Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

17.10.2016
poniedziałek

SickKids, czyli nowy paradygmat reklamy

17 października 2016, poniedziałek,

Tuż nad szklanymi wieżowcami w nowoczesnym centrum finansowym leci helikopter. Zadzieram głowę. Wygląda na to, że szuka miejsca do lądowania. Rzeczywiście, zbliża się do wielkiego napisu SickKids. Chore Dzieci.

I my trafiliśmy do Chorych Dzieci, kiedy nasz synek nie mógł rano otworzyć oka. Powieka była tak spuchnięta i nabrzmiała krwią, że nie dało się jej podnieść.

Na izbie przyjęć od razu podano dziecku lek przeciwwstrząsowy. Równolegle zbierano wywiad. Lekarka na wejściu przedstawiła się. Kucnęła, by przywitać się z dzieckiem.
Do you speak English czy potrzebujecie tłumacza?

Zebrała wywiad, drugi raz, by niczego nie przeoczyć. Zmierzyła parametry życiowe – na ramieniu dwulatka zacisnęła mankiet ciśnieniomierza tak maleńki, jakby używały go pluszowe misie. Dziecko spokojnie poddawało się jej rękom podczas wszystkich badań.

Siedziałam skurczona na miękkim, rozkładanym fotelu, który instaluje się tu obok każdego łóżka, na którym leży dziecko. Fotel był bardzo stary, derma na nim poprzecierana i zdarta. Stoi tu od dawna. Widocznie wiele lat temu ktoś tu zdecydował, że w szpitalu miejsce matki jest przy dziecku, nie na podłodze.

Kiedy to się stało? Czy dziecko ma objawy neurologiczne? Wymiotuje, potyka się? Czy uderzało rano głową o szczebelki łóżka?

Czyli na dzień dobry diagnostyka w kierunku guza, pomyślałam. Od razu są przygotowani. Jeśli coś jest nie tak, nie będziemy tracić czasu na okulistę.

Po długiej rozmowie lekarka zdecydowała, że nieotwierające się oko to albo ostra infekcja, albo silny wstrząs alergiczny. Na wszelki wypadek wypisała antybiotyk. W aptece nie zapłaciliśmy sakramentalnych 3,29 zł, ale prawie 100 dolarów.

Ale stawiam na ukąszenie owada – powiedziała. – Po każdym weekendzie mamy tu takich delikwentów. Gdyby jednak dziecko wymiotowało albo zrobiło się markotne, wracajcie natychmiast na izbę przyjęć. Jeśli tylko poczujecie, że coś jest nie tak. Choćbyście nie wiedzieli co, this is the right place to be.

Dopiero po tygodniu okazało się, że miała rację. Dziecko zaczęło odmykać oko, zrobiła się szparka na światło. Obrzęk zaczął ustępować i na powiece pojawił się ślad po ukąszeniu.

Ale nie zapomnę, że choć statystyka i doświadczenie przemawiały właśnie za alergią, lekarka niczego nie bagatelizowała. Cierpliwie i długo się upewniała, że nie zaprosi nas do windy. Bo wiedziała – i ja też to wiedziałam – że za wypłowiałą zasłonką w myszki i kaczorki jest winda, która jeździ na górne piętra. A tam ciężko pracują: i lekarze, i pielęgniarki, i dzieci.

Kilka dni później SickKids wystartował z kampanią. Występowali w niej prawdziwi pacjenci. Kim są, przeczytacie tutaj.

W filmie nie ma sentymentalnej muzyki, która ma poruszyć serca darczyńców. Nie ma w niej smutnych historii o chorych dzieciach. Nie ma proszenia o współczucie, litości, smutku. Jest wielka moc. Jest tygrys, koń i trzystu ludzi, którzy walczą o Chore Dzieci.

Zobaczcie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. super! tak wyglada humanitarny profesjonalizm: który może być oparty na logice, ścieżkach decyzyjnych i procedurach, a nawet na wyrachowaniu [to ta część biznesowa typu: nie marnujmy czasu ludzi zajętych poważniejszymi sprawami] oraz na zaangażowanej empatycznej umiejętności zrozumienia małego pacjenta i jego rodziny [poczucie bycia zaopiekowanym – bezcenne], dobry wzór do nauki. a przesłanie: jedynie słuszne dla bycia spełnionym: lepiej walczyć i przegrać, niż poddać się bez walki. pozdrawiam

  2. Pani Joanno:
    Opisuje Pani sztandarowy szpital kanadyjski w centrum Toronto, czesc naukowa UofT. Tam wszystko,lub prawie wszystko musi byc perfekcyjne i wymuskane. Kanadyjskisystem zdrowia publicznego to tez dobrze finansowo naoliwiona maszyna, ktora pomimo tego trzeszczy w szwach. Calkiem niedawno pracowalem w centrum naukowym po drugiej stronie ulicy. Ontario Cancer Institute dzielil niektore uslugi z innymi szpitalami przy Univ. Ave. Czy wyobraza sobie Pani ilu ludzi pracuje tam na roznych stanowiskach. Jest komu opiekowac sie roznymi sprawami, bo sa do tego iludzie i pieniadze.
    Na prowincji nie zawsze jest tak rozowo. Na przyjecie w tzw. ER mozna czasami poczekac 2 godz.
    No i po co porownywac to do przestarzalej, niedofinansowanej i nizreformowanej od czasow PRLu polskiej sluzby zdrowia, ktorej nikt z politykow od 27 lat nie chce tknac. Nie bede porownywac plac, warunkow pracy etc. obu systemow bo to rozne swiaty.

  3. to prawda! proszę też zwrócić uwagę na film – jest niesamowity!
    niespotykane podejście do pokazania chorych dzieci i tych, którzy walczą za nie.
    pozdrowienia!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Obydwoje się zgadzamy, że nie ma sensu porównywanie nowoczesnego instytutu do przestarzałej i niezreformowanej służby zdrowia. Ani w Polsce, ale też w Kanadzie. I tu, i tu różnice między topowymi, nowoczesnymi placówkami badawczymi a zapomnianymi ośrodkami w mniejszych miejscowościach są zbyt wielkie. Jak mówił mi jeden z lekarzy, czasem o przeżyciu decyduje nie kraj, ale miasto, w którym przychodzi się na świat.
    Czy Pan też zauważył, że na University Avenue i okolicach, jest tak wielu przechodniów w medycznych uniformach? U nas lekarz zdejmuje kitel, pielęgniarka odpina czepek i są w cywilu. Tutaj: granatowe czy beżowe stroje nosi się także po wyjściu ze szpitala. Pozdrowienia!

  6. Czy Pan też zauważył, że na University Avenue i okolicach, jest tak wielu przechodniów w medycznych uniformach? U nas lekarz zdejmuje kitel, pielęgniarka odpina czepek i są w cywilu. Tutaj: granatowe czy beżowe stroje nosi się także po wyjściu ze szpitala. Pozdrowienia!
    Bylbym, znow, innego zdania. Sa to robocze kitle (uniformy), ktore nosi sie na oddziale chorobowym, majace kontakt z chorymi, bakteriami, wirusami, etc. I na odwrot. Na zewnatrz tez sa bakterie i inne rzeczy wrogie pacjentom. To nie jest stroj wizytowy, do kompletu z drogim zlotym zegarkiem, drogimi piorami wiecznymi i okularami w oprawce marki Micheal Kors. Teoretycznie, nie powinny one opuszczac oddzialu.
    Ale, p. Joanno, prosze nie traktowac tego jako przytyk. Jest to troche uwaga trzezwego praktyka.
    Pozdrawiam serdecznie

  7. Czy jest to sztandarowy szpital UHN, czy szpital na prowincji podejscie lekarzy i pielegniarek jest diametralnie inne niz w Polskich szpitalach. Kiedy moj Ojciec w wieku dziewiecdziesieciu lat wyladowal w jednym z warszawskich szpitali, podejscie lekarzy i pielegniarek sprowadzalo sie do „Dlaczego pan nie umrze i da nam spokoj?” Dowiedziec sie czegokolwiek od nieuchwytnych na ogol lekarzy bylo nie sposob – facet/ka patrzy sie na ciebie jak na idiote i intruza – co ci tam bede tlumaczyl. To, o czym pisze P. Joanna, to LUDZKIE podejscie calego personelu (zona byla w Toronto Western).
    Natomiast 2 godziny na pogotowiu – to krociotenko! 😉 W tymze Toronto Western zona czekala wiekszosc czesc dnia.