władze i tym większe szanse być u władzy. Klasyczną demokracją liberalną są dziś Stany Zjednoczone Ameryki czyli USA a także Zjednoczone Królestwo (UK).

  48. @jakowalski
    Owszem,normalni faceci zakladaja od czasu do czasu rozowe koszule, min. w Paryzu,stolicy mody.
    Demokracja NIE jest rzadami wiekszosci. Tyrania wiekszosci to ochlokracja. Demokracja to system wyrazajacy wole wiekszosci z poszanowaniem praw mniejszosci.To wszystko materialy z drugiej klasy liceum. Rozumiem, ze ksztalcil sie pan w PRLu, ale od tego czasu minelo juz dwadziescia osiem lat, wypadaloby odswiezyc wiedze.

  49. zly 6 maja o godz. 17:23 Na początek:
    1. Zdaniem Abrahama Lincolna demokracja to rządy ludu sprawowane przez lud i dla ludu. Czy ta definicja demokracji wciąż obowiązuje?
    Nie ma co do tego wątpliwości. Demokracja to rządy ludu, czyli ogółu, rządy wszystkich.
    Ideały i twarde fakty demokracji – z Marcinem Królem rozmawia Adam Puchejda (www.miesiecznik.znak.com.pl)
    2. Ochlokracja (z greckiego – „rządy motłochu”), forma rządów polegająca na sprawowaniu władzy przez tłum. Występowała w czasach Platona, a także w czasach późniejszych. Władza znajdowała się wtedy w rękach pasożytniczych, spauperyzowanych mas, którymi kierowali demagodzy schlebiający najbardziej prymitywnym żądaniom tłumu.
    Ochlokrację charakteryzuje samowola polegająca na przywłaszczaniu sobie osiągnięć tak materialnych, jak duchowych, zdobytych przez innych. Ten proceder (nazywany sprawiedliwym dzieleniem) kończył się zagarnięciem przez przywódców największej części dóbr dla siebie. Ochlokracja z czasem przeradzała się w dyktaturę.
    Filozofia starożytnej Grecji (Platon, Arystoteles) przeciwstawiała ochlokrację (jako zwyrodniałą formę władzy ludu) – demokracji. Termin ochlokracji występuje po raz pierwszy u Polibiusza (II w. p.n.e.).
    (portalwiedzy.onet.pl)

  50. Jak widać, socjalizm trzyma się mocno.

  51. @maciekplacek 6 maja o godz. 3:10
    Nie do konca – to nie w tym problem (“kilku becwalow, ktorych Sz. P. wyraznie faworyzuje”). Blog zostal zdominowany przez jednego osobnika, ktory wydaje sie, ze nie zauwazyl tytulu “Obrazki z Kanady” – albo go totalnie ignoruje. To sa osobiste wrazenia – to, co JA widze. Na przyklad, jezeli napisze: “wygladam przez okno i widze, ze forsycja u sasiadki Joan kwitnie na zolto, a nasze tulipany na czerwono”, natychmiast pojawi sie jadowity komentarz krytykujacy wpis – powod zawsze sie znajdzie, choc w rzeczywistosci jest tylko jeden: ukryc swoj kompleks nizszosci. Liczba wpisow jednej osoby przewyzsza w sumie liczbe wszystkich innych wpisow. Jedna, czy dwie osoby wdaja sie z nim w pyskowki, Pani Joanna probuje to lagodzic, ale jak widac malo skutecznie – bo wszystko sie rozlazi i przestalo byc ciekawe. Zamieszczanie wszystkich wpisow (nawet tych od rzeczy) nie oznacza faworyzowania – moze niechec posadzenia o cenzure?
    Tak czy inaczej dla mnie przestalo to byc zajmujace – co widac po czestosci moich wpisow. 🙁

  52. @schwarzerpeter
    ‚ bo wszystko sie rozlazi i przestalo byc ciekawe.’
    Uwazam blog pani Joanny za bardzo ciekawy i interesujacy, nawet jesli nie zgadzam sie z pewnymi jej pogladami. Ciekawi mnie tym bardziej,ze ja tez jestem emigrantem i tez obserwuje roznice miedzy Polska, Kanada a Wielka Brytania-Kanada wychodzi tu zdecydowanie na plus..
    Wspomniany osobnik niestety zamecza wszystkie fora i blogi POLITYKI.

  53. @ zly 8 maja o godz. 23:13
    schwarzerpeter: „bo wszystko sie rozlazi i przestalo byc ciekawe.” 😯 🙄 Rzeczywiscie, ze zle sie wyrazilem. Wiekszosc wpisow komentujacych obrazek przedstawiony przez P. Joanne rozlazi sie, ma sie nijak do meritum sprawy i dlatego przestala byc – dla mnie osobiscie – ciekawa.

    „Uwazam blog pani Joanny za bardzo ciekawy i interesujacy…”
    Ja tez. 😀
    Uklony

  54. @Autorka

    Jak Pani skasuje moj post z
    mr.off
    12 maja o godz. 19:54

    (wlacznie z tym ponizej)

    to dyskusja pod Pani postem bedzie trzymala sens/rytm.

    Wiem, ze wiekszosc (chyba) dsyskutantow TU zyje w innych strefach czasowych. Co czyni balagan nie do okelznania.

    Sorry, ze balaganie i ja.

    Uklony.

  55. maciekplacek
    28 kwietnia o godz. 4:33

    W Polsce/USA/Kanadzie, itd. – generalnie na Zachodzie – wiekszosc Ziomali dajacych glos w m ediach Rzeczpospolitej ma tyle lat co Pana Rodzice/Dziadkowie.
    A skromnej mniejszasc tyle co Pan. Choc Panu sie roi, ze gadajac po angielsku gada Pan w imieniu Rzeczpospolitej, Polski i Diaspory.

    Choc to 100% nieprwada (tez mi sie tak roilo okolo konca szkoly elementarne)j.

    Ale dzis jestes Pan Piekny i Mlody. I wyedukowany. Niech Pan nie ucieka z TEGO bloga jesli chce Pan wiedziec, JAK JEST.

    Bo bedziesz Pan tez ROZGARNIETY.

    TU da sie bowiem zorientowac gdzie sufit, a gdzie popdloga. Da sie, gdyz tu gadaja TRZY GENERACJE ludzi z polskimi korzeniami zyjacych w globalnym swiecie.

    TO UNIKAT jesli chodzi o ZRODLO INFORMACJI.

    (I bodaj najlepsza inwestycjai redakcji POLITYKI w globalny swiat info).

    Uklony ALL.

  56. maciekplacek
    6 maja o godz. 3:10

    AGAIN !!!
    Prosze: niech Pan nie odchodzi na OBYWATELSKA EMERYTURE . Bez Pana nie bede wiedzial, co widac z Tamtej Strony Ksiezyca.

    PS.
    https://youtu.be/fALdOkf_eCM
    I jeszcze raz:
    https://youtu.be/aLR_bSzPTiY

  57. PinkDay, w dowolnym tłumaczeniu, dzień świra.

  58. @mr.off – dziękuję. proszę koniecznie napisać o tym Naczelnemu 😉

  59. zly 8 maja o godz. 23:13
    1. Natomiast ja uważam, że Kanada, podobnie jak Australia, jest krajem zmarnowanych możliwości (land of lost opportunities). Pomimo tego, że ma ona olbrzymie obszary, znikomą ilość ludności (a więc brak przeludnienia, który jest od lat problemem większości państw Europy, Azji i Afryki) i niezmierzone wręcz bogactwa naturalne oraz dominuje w niej język angielski, czyli jedyny obecnie język o globalnym zasięgu, to ma ona powtarzające się problemy z cyklicznymi recesjami (patrz np. książka A. Fiedlera z roku 1935 „Kanada pachnąca żywicą”), bezrobociem a nawet bezdomnością i zwyczajną biedą, a także z dyskryminacją ich rdzennej ludności. W porównaniu z Australią czy Kanadą, to Polska wyróżnia się zdecydowanie na plus, zarówno pod względem jakości życia jak też i kompetencji elit nią rządzących. Zgoda, mogły by one być w Polsce o wiele lepsze, ale te, które od setek lat rządzą Australią i Kanadą są wręcz tragicznie niekompetentne. Na dodatek to ani Australia ani też Kanada nie mogą zdobyć się na wybieralną, pochodzącą odpowiednio z Australii i Kanady głowę państwa, a więc nie można nawet mówić że te państwa są, choćby tylko formalnie, demokracjami.

  60. (…)
    Pani Joanno! Bardzo sobie cenię Pani felietony o społeczeństwie, edukacji, zwyczajach, roli religii itd.w Kanadzie. Proszę kontynuować nie zwracając uwagi na różne, głupawe wpisy. Niektórzy z nas tak mają….Pozdrawiam Tadeusz.