Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

18.02.2017
sobota

Chór, czyli nie ma zgody na przemoc

18 lutego 2017, sobota,

Dwa razy w tygodniu ludzie spotykają się w Korea Town, na zapleczu pubu. Płacą pięć dolarów, żeby postać w tłumie i wspólnie śpiewać. Oczywiście nie o ćwiczenie głosu tu chodzi. Tworzony za każdym razem od nowa chór – czyli Choir! Choir! Choir! – to społeczne zjawisko i jedno z najpiękniejszych mgnień Toronto. Pisałam o nim w świątecznej POLITYCE. Ale w tych dniach chór znów brzmi donośnie.
Czytaj całość »

5.02.2017
niedziela

Na ratunek, czyli gdyby Sopot leżał w Kanadzie

5 lutego 2017, niedziela,

Nie uszło uwadze naszego rządu, że tym dzieciom odmówiono pomocy tylko dlatego, że urodziły się tam, gdzie się urodziły – powiedział minister zdrowia kandyjskiej prowincji Ontario.

Niedawno prezydent Trump zakazał wjazdu na terytorium Stanów obywatelom 7 muzułmańskich krajów: Iranu, Iraku, Jemenu, Libii, Syrii, Sudanu oraz Somalii. Oficjalne uzasadnienie: względy bezpieczeństwa, obrona kraju przed muzułmańskim terroryzmem.

Na razie cofnięto wizy ok. 60,000 osób. Wśród nich są dzieci. Zakwalifikowano je do pilnego leczenia w USA – na przykład dlatego, że w ich krajach takich niezbędnych operacji się nie przeprowadza. W wielu przypadkach to dzieci wojny: poparzone, okaleczone, poranione. Zawsze po traumie.

Zgodnie z wytycznymi z Białego Domu lekarze ze Stanów nie mogą już zoperować ani rozpocząć terapii u tych dzieci. Zwrócili się o pomoc do Kanadyjczyków.

Nie uszło uwadze naszego rządu, że tym dzieciom odmówiono pomocy tylko dlatego, że urodziły się tam, gdzie się urodziły.oświadczył więc minister, Eric Hoskins. – Mamy to szczęście, że dysponujemy technicznymi możliwościami, by pomagać. To naturalne, że trzeba pomóc.

Mechanizm jest taki: lokalne władze w Ontario zgłosiły chęć udzielenia pomocy dzieciakom z Syrii i innych krajów objętych zakazem. Zwróciły się do kanadyjskiego rządu federalnego. Ten odpowiedział błyskawicznie, na początek obiecał w trybie ekspresowym załatwić wizy. Dla dzieci i dla ich rodzin.

Kanadyjski rząd szuka teraz rozwiązań, jak najlepiej wykorzystać przepisy i szybko sprowadzić dzieci do Kanady. Jednocześnie, by nie tracić czasu, pracuje już z konkretnymi szpitalami – przede wszystkim ze szpitalem SickKids w Toronto.

Znamy ten szpital jako pacjenci – proszę spojrzeć, jak tutejsi lekarze postrzegają swoją misję. Na razie SickKids woli się nie chwalić – jak informuje rzeczniczka, skupiają się na badaniu każdego przypadku indywidualnie i po prostu działają. Dodaje, że sprawdzają, jak mogą zaopiekować się i dzieckiem, i jego rodziną, jednocześnie zaspokajając potrzeby lokalnych pacjentów z Toronto i okolic.

Nie brakuje trudności (o pieniądzach nie wspominając), ale przecież są do przeskoczenia. Przeszkody są po to, by je pokonywać, a nie mnożyć, mówią w Kanadzie. Prowincja Ontario przyznaje, że boryka się z problemami – zwalaniane są pielęgniarki, dłużą się kolejki do zabiegów, jak zawsze w służbie zdrowia brakuje pieniędzy. Ale dodaje też skromnie, że robi takie rzeczy od czasu do czasu, więc i teraz stanie na wysokości zadania.

Nikt nie krzyczy w prasie, że sprowadzenie małej grupy dzieciaków (i ich opiekunów) zwiększy tu zagrożenie terroryzmem. I w mediach, i w rozmowach prywatnych przeważa ton zaskoczenia i absolutnego obrzydzenia: ileż trzeba mieć złej woli, by z powodu przepisu nie wpuścić dzieci.

Nikt tu nie klęka, nie całuje biskupa w pierścień, nie żłobi posadzki w kościele. Nie zasłania się frazesami ze świętych ksiąg. Nie zasłania ani religią, ani polityczną doktryną. Nie straszy terroryzmem. Nie wzdryga się: przecież to muzułmańskie dzieci, co z nich wyrośnie?

Nikomu nie przyjdzie do głowy, by hipokrytycznie kazać pomagać „na miejscu”, kiedy można pomóc tu i teraz. Robią co mogą – wykorzystując wszystkie kontakty. Lekarze, urzędnicy i politycy łapią za słuchawkę. Dzwonią, załatwiają, przyspieszają.

Jakby naiwnie wierzyli, że ich wysiłek coś da. Choć żaden chirurg wojny nie powstrzyma, próbują uratować choć jedno dziecko więcej. Tyle przecież możemy, mówią.

„Nie uszło uwadze naszego rządu, że tym dzieciom odmówiono pomocy tylko dlatego, że urodziły się tam, gdzie się urodziły” – tłumaczę to zdanie z angielskiego. Dochodzę do wniosku, że jest ono do wymówienia, także po polsku.

1.02.2017
środa

Quebec, czyli dlaczego zamachowiec nie zostanie skazany za terroryzm

1 lutego 2017, środa,

Chirurdzy ze szpitala w Quebecu mówią, że ranni od kul trafiają im się średnio raz w miesiącu. To najczęściej ci, którzy nie mieli szczęścia podczas polowania, czasem – niedoszli samobójcy. Bardzo rzadko mają tu do czynienia z postrzelonymi w wyniku porachunków (to akurat zdarza się częściej w Toronto). Tymczasem teraz lekarze stali we trzech nad 39-letnim taksówkarzem, który dostał cztery kule w brzuch. Jednocześnie opracowywali wszystkie rany, stłoczeni, pochyleni nad krwotokiem wewnętrznym, który na ich oczach rozlewał się po ciele mężczyzny.

Taksówkarz został ranny, kiedy modlił się w meczecie przy Centre culturel islamique de Québec, islamskim centrum kultury. Przeżył operację – jego żonie powiedziano, że teraz trzeba czasu. W domu zostało czworo dzieci.

To tylko jedna z wielu rodzin, której życie nieodwracalnie zmienił zamachowiec, otwierając ogień do modlących się w meczecie. Zabił 6 osób, 5 kolejnych walczy o życie, ale rannych jest kilkunastu.

Sprawca miał czas, strzelał przez kilka minut – w tym czasie ktoś zadzwonił pod numer 911 i wezwał pomoc. Kiedy do meczetu wpadli policjanci pod bronią, niektórzy wierni zaczęli w panice wybiegać na śnieg. Jeden z uciekających miał na sobie krew ofiary. Szybko został obezwładniony i zatrzymany. Media błyskawicznie rozpowszechniły jego nazwisko: Mohammed Belkhadir. Podały, że pochodzi z Maroka – to akurat nic dziwnego, w Quebecu mieszka bardzo wielu przyjezdnych z krajów Afryki Północnej, które były kiedyś francuskimi koloniami. Informację o tym, że muzułanie strzelają do muzułmanów podało wiele mediów – w tym „Wiadomości” TVP.

Ale to nieprawda. Do oczyszczenia muzułmanina z zarzutów i sprostowania wezwało poszczególne media (w tym amerykańską FOX TV) biuro prasowe premiera Justina Trudeau.

DLACZEGO STRZELAŁ

Mohammed Belkhadir miał na sobie krew, bo próbował udzielić pomocy jednej z ofiar. Przeraził go widok wbiegających mężczyzn z wyciągniętą bronią – myślał, że to kolejni zamachowcy. Niektóre media podają, że to on zadzwonił wcześniej po pomoc. Inne podkreślają, że muzułmanin ratował, podczas gdy strzelał chrześcijanin.

Bo wszystko wskazuje na to, że ogień otworzył Alexandre Bissonnette, biały student nauk politycznych z pobliskiego uniwersytetu. Koledzy opowiadają dziś mediom, że jest introwertykiem, unika ludzi i nie jest zbyt lubiany. Nikt nie pisze jednak, dlaczego.

W mediach przewija się informacja, że rówieśnicy zastraszali chłopaka. Sam wyszydzany, oddawał krzywdy innym. Nie umiał się odegrać bezpośrednio, więc wybierał słabszych. Lubił śmiać się z dziewczyn – na przykład z koleżanki, która miała wielką bliznę po operacji kardiologicznej, mówią dziś jego znajomi. Czasem swoje frustracje wylewał w internecie, był znany z antyislamskich, skrajnie prawicowych komentarzy. Walczących o prawa kobiet nazywał feminazistami. Dzień przed maskarą zamieścił zdjęcie krzyżowca wymachującego mieczem.

Ale mieszkańcy Quebecu, w tym jego znajomi, dziwią się: ależ nikt nie spodziewał się, że Alexandre zrobi komuś krzywdę. Nikt nie chce widzieć związku między nienawistnymi wpisami w internecie, narastającą frustracją i realną przemocą. A tym bardziej – między doznanymi upokorzeniami a chęcią odwetu. Kto zradykalizował Bissonnette’a? Kto wyhodował w nim tę nienawiść? Niewygodne jest pytanie, co zaniedbujemy, co przegapiamy. Na co pozwalamy, machając ręką, mówiąc, że to tylko takie żarty. Że nienawistne komentarze w internecie to nic takiego.

Co dalej stanie się z domniemanym sprawcą? Premier Justin Trudeau nazwał jego czyn aktem terroryzmu, o zamachu terrorystycznym pisze też większość mediów.

Ale Bissonnette’owi postawiono nie zarzut przeprowadzenia zamachu terrorystycznego, ale zwykły zarzut zabójstwa. Dlaczego?

TO NIE TERRORYSTA

Przed 11 września 2001 r. w Kanadzie nie karano za terroryzm – nawet bojówkarze skrajnych frontów, motywowani politycznie, dostawali wyroki za porwania i zabójstwa, ale nie za działania terrorystyczne. Dopiero w grudniu 2001 weszła w życie ustawa antyterrorystyczna, Anti-Terrorism Act.

Terroryzm jest w Kanadzie definiowany jako groźba lub działanie polegające na użyciu przemocy wobec osób i rzeczy, którego motywacją osiągnięcie celu politycznego, ideologicznego lub religijnego. Istota leży więc nie tyle w skutkach działań przemocowych, co w samej intencji. Co ważne – wystarczy groźba takiego działania. Dlatego od 2011 o terroryzm wolno oskarżać na podstawie materiałów zgromadzonych na taśmach, podsłuchach i wpisach w sieci – jeśli ktoś grozi użyciem siły z powodów religijnych czy ideologicznych.

Bissonnette wypisywał w internecie antyuchodźcze i antyfeministyczne hasła – ale to wcale niekoniecznie starczy do oskarżenia go o terroryzm czy zbrodnię motywowaną nienawiścią. Policja będzie prawdopodobnie szukać jego związków z jakąś organizacją uznaną za terrorystyczną – ale jeśli okaże się, że działał sam, oskarżenie z paragrafu terrorystycznego będzie słabsze. Tak samo, jeśli okaże się, że inspirował się jakąś organizacją, ale np. nie był przez nią finansowany.

Wygląda więc na to, że choć politycy i media mówią o zamachu terrorystycznym, proces pójdzie w inną stronę. Będzie szybszy, a obrona będzie miała mniejsze pole manewru.

Na razie Bissonnette’owi postawiono zarzut zabójstwa 6 osób i usiłowania zabójstwa kolejnych 5 – stan 2 z nich jest krytyczny. Grozi mu dożywocie.

30.01.2017
poniedziałek

Odpowiedź, czyli gdy Trump zamyka drzwi, Kanada otwiera okno

30 stycznia 2017, poniedziałek,

W niedzielę podczas wieczornych modłów do meczetu w Quebecu wszedł młody mężczyzna, twarz miał zasłoniętą narciarską maską. Otworzył ogień do ok. 40 mężczyzn zgromadzonych na parterze świątyni (piętro wyżej modliły się kobiety). Zginęło 6 wiernych, 5 walczy o życie w szpitalu, kilkanaście osób jest rannych.
Czytaj całość »

17.01.2017
wtorek

Serduszka, czyli Polonia podzielona w sprawie WOŚP

17 stycznia 2017, wtorek,

Jak co roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy grała nie tylko w Polsce, ale i poza jej granicami.
Czytaj całość »

11.01.2017
środa

Roszady, czyli Kanada szykuje się na Trumpa

11 stycznia 2017, środa,

Na kilka dni przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta USA premier Kanady zwiera szyki i dokonuje rekonstrukcji rządu. „Wystawiamy najlepszą drużynę, która będzie działać w sprawach dla Kanadyjczyków istotnych – czy to w kwestii relacji ze Stanami, stosunków z Chinami, czy naszego zaangażowania w Europie” – powiedział Justin Trudeau.
Czytaj całość »

30.12.2016
piątek

Język, czyli po co nam media

30 grudnia 2016, piątek,

Od tygodni studiuję podręcznik przygotowany przez kanadyjską agencję prasową. Od 1940 r. „Canadian Press” publikuje grubą książkę, przeznaczoną niby dla dziennikarzy i redaktorów, ale rozchwytywaną przez wszystkich, którzy pracują słowem. To złoty standard – znajomość stylu CP pojawia się w ogłoszeniach o pracę na stanowiska niezwiązane wcale z branżą mediów, ale wymagające obycia i umiejętności układania się z ludźmi.
Czytaj całość »

28.11.2016
poniedziałek

Rysa, czyli Trudeau pisze elegię dla Castro

28 listopada 2016, poniedziałek,

Na wypielęgnowanym wizerunku pojawiła się brzydka rysa. Tuż po śmierci Fidela Castro kanadyjski premier Justin Trudeau wydał oficjalne oświadczenie, w którym nie ograniczył się do zwyczajowych kondolencji.
Czytaj całość »

14.11.2016
poniedziałek

Czapeczka, czyli Kanadyjczycy o Trumpie

14 listopada 2016, poniedziałek,

W noc, kiedy Ameryka wybrała filozofię i wartości Donalda Trumpa, w oknach moich sąsiadów do rana paliło się światło. Następnego dnia panował nastrój przygnębienia, smutku i zaskoczenia. Znani z powściągliwości Kanadyjczycy mówili: pozwolę sobie na uwagę, że jesteśmy nieco przerażeni.
Czytaj całość »